Posty

10 dni OFFLINE - internetowy detoks

Od dłuższego czasu myślałam o tym, żeby odciąć się na jakiś czas całkiem od internetu, aplikacji, stron www, komunikatorów, seriali, filmów i innych dobrodziejstw, które dają nam komputery i telefony mające LTE. Sporo czytałam o tym u innych, próbowałam to przełożyć na swoje życie i przyznam szczerze, że zwlekałam. Wyszukiwałam kolejnych argumentów dlaczego zacząć jutro, za tydzień za miesiąc. Widziałam same przeszkody, chociaż dostrzegałam również z plusy jakie mógłby mi dać internetowy detoks i kilka dni całkowicie offline. Zdawałam sobie też sprawę z tego, że od pewnego czasu idę przez życie z twarzą wpatrzoną w monitor. Otrzeźwienie nadeszło, kiedy kilka razy przyłapałam się podczas spotkania ze znajomym, przyjaciółką, rodziną a nawet ukochanym, na tym, że... sięgam do torebki, wyciągam telefon i odczytuje jakieś wiadomości. To naprawdę mnie zabolało, bo po pierwsze nie cierpię, kiedy mój rozmówca tak robi, a po drugie uświadomiłam sobie, że robię to mimo woli. I tu poczułam prze…

Moje wydatki z I połowy lipca

Lipiec mija mi pod znakiem płacenia gotówką. Nie zawsze jest to przyjemne, często rozmieniam swoje prywatne pieniądze w pracy, żeby podczas zakupów móc płacić mniej więcej zgodnymi. Sama na co dzień pracuję z gotówką i wiem jakie to irytujące, kiedy ktoś płaci za towar o cenie 5 zł banknotem 200 zł i jeszcze rzuca fochem, że śmiem niemieć wydać. Niestety dwa razy w miesiącu w czasie okołowypłatowym autentycznie nie mam czym wydawać, bo człowiek za człowiekiem przylatuje ze stówką i z absolutną pewnością, że ja to na pewno mam w dupie rozmieniarkę, więc to za problem. Ano spory. Bardzo spory, ale to doskonale rozumieją tylko osoby, które pracowały przy gotówce i obsłudze klienta. Po cichu liczę na to, że reszta ludzi też mniej lub bardziej rozumie to, że rozmieniarka nie jest częścią sprzedawcy, bo sprzedawca to nie inspektor gadżet, sorka. Wracając jednak do meritum - od 1 lipca płacę gotówką, założono kwota na te 31 dni to... 620 zł, czyli średnio 20 zł/dzień. Jak to ze średnimi byw…

Finansowe dylematy

W życiu każdej takiej osoby jak ja, czyli walczącej z długami, pojawiają się wątpliwości i dylematy. Zaczyna się od tego na czym oszczędzić, żeby mieć na kolejne raty. Pojawia się mniej lub bardziej dokładna analiza wydatków, być może nawet ich spisanie, a potem decyzja z czego zrezygnować. Zwykle jest to obcięcie kosztów na rozrywkę, ubrania, kosmetyki, wyjścia ze znajomymi i oczyszczanie diety z drogich i pełnych cukru przekąsek oraz napoi. I choć w teorii brzmi to sensownie i oznacza, że przez jakiś czas po prostu żyjemy skromniej, a towarzysko raczej jak pustelnik, to jednak w praktyce jest naprawdę ciężko.  
Zmiana nawyków, ciągłe powstrzymywanie się, analizy, pytania czy naprawdę tego potrzebuję, czy warto, o ile bliżej byłabym braku długów, gdybym nie kupiła tej bluzki/tej sukienki, itp. itd. Na początku zawsze jest dużo zapału, potem ten zapał jakby gaśnie, ustępuje miejsca nowym nawykom i wstrzemięźliwości, a niekiedy niestety oznacza frustrację, bo ile razy można tłumaczyć …

Dziękuję, nie kupuję

... czyli drugi etap mojego noworocznego wyzwania - przez 3 miesiące nie kupuję żadnych ubrań.
Musicie wiedzieć, że wyzwanie to okazało się w moim przypadku ogromnym sukcesem - przez pierwsze 3 miesiące 2018 roku na ubrania wydałam zaledwie 129,58 zł o czym więcej pisałam tutaj. Biorąc pod uwagę to, że większość stanowiły rzeczy z lumpeksu oraz taki raczej backstage garderoby, czyli wkładki do butów, rajstopy, odświeżacze do obuwia zimowego, to jest to kwota naprawdę niewielka i godna podziwu. 
Następny kwartał był już bardziej kosztowny, ponieważ wszelkie zakupy ubraniowe wyniosły mnie 483 zł.Do mojej szafy trafiły m. in. nowy pas do pończoch, zapas rajstop, buty na wczesną jesień, trochę sukienek i bazowych bluzek z lumpeksu, lniana koszula, wkładki do butów, dwie kurtki dżinsowe, nowy portfel oraz ubrania dla osób z rodziny, bo wiedziałam, że takich akurat potrzebują. 
Jak widać pierwsze pół roku w kategorii odzież to raptem 612,58 zł. Niby niewiele, a dawno już nie miałam tak pię…

Ile czasu faktycznie spędzamy w pracy?

Nie odpowiem na to pytanie za Was, ale napiszę Wam jak to wygląda u mnie. Pracuję w miejscu, gdzie pracuje się 7 dni w tygodniu +/- 10 godzin dziennie + w niektóre święta. Tzw. równoważony czas pracy. Teoretycznie w pracy jestem 9,5h, w praktyce wygląda to tak, że aby wyrobić się ze wszystkim przychodzę nieco wcześniej i wychodzę nieco później. Z tego nieco robi się często ekstra pół godziny dziennie, więc mój czas pracy wydłuża się z 9,5h na 10h. Te pół godziny to oczywiście wolontariat. Uprzedzając pytania w moim zakładzie pracy działają związki zawodowe, które nie potrafią wywalczyć tego, abyśmy mieli więcej płatnego czasu przed otwarcie i po zamknięciu. Wiecie, chodzi o czas, kiedy nie ma klientów. Nie da się jednocześnie sprzątać, przeliczać kasy, robić zamknięcia dnia i obsługiwać klientów. Tak więc moje 18-19 dni pracy w miesiącu zmienia się w 18-19 dni pracy po 10h, a czasami nawet po 12h, ale to już osobna kwestia, plus do tego wszystkiego godzina na dotarcie i powrót z prac…

Wyzwanie finansowe na ten kwartał to...

Poprzedni kwartał  uszczuplił moje konto o 7386 zł. Wychodzi z tego średnio 2470 zł miesięcznie, 586 zł tygodniowo i 81 zł dziennie. Naprawdę sporo. Co prawda najwięcej wydałam z tego na spłatę i nadpłatę kredytów, jednak kwota i tak nieźle mnie szokuje. Zupełnie inaczej wyglądają wydatki po miesiącu, a inaczej po całym kwartale. Bardzo łatwo można wyłapać kategorie, które w dłuższym okresie czasu generują największe koszta i szybko przeanalizować czy stoi za tym jednorazowy wydatek czy może stale wrzucamy najwięcej do tego akurat wora. 
Dzięki mojej bardzo prostej aplikacji w telefonie mogę nie tylko zobaczyć kwartalne kwoty w poszczególnych kategoriach, ale również ich procentowy udział w tych 7386 zł. 
24,9 % kredyty (1838 zł) 12,3% zakupy spożywcze i chemia ( 910 zł) 10,9% zdrowie (807 zł) 9 % koty (663 zł) 7,4 % abonament za telefon, internet (548 zł) 7% jedzenie na mieście (513 zł) 6,7 % czas wolny (498 zł) 6,5% ubrania (483 zł) 4,4% słodycze, napoje przekąski (323 zł) 4,3% prezenty (314…

W lipcu płacę gotówką cz. I

Lipcowe wyzwanie miesiąc za 600 zł + płacenie gotówkąnieoczekiwanie zmieniło się w miesiąc za 620 zł, bo w czeluściach portfela znalazłam zagubione 20 zł. Nawet nie wiem skąd się tam wzięło i ile tam było. Z portfela wyciągam tylko kartę. Wyciągałam właściwie, bo od kilku dni sięgam też po gotówkę. Kompletnie za tym nie przepadam. W pracy namacam się tyle, że łapie mnie obrzydzenie, ale chcę sprawdzić czy płacenie gotówką pomoże mi okiełznać bałagan w codziennych wydatkach. Póki co to jednak wieczne 'ma pani drobniej?', 'a te 2,51 zł dostanę?', 'naprawdę nie ma pani 51 groszy?'. Odzwyczaiłam się od tego kompletnie. Aż takich drobnych do portfela nie wrzuciłam, bo nie miałam skąd, ale 600 zł zamieniłam na 20 zł, żeby było łatwiej i przyjemniej i żebym pamiętała o tym, że te 620 zł ma mi starczyć na 31 dni lipca, czyli na dzień mam właśnie 20 zł. Mniej więcej, bo wiadomo że raz się wyda więcej raz mniej. Mimo wszystko wydaje mi się, że kiedyś za ten różowy bankno…

Codzienne zakupy spożywcze

Codzienne zakupy spożywcze to patent moich znajomych na oszczędzanie. Brzmi zapewne absurdalnie wobec nadsyłanych zewsząd porad typu rób duże zakupy raz na tydzień/dwa tygodnie/miesiąc, a potem dokupuj to, czego brakuje. Moi znajomi robią dokładnie odwrotnie. Codziennie kupują niemal wszystko od podstaw w ilości takiej, żeby wystarczyło na dzień dzisiejszy i ewentualnie jutrzejsze śniadanie. Niemal wszystko, bo zawsze mają przyprawy, wodę mineralną i lody w malutkiej zamrażalce. Lodówkę też mają bardzo malutką. Skąd się to w nich wzięło? Dlaczego postępują wbrew wszelkim finansowym poradom? Dlaczego nie magazynują jedzenia i nie kupują w promocji więcej? 
Ano nie lubią składować. Mają też malutką lodówkę i przez dłuższy czas mieszkali z rodzicami, którzy uwielbiali magazynować jedzenie i robić duże zakupy. Ogromna ich część marnowała się, lądowała w śmietniku, potem były kolejne zakupy i ciągłe narzekanie, że brakuje pieniędzy, a życie jest takie drogie. W ich przypadku było bardzo d…

Podsumowanie wydatków z czerwca

Czerwiec uszczuplił moje konto o 2300 zł. Złożyło się na to sporo czynników, w głównej jednak mierze spłata i nadpłata kredytów (750 zł z powyższej kwoty).  Jak widać cała reszta poszła na tzw. życie. Ciekawi na co przeznaczałam średnio 50 zł dziennie w ostatnich tygodniach?

W lipcu płacę gotówką!

Przejrzenie zestawień finansowych za ostatnie miesiące nieźle sprowadziło mnie na ziemię. Szczególnie czerwcowe, nad którym właśnie pracuję i które jasno pokazuje mi, że wydatki na jedzenie na mieście przekroczyły kwotę 200 zł. Niby mam na to wytłumaczenie w postaci pracy po 11h dziennie, co skutkuje totalnym lenistwem w kuchni, ale nie dajmy się zwariować. Nadal mam długi. Niemałe. A żyję co najmniej tak jakbym ich nie miała. 
Kilka ostatnich miesięcy z wydatkami na poziomie ponad 2 tys złotych miesięcznie to naprawdę dużo biorąc pod uwagę fakt, że nie mam do opłacenia żadnych rachunków oprócz telefonicznego, za internet i rat kredytów. Pofolgowałam sobie w niektórych kategoriach bardzo i przyznaję szczerze, że zatarł mi się cel, dla którego założyłam tego bloga - jak najszybsza spłata zadłużenia. 
Prawda jest taka, że gdybym sumiennie przez kilka miesięcy podporządkowała swoje życie i wydatki wyzwaniu 30 dni za 600 zł to w chwili obecnej byłabym debt free. Może obsunęłoby się to pr…

Wydatki na koty w I połowie 2018 roku

Temat wydatków na koty jest nieodłącznym elementem mojego budżetu, ponieważ mam ich kilka i faktem jest, że takie stado czworonogów pożera naprawdę sporo pieniędzy. Uprzedzając wszelkich życzliwych, pozwolę sobie napisać, że nie żałuję żadnego wydanego na koty grosza i ba, wydałabym na nie jeszcze więcej, ale w chwili obecnej mają wszystko to, czego im trzeba. Czeka nas jeszcze wizyta u weterynarza, ale to załatwię podczas urlopu, ponieważ szczepienia, odrobaczenia i badania całej czwórki są czasochłonne i kosztują krocie. A całe stado trzeba odrobaczać i szczepić na raz. Na raty jest to bezsensowne. 
Poprzednie posty na temat wydatków na koty znajdziecie w odnośnikach poniżej: Ile kosztuje utrzymanie kota? Wydatki na koty w 2017 roku 
Przypomnę również, że moim założeniem w kwestii kocich wydatków były wydatki na poziomie kwoty 240 zł/msc. Już teraz wiem, że raz mi się udawało a raz nie. W sumie w ciągu roku powinna wydać na moje koty maksymalnie 1440 zł. Kwota bliska minimalnej krajo…

Jak zainwestować nadwyżkę pieniędzy?

Do napisania tego postu natchnęła mnie przypadkowo poznana osoba, z którą miałam okazję rozmawiać. Jakoś tak od słowa do słowa rozmowa zeszła na temat pieniędzy i inwestycji tej ich części, która nagle pojawiła się w naszym budżecie. Wiadomo, że absolutną podstawą jest oszczędzanie i spłata zadłużenia. Ta jednak osoba zwróciła mi uwagę na coś, co jest banalnie proste, możliwe zawsze i co kompletnie nie przyszło mi do głowy za co pluję sobie w brodę od tamtego czasu niemal co chwilę. Bo jak to w życiu bywa najprostsze sposoby są najlepsze i najczęściej nawet nie zwracamy na nie uwagi, aż do czasu gdy jakaś mądra głowa rzuci nam tym banałem w twarz z dumą, a nam szczęka do ziemi opadnie, bo jak to??? Ja na to nie wpadłam????

Jak odkryłam, że mam za dużo ubrań?

Stało się to zupełnie nie dawno. Rutynowe porządki w szafie z okazji przyjścia lata i wyczekiwanych temperatur bliskich 30 stopni. Ciepłe rzeczy powędrowały do pudeł i walizek, a cienkie zajęły ich miejsce na wieszakach i w komodzie. Niestety przy okazji odkryłam coś, co bardzo mnie zasmuciło. Część ubrań kompletnie przestała na mnie pasować. W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy przytyłam 10 kg przez siedzący tryb życia i cóż... Zupełnie tego nie zauważyłam, aż do momentu, gdy nie dopięłam się w ulubionej koszuli z 2016 roku, a obcisłe rurki z tego samego okresu nie pasują na mój tyłek. A raczej na uda, bo do tyłka to one nawet nie dotarły... Wstyd. Wiem. 
Początkowo pojawiło się wyparcie. Schowałam za małe rzeczy do szafy wraz z innymi wiosenno-letnimi i tak potykałam się o nie przez kilka ostatnich tygodni wzdychając i odsuwając od siebie myśl, że już na mnie nie pasują. Niedługo potem postanowiłam poświęcić popołudnie na przymiarkę wszystkiego, co mam w szafie, żeby objąć ogrom p…

L4 czy praca w chorobie?

Zaczęło się znienacka - silne uczucie chłodu i zimna, dreszcze, obfite poty, okrutny ból gardła podczas przełykania, ponad 38 stopni gorączki. Sięgnęłam po ibuprom. Dwie tabletki, potem kolejne dwie i jeszcze dwie. Poszłam do pracy na kilka godzin, bo już obiecałam, czułam się świetnie. Ibuprom zamaskował objawy i dał mi poczucie, że spokojnie przetrwam do jutra, wyleżę się i może pójdę do lekarza po antybiotyk. Zamaskował - słowo klucz. W nocy obudziły mnie dreszcze i poty, termometr wskazywał 39 stopni, a ja z trudem odliczałam czas do 8 rano - godziny rozpoczęcia rejestracji do lekarza. Dostałam się do lekarza nieco po 9, dowiedziałam, że mam poważne zapalenie będące powikłaniem po anginie. Fizycznie czułam się przecież dobrze. A może po prostu pędziłam tak bardzo, że nie zauważyłam, że coś jest nie tak? W końcu poprzednią anginę spędziłam w pracy. Zajadając na zmianę antybiotyki, leki przeciwbólowe i leki przeciwzapalne. I tak przechorowałam to wszystko pracując, bo obiecałam kom…

Podsumowanie wydatków za maj

Końcówka maja była dla mnie prawdziwym zaskoczeniem. Niespodziewanie otrzymałam od znajomego zwrot pieniędzy, które otrzymał ode mnie wiele miesięcy temu. Przez ostatnie miesiące próbował zaaklimatyzować się w nowym mieście i rozpocząć tam całkowicie samodzielne życie. Szło mu różnie dlatego też cierpliwie czekałam na zwrot pożyczonych mu pieniędzy, ale nie ukrywam, że miałam momenty, kiedy to byłam niemal pewna, że nigdy więcej ich nie zobaczę.  A jednak! Dosłownie dzień po poprzednim poście otrzymałam na konto przelew z wielkim DZIĘKUJĘ w tytule oraz telefon z dłuuugą historią co tam u niego. Jeśli kiedykolwiek tak jak on rzucę wszystko i postanowię z dnia na dzień na spontanie wyprowadzić się do innego miejsca bez pracy i oszczędności to finalnie też chcę wykonać tak optymistyczny telefon. Prawdziwy happy end i mam nadzieję, że ta dobra passa będzie mu się ciągnęła jeszcze długo długo. Dobry facet zasługuje na dobre życie, prawda? ;) A i miłość pojawiła się w tle, także wszystko i…

Wydatki maj cz. I

W poście o droższej połowie miesiąca pisałam o tym, że większa część moich wydatków kumuluje się między 1 a 13 dniem miesiąca. To wtedy z mojego konta wychodzą przelewy za raty kredytów, rachunki za telefon, internet i zakupy kociego jedzenia i/lub żwirku.
W tym miesiącu w ciągu pierwszych 10 dni wydałam już 945,50 zł, co stanowi 59 % kwoty przeznaczonej do wydania w maju - 1630 zł.
Na co przeznaczyłam te pieniądze?
415 zł poszło na raty 69 zł kosztował mnie internet + doładowanie karty dla kogoś z rodziny 86 zł poszło na rozrywkę - miałam zaplanowane na majówkę kilka spotkań z dawno niewidzianymi osobami 77 zł poszło na ubrania a dokładniej to 30 zł na uzupełnienie letniej garderoby o ubrania z lumpeksu oraz 47 zł na kilka par rajstop. Niezwykle przydatne o tej porze roku, kiedy rano jest za zimno na gołe nogi a wieczorem za gorąco na rajstopy ;) W ogóle zauważyłam, że od początku roku najwięcej w kategorii ubrania wydałam na takie bzdurki jak nowe wkładki do butów, cieńsze rajstopy na …

Śniadanie zrobione vs. kupione

Kilka dni temu ściągnięto mnie nagle do pracy na 12 godzin. Zupełnie nie byłam na to przygotowana. Wiedziałam, że fizycznie dam radę, bo zawsze daję. Problemem stało się śniadanie. O pracy dowiedziałam się późno, rano nie miałam czasu na buszowanie w kuchni a i zawartość lodówki była, delikatnie mówiąc, bardzo uboga. Ot resztka płatków i mleka, które wystarczy akurat na śniadanie. Śniadanie w domu, bo na to w pracy nie wystarczy. Nie mówiąc już nawet o pozostałych owocach czy chociaż jakimś owocu. Czcze marzenia. Odsuwając marzenia i fantazje na bok postanowiłam skupić się na rzeczywistości i trafiłam do żabki. Żabka to prawdziwy luksus na trasie pełnej jedynie monopolowych z najróżniejszym asortymentem z wyjątkiem spożywczego. No może znalazłyby się jakieś czipsy, ale litości, mówimy o wałówce na cały dzień. Szybki rekonesans między półkami i wylądowałam obok lodówki z kanapkami. Nie wiem kto i kiedy wpadł na pomysł, żeby w żabkach sprzedawać kanapki, ale był to strzał w dziesiątkę.…

Podsumowanie wydatków Kwiecień 2018

Od ostatniego wpisu na tym blogu upłynęło sześć tygodni. W międzyczasie co prawda coś opublikowałam, ale po kilku dniach rozmyśliłam się i usunęłam to, ponieważ było zbyt mocno podyktowane emocjami i dalekie od tematyki finansów. Te sześć tygodni było bardzo trudne. Z beztroskiej dziewczyny mieszkającej z rodziną zmieniłam się w opiekuna osoby chorej na nowotwór w zaawansowanym stadium. Moje życie zmieniło się. Doszły mi nowe obowiązki, muszę myśleć nie tylko o sobie, ale i o chorym najbliższym członku rodziny, ponieważ po wizycie w szpitalu, diagnozie i zaleceniach może robić niewiele. Wiecie, spokojny, lekki żywot, spacery, lekkostrawna dieta, żadnych wysiłków, częste wizyty u lekarza i leczenie. To wszystko sprowadza się do tego, że jestem w trakcie przeorganizowania. Uczę się nowej roli, godzę się ze smutną diagnozą i próbuję żyć mimo tego, choć jest to bardzo trudne. 
Wszystkie te problemy rodzinno-zdrowotne pochłonęły mnie w marcu do tego stopnia, że w ogóle nie kontrolowałam w…

Droższa połowa miesiąca

Każdy z  minionych kilku miesięcy oraz każdy z kilku kolejnych wygląda dla mnie tak samo - w ciągu pierwszych dwóch tygodni pozbywam się ogromnej ilości zarobionych pieniędzy na tzw. opłaty stałe. Niby opłaty stałe są stałe, ale dla każdego oznaczają coś innego. W moim przypadku są to - raty za sprzęt, raty kredytów, abonament telefoniczny, opłata za internet oraz wydatki na koty (w tym miesiącu mocne postanowienie nie robienia żadnych dodatkowych zapasów, kupiłam tylko żwirek, bo zostało na najbliższe 2-3 dni). Pierwsza połowa marca jest jednak jednym z najgorszych początków miesiąca od baaardzo długiego czasu. Zmarła moja bliska koleżanka, a osoba z mojej najbliższej rodziny wylądowała w szpitalu w ciężkim stanie. Dla kontrastu z tymi zdarzeniami zbiegła się planowana od pewnego czasu urodzinowa impreza niespodzianka dla innej koleżanki i chociaż wszyscy się uśmiechali, atmosfera była naprawdę ponura i przytłaczająca. Impreza zmieniła się w zwykłą nasiadówkę przy piwie, a początkow…

995

Pamiętacie jeszcze ogólne założenie mojego wyzwania 30 dni za 600 zł? Wyzwanie zakładało, że w ciągu 30 dni wydam max 600 zł. Średnio 100 zł na każde kolejne pięć dni. W grudniu wynik był imponujący. 455 zł. Pękałam z dumy. Styczeń zaczął się równie optymistycznie, skończył bardzo pesymistycznie, a potem przyszedł luty. Też pełen niezbyt wesołych niespodzianek i kilku problemów, a przede wszystkim pełny stresu. Tym razem nie dałam się złym emocjom i spełniłam to, co założyłam - sumiennie przez cały luty będę spisywać każdy jeden wydatek. Zaczęło się spisywania co do grosza i wyszczególniania kategorii, następnie zredukowałam kwoty do pełnych złotówek, żeby nic mi się nie pałętało po drodze. Zaokrąglałam w górę, ale zbędnej bez przesady typu z 2 zł zrobi mi się nagle calutkie 5 ;) 
Po tłuściutkim styczniu chciałam od razu przerzucić się na ascetyczne 600 zł na 30 dni, ale postanowiłam, że będę spisywać wydatki i obserwować siebie - co, kiedy, w jakich okolicznościach kupuję i jakie ko…

Ile kosztuje codzienny batonik?

Jestem absolutnym łasuchem, miłośnikiem słodyczy, a w Kauflandzie wybieram tylko kasę bez słodyczy, bo wrzuciłabym ich do koszyka pokaźny stosik. Z całą pewnością w moich żyłach płynie sam cukier i chociaż wyniki badań pod kątem cukru mam bardzo dobre, to jednak wolałabym, żeby moja dieta była wolna od aż  takich jego ilości. Ale oczekiwania sobie, a życie sobie. 
Oprócz moich życzeń, oczekiwań i planów, które zakładają eliminację cukru jest mi zwyczajnie ciężko pokonać ten nawyk i zwalczyć to uzależnienie. Nie potrafię nawet do końca zdefiniować czy aby na pewno jest to uzależnienie, bo miewam w roku takie okresy jak ten teraz, kiedy w ogóle nie chce mi się cukru, bo nie. To taki śmieszny czas, kiedy czekolada nie smakuje czekoladą i zaczynam podejrzewać międzynarodowy spisek skierowany przeciwko moim kubkom smakowym i przeciwko mojej osobie - że niby kochasz czekoladę i jej jedzenie daje Ci ogromne pokłady przyjemności? A masz podróbą! Dalej Ci tak smakuje? Niee? O jak nam przykro.…