Nowy cykl #bezrobocie

Jak się wali, to się wali wszystko - tak chyba bywa nie tylko w moim życiu. Po ogromnych zawirowaniach w kwestii zdrowia najbliższej mi osoby, które unormowały się na szczęście, przyszedł czas na kolejne trudności w moim życiu - perspektywę rychłej utraty pracy lub przeniesienie się na podobne stanowisko w niezbyt komfortowej lokalizacji. Szczerze? Wypizdów jakich mało. Pomimo niewielkiej odległości na mapie, dojazd wymaga przesiadek i nie jestem pewna czy łączny czas dojazdow do pracy i powrotów zamknie się w 3 (!!!) godzinach dziennie. Sami rozumiecie - 10-11 h pracy + 3 godziny dojazdu za te same, a właściwe niższe pieniądze, bo tam nie ma premii z powodu słabych obrotów. Plus oczywiście koszt dojazdu, który jest niemały.


Ale o tym wszystkim w kolejnym poście.

Plan na najbliższe miesiące


Moja sytuacja życiowa bardzo się zmieniła. Niestety na gorsze. Relacje rodzinne się posypały, obowiązków przybyło, kasy ubyło, a dodatkowo jestem skrajnie wykończona z powodu stresu. Postanowiłam jednak nie zadręczać się, nie jęczeć, nie dołować się i stworzyć ramowy plan działania na najbliższe kilka miesięcy. Ramowy, bo na szczegółowy brakuje mi przewidywalności. Nie wiem, co będzie dalej z moją rodziną, jak potoczy się sytuacja ze stanem zdrowia najbliższej mi osoby i gdzie będę za jakiś czas. Chcę jednak mieć jakieś punkty zaczepienia, żeby móc pamiętać o sobie. Widzę bardzo dobrze jak wyniszcza mnie stres. Bardzo schudłam, włosy wypadają mi na potęgę, zasypiam w ułamku sekundy i śpię wiele godzin po czym budzę się i czuję się tak, jakbym w ogóle nie spała. Z powodu pogorszenia się stanu zdrowia najbliższej mi osoby cały mój dzień, tydzień i życie zostało wywrócone do góry nogami i wszystkie moje działania wymagają przeorganizowania. A ciężko organizować się bez celu i planu. 

Co więc planuję na najbliższe miesiące?

#1 Dbać o siebie 
Najtrudniejsze i najważniejsze postanowienie - dbać o siebie. Jeśli nie zadbam o siebie, to nie dam rady zadbać o najbliższą mi osobę. Od kilku dni karmię się tą myślą i próbuję karmić też swoje ciało. Idzie mi ciężko. Wydałam w lipcu sporo pieniędzy na jedzenie, niestety większość zmarnowała się i trafiła do kosza. Stres odbiera mi apetyt, psuje smak potraw, pozbawia ochoty na gotowanie, a jak już się zmuszę, to jedzenie mi nie wychodzi. Wiem, że jestem skrajnie wykończona, spodziewam się, że moje wyniki badań są nieciekawe, dlatego też odkładam i odkładam wizytę u lekarza w celu uzyskania skierowania na morfologie itp. Najbliższe miesiące chcę mimo wszystko przeznaczyć na walkę o lepsze zdrowie, bo moje zdrowie to lepsza opieka nad najbliższą mi osobą. Jest o co walczyć.

#2 Joga i pilates
Kilka lat temu miałam okazję ćwiczyć jedno i drugie, choć do jogi bardzie pasuje praktykowanie, ale mniejsza o terminologię. Wspominam to bardzo przyjemnie, dawało mi to wiele spokoju i poprawiło samoocenę. Miałam w ostatnich dniach kilka podejść, ale brakuje mi spokoju i cierpliwości. Tracę równowagę, nie mogę się wyciszyć, szybko się męczę. Próbuję jednak powoli i wytrwale, bo czuję, że bardzo tego potrzebuję. Potrzebuję wyciszenia i większej troski o ciało.

#3 Język angielski
Miałam w planach kurs języka angielskiego, bo od lat go nie używam i brakuje mi praktyki. Postanowiłam jednak odłożyć ten wydatek na półkę i sięgnąć po filmiki na YT, seriale po angielsku i darmowe materiały z internetu. Myślę, że tyle wystarczy. Może dodatkowo pouczę się jeszcze jakiegoś języka? Najbliższe miesiące to w dużej mierze przebywanie w domu, więc przy okazji mogę zrobić dla siebie coś pożytecznego. 

#4 Pisać więcej

Ze studiami mi nie wyszło, nie miałam głowy do rekrutacji, a studiowanie w najbliższym czasie i tak odpada, kurs pisania również, dlatego też pozostanę po prostu przy pisaniu. Lubię to bardzo, relaksuje mnie to i powoli przekonuję się do tego, aby stworzyć na blogu zakładkę z moimi opowiadaniami i wierszami. Nie bardzo pasuje to do finansów, ale jest to mocno powiązane ze mną. Może więc nie warto zakładać osobnego bloga, żeby publikować moją pisaninę, może wystarczy dodatkowa zakładka? 

#5 Bieganie

W marcu jakoś tak wyszło, że zaczęłam biegać. Naszła mnie ochota, wyszłam raz, drugi, trzeci. Biegałam sobie i biegałam, chociaż wypluwałam płuca, a dystans za bardzo się nie zwiększał. Dawało mi to dużo radości, czułam się lepiej, byłam zrelaksowana. Porzuciłam to jednak ze względu na problemy zdrowotne najbliższej mi osoby. Nie było po prostu czasu na moje bieganie, a teraz nie mam na nie siły. Byle spacer wykańcza mnie okrutnie, ale liczę na to, że kiedy pokonam wycieńczenie to na bieganie znajdzie się energia.

#6 Spacery

Zanim jednak przejdę do biegania, co z pewnością uczynię, gdy zrobi się nieco chłodniej, postawię na spacery. Nie wiem jak będzie z moją energią, nie wiem jak będzie z czasem. Niczego nie planuję dokładnie, robię tylko luźną mapę pomysłów, ale chcę, żeby były tam spacery. To dla mnie bardzo ważne. Endomondo w telefonie jest, krokomierz też, można więc pobijać kolejne rekordy w km i ilości kroków. 

#7 Fundusz awaryjny

Jak wiecie spłukałam się w ostatnich miesiącach bardzo ze względu na wizyty u lekarzy z najbliższą mi osobą, masę nietrafionych leków, transport medyczny i inne cuda. Lipiec spędzam więc w pracy. 27 dni pracy, 4 dni wolnego. Prawdziwy maraton i hard core. Z bólem serca, bo najbliższa mi osoba bardzo mnie potrzebuje, ale wyrabiam te nadgodziny, bo to ostatni taki moment, żeby zarobić dodatkową kasę. Od sierpnia będzie nas już wystarczająca ilość i nadgodziny będą znikome. Akurat lipiec pozwoli mi na utworzenie skromnego funduszu awaryjnego w wysokości 2000 zł. Resztę zbierać będę już na spokojnie w kolejnych miesiącach. 

#8 Oszczędzanie

Świadomość trudnych i pogarszających się relacji z rodziną i fakt, że będę musiała wynieść się z mojego domu wzmaga we mnie chęć oszczędzania. Nie będę oczywiście oszczędzać na najbliższej mi osobie, ani na moich ukochanych kotach, ale postaram się wyeliminować zbędne wydatki. Przede wszystkim w sierpniu nie marnuję jedzenia. W lipcu wyrzuciłam ogromne ilości produktów spożywczych i jest mi z tego powodu bardzo wstyd. Dodatkowo lipiec to miesiąc, kiedy często sięgam po przekąski i słodkie napoje. Nadgodziny dają mi w kość, sięgam po słodkości, żeby jeść cokolwiek, próbuję też jeść moje ukochane pierogi z ulubionej pierogarni, ale pomimo że pyszne, wciskam na siłę. 

#9 Nie zagracam się 

Perspektywa wyprowadzki gdzieś, nie wiadomo gdzie i za co, oprócz chęci oszczędzania, wzbudza we mnie potrzebę zrewidowania posiadanych rzeczy. Zapadła już decyzja, że ubrań nie kupuję, bo mam wystarczającą ilość. Przyzwolenie mam jedynie na zakup nowej pary obuwia sportowego, bo w takim mi wygodnie, a jedyne sportowe buty zostały przekazane na poczet biegania. Nie chcę ponownie wcielać ich do użytku codziennego. Kolejną rzeczą, na którą daję sobie przyzwolenie są skarpetki. Ostatnio zrobiłam w nich porządek, wyrzuciłam wszystkie kolorowe, bo nie noszę ich od lat, jedynie przekładam przy porządkach, zostawiłam jedynie białe i czarne wbrew panującej ostatnio mody na wzorzyste skarpetki. 

# 10 Bloguję

Nadal będę pisać bloga. To takie moje miejsce, w którym mogę porozważać sobie kwestie finansowe, przeanalizować portfel, wyrazić swoje zdanie i opinie. Myślę sobie, że w najbliższych miesiącach napiszę coś więcej o kotach, o opiece nad ciężko chorą osobą, moich mglistych planach na przyszłość oraz oczywiście będę zdradzać jak tam moje finanse. Chciałabym też zacząć publikować te moje wypociny. Bez stresu, nie będę katować Was tą moją pisaniną na głównej stronie. Nieśmiało wrzucę ją w jakiś kącik dla wybitnie znudzonych internautów. 

#11 Zacznę żyć tu i teraz w spokoju
Na ostatnim miejscu to, co w moim życiu jest na ostatnim miejscu - tu i teraz. Stale rozpamiętuję i mam do siebie żal o podjęte decyzje, głowię się, co by było gdyby. Wykańcza mnie to, dołuje i powstrzymuje. Dlatego też plan na najbliższe miesiące to skupiać się na dniu dzisiejszym. Na małych, codziennych decyzjach. Bez analiz decyzji z przeszłości. Bez odkładania na potem. Życie tu i teraz plus dbanie o zachowanie spokoju. Łatwo mnie zranić, łatwo poruszyć i łatwo wyprowadzić z równowagi. Nad tymi trzeba łatwo chcę pracować. Wiem, że nadal będą ranić mnie słowa i zachowania rodziny, ale nie chcę tego po sobie pokazywać. Nie chcę dawać ponieść się emocjom, nie chcę wchodzić w spory, nie chcę pokazywać, że rusza mnie to i rani. Nie chcę być tak podatna na wpływy innych i tak wrażliwa na ich zachowania. 






Ile wydawałam w pierwszej połowie 2019 roku?



Za dużo. 

Na tym właściwie mogłabym skończyć, bo wstyd mnie ogarnia, kiedy patrzę na moje wydatki z ostatnich miesięcy. Właściwie to wstyd ogarnia mnie dopiero teraz, kiedy zobaczyłam zestawienie z całego półrocza i przydarzyły mi się w życiu przykre rzeczy, które pozbawiły mnie oszczędności. Brak oszczędności mocno zmienia perspektywę i inaczej patrzy się na wydatki, które w spokojnych czasach były wydatkami dopuszczalnymi, kwitowanymi słowami - ok, na X wydawałam tyle i tyle, ok, zdarza się. 

Ile więc wydałam w maju i czerwcu, kiedy to milczałam na blogu?


KategoriaVVI
Spożywcze355485
Ubrania3200
Kosmetyki6080
Zdrowie155115
Praca100
Transport4590
Rozrywka300135
Jedzenie NM10080
Słodycze etc.4060
Prezenty45105
Łączność520210
Dom650
Koty185540
RAZEM22001900

Maj był tym dobrym miesiącem - wrzuciłam finansowy luz. Były wypady to teatru, rezygnacja z abonamentu telefonicznego, spore ubraniowe zakupy dla mnie, babci i bliskich osób. W SH za 320 złotych można mieć OGROM ubrań świetnej jakości.  Z NO często jadłyśmy na mieście, sporo wydałam na witaminy dla babci. To był bardzo dobry miesiąc, który okazał się ciszą przed burzą - w czerwcu totalnie się spłukałam. Pierwsze kilka dni było jeszcze ok - wtedy to wydałam prawie 400 zł na karmę dla bezdomnych kotów, które pomagam dokarmiać, a potem poszło już z górki. W moich zestawieniach finansowych tego nie zobaczycie, ale z konta oszczędnościowego wyparowały mi wszystkie pieniądze - kilka tysięcy złotych władowanych w kieszeń służby zdrowia, aptek i usług medycznych. 

Z perspektywy czasu żałuję rozwiązania umowy na abonament - byłabym bogatsza o 460 zł w maju i 130 zł w czerwcu. Samo rozwiązanie umowy było ogromnym wydatkiem, potem jeszcze sporo wydałam na doładowanie telefonu na kartę tak, aby konto było ważne rok. Comiesięczne doładowania to dla mnie za duży kłopot. 


Dużym obciążeniem był też wydatek na karmę dla bezdomniaków. Portfel cierpi, ale pomoc babci, wsparcie najważniejszej dla mnie osoby na różnych płaszczyznach oraz karma dla bezdomniaków to moje jedyne działalności charytatywne. Staram się więc to pielęgnować, chociaż w najbliższych miesiącach wydatki na bezdomniaki mocno ograniczę. Docelowo i tak miałam nie wrzucać ich w tabelkę z moimi comiesięcznymi wydatkami, ale stwierdziłam, że kwota 400 zł musi zostać jakoś uwzględniona w wydatkach. Wrzuciłam ją więc do kategorii koty, chociaż trochę mnie to uwiera. Niech już jednak będzie. Nie wiem w końcu kiedy po raz kolejny postanowię tyle na raz wydać na bezdomniaki. Zazwyczaj dokarmiam je podbieraną karmą od moich kociastych. 


Przez ostatnie miesiące dostrzegam w moich finansach pewien chaos - część wydatków związanych z moją rodziną (babcią, zakupy dla członków rodziny) wrzucam w moje finanse i zaburza mi to odbiór danych. Bardzo mocno dostrzegłam to w czerwcu, kiedy do zestawienia trafiały zakupy dla babci, mamy, na spotkanie rodzinne, do szpitala i milion różnych rzeczy, przez które wywindowało mi wydawane kwoty do tysięcy złotych. Pogubiłam się w tym nieźle, ale udało mi się to co nieco uporządkować. Wydatki stricte dla rodziny, babci itp. wrzuciłam w osobną kategorię w aplikacji - utrzymanie domu. Tylko taka kategoria pasowała mi nazwą i od lipca wrzucam tam wszystko, co nie jest wydatkiem na mnie. Ubrania dla babci, chemię dla babci, szynkę dla rodzicielki, mopa dla babci, pieluchy do szpitala, witaminy dla domowników, doładowania telefonów dla bliskich itp. itd. Wrzucam tam absolutnie każdy grosz wydawany na członków rodziny z dokładnym dopiskiem na co wydawałam. 

Decyzja ta wzięła się stąd, że mam w planach wynająć w przyszłości mieszkanie, pokój, cokolwiek swojego i chcę wiedzieć ile wynoszą moje koszty. Wydatki ponoszone na bliskich, choć do tej pory tratowane jako margines przyszłych wydatków na siebie, bardzo zaburzają mi ocenę tego ile i na co wydaję. Przykładem są chociażby ubrania - w tym roku większość wydatków na ubrania to ubrania zakupione dla mojej babci oraz bliskich osób. Niewiele z tego zakupiłam dla siebie. W tej chwili nawet ciężko wskazać mi jaki procent wydatków na ubrania stanowią ubrania dla mnie. Myślę, że taki rozdział finansów wyjdzie mi na dobre. Da lepszy pogląd na sytuację i pozwoli mi całkowicie rozdzielić finanse moje od wydatków na rodzinę, których nie chcę upubliczniać. W przyszłości, gdy będę mieszkać z partnerem, bardzo chętnie opublikuję finanse naszego gospodarstwa domowego. Finansów mojej obecnej rodziny publikować nie chcę. To zbyt skomplikowane i trudne dla mnie.


A ile wydałam w pierwszym półroczu 2019 roku? 


RAZEMKategoriaIIIIIIIVVVI
1903Spożywcze356190154363355485
610Ubrania5010001403200
371Kosmetyki459045516080
584Zdrowie109709045155115
180Praca10020500100
289Transport243530654590
1176Rozrywka161300120160300135
534Jedzenie NM2410012011010080
263Słodycze etc.433050404060
385Prezenty3075805045105
1066Łączność030126180520210
231Dom0014026650
2070Koty420360195370185540
9662RAZEM136214001200160022001900



Prawie 10 tysięcy złotych kosztowało mnie pierwsze półrocze 2019 roku. Ogromne pieniądze biorąc pod uwagę to, że nie mam zobowiązań finansowych w postaci utrzymania mieszkania, kredytów itp. Płacę za różne rzeczy mojej babci oraz najbliższej mi osoby, finansuje remonty w naszym mieszkaniu oraz wydaję na inne sprawy okołorodzinne,ale kwoty te pozostaną moją prywatną sprawą. Może kiedyś postanowię je upublicznić, ale na chwilę obecną chcę się skupić tylko na sobie bez wywlekania skompilowanego układu finansowego dotyczącego nie tylko mnie.

Na co wydałam najwięcej w 2019 roku? 

1. Koty 2070 zł 
Miałam w tej kategorii oszczędzać, a finalnie i tak popłynęłam. Może obecny brak oszczędności nieco mnie przyhamuje od robienia zapasów, bo niby idzie mi lepiej, a i tak wydaję krocie. Na pewno jest to kategoria do wzięcia pod lupę w najbliższym półroczu.

2. Spożywcze 1903 zł
Kategoria mieszana - wydatki na spożywkę moją, spożywkę do domu, spożywkę dla babci i jedzenie dla bezdomnych. Ciężko określić ile na kogo. Obecnie wydatki na spożywkę do domu i dla babci będę wrzucać do osobnej kolumny, żeby nie mieszały się z moimi własnymi wydatkami. W założeniu blog miał dotyczyć moich finansów, a nie finansów kilku osób.

3. Rozrywka 1176 zł 
Z tej kategorii nie żałuję ani grosza. Wydałam masę kasy, ale razem z najbliższą mi osobą byłyśmy wiele razy w teatrze, kinie, na kilku koncertach, a pakiety do zalukaj i ipli dały nam wiele godzin wspólnego oglądania filmów i serial.

4. Łączność 1066 zł 
Kategoria dramat - totalny niewypał z rozwiązaniem umowy, pomieszane wydatki na telefon mój, babci, mamy i inne cuda. 

5. Ubrania 610 zł 
To również jest kategoria poplątania z pomieszaniem - kwota niewielka, finalnie wydana na kilka osób. Uwielbiam zakupy w SH, ale obecnie jestem tak przytłoczona ilością posiadanych rzeczy, że nie kupuję nic. Ewentualnie buty jak się rozpadną.

6. Zdrowe 584 zł
Część wydana na moje witaminy, część wydana na witaminy i leki dla babci. 

7. Jedzenie na mieście 534 zł
Tutaj też nie żałuję wydanych pieniędzy - wiele świetnych wypadów z najbliższą mi osobą na przepyszne jedzenie. Masa rozmów, zacieśnianie więzi. Warto było. 

Reszta kategorii akceptowalna, aczkolwiek mam problem z tym, że do zestawienia wplątało się tyle wydatków dla innych osób. Staram się to traktować jako margines błędu - gdybym mieszkała sama to pewnie wydałabym o tyle i tyle więcej na jakieś zdarzenia losowe, ale jednak... W obecnej sytuacji potrzebowałabym informacji ile JA wydaję TYLKO NA SIEBIE, żebym wiedziała na czym stoję. 

W kolejnym półroczu, kiedy to wywalam kategorię wydatki na dom do zapisków prywatnych i wrzucam tam każdy 1 zł wydany na rodzinę i bliskich, sprawdzę jak zmienią się kwoty po odsianiu wydatków na innych. No bo albo zapisuję wszystko, co wydaję na wszystkich albo zapisuję tylko to, co wydaję na siebie. Kwoty mieszane są przekłamane, zaburzają odbiór i mnie i Wam, czytelnikom. a nie chcę Wam robić wody z mózgu. Chciałabym, żebyście chcieli tu wracać, czytać i żeby czekały tu na Was rzetelne dane i kwoty. 


Nie wiem w jaką stronę pójdzie mój blog w najbliższym półroczu, nie wiem w jaką stronę pójdą moje finanse. Zastanawiam się czy mają tu być tylko finanse czy też trochę prywaty. Zastanawiam się czy to, co piszę jest w jakimś stopniu interesujące. Nie ma tutaj finansowego rozwoju, nie ma tu samorozwoju, nie idę z finansami w górę, nie zmieniam miejsc pracy zbyt dynamicznie, od dłuższego czasu jestem w tym samym miejscu, bo mam taką a nie inną sytuację prywatną. Nie wiem, czy w tym, co publikuje jest cokolwiek przydatnego dla kogokolwiek. Plusem jest to, że ten blog pomaga mi uporządkować finanse i dyscyplinuje w kwestii zapisu i monitorowania wydatków. 






Co działo się przez ostatnie tygodnie?



#1 Szpitale

Ostatnie kilka tygodni spędziłam pomiędzy pracą a szpitalem, do którego trafiła moja Najbliższa Osoba, której stan zdrowia pogorszył się do tego stopnia, że niemal zeszła z tego świata. Aktualnie jest dużo lepiej, jednak nadal walczymy z chorobą, przyzwyczajamy się do nowej sytuacji, nowej organizacji życia codziennego i rodzinnego. NO ma obecnie liczne ograniczenia, nowe choroby oprócz nowotworu, masę leków, które musi stale brać. Jest spora szansa na to, że będzie dużo lepiej, ale potrzeba na to wiele pracy i wiele czasu. NO powoli nabiera sił i apetytu, utracone w chorobie i szpitalu kg powolutku wracają, moje zaś spadają. Ze stresu schudłam 6 kg i jestem po prostu wrakiem. 

#2 Utrata mieszkania
Od wielu lat miałam powiedziane, że po NO otrzymam mieszkanie. Jak się okazało - kwestia ta to tylko słowa, żadna konkretna decyzja, żadne konkretne działanie mające na celu przekazanie mi tego mieszkania przy pomocy testamentu. Słowem - testamentu brak. Mnie to ni ziębie, nie grzeje. Nigdy nie wyciągałam ręki po to mieszkanie, bo zyskanie go połączone jest i okupione utratą najważniejszej dla mnie osoby. Nie mam żalu o to, że mi go nie da. Mam żal o to, że przez wiele lat utrzymywała, że to zrobi. Wiedza, że otrzymam kiedyś własne mieszkanie mocno wpłynęła na wiele moich decyzji i wyborów życiowych. Teraz bardzo żałuję, że wykazałam się taką hmm... naiwnością? Łatwowiernością? Z perspektywy czasu widzę, że pomimo obietnic należało robić wszystko, żeby mieć swój kąt, bo w przyszłości będę bezdomna. Poniżej dowiecie się dlaczego. 

#3 Rozpad więzi rodzinnych
Majątki od zawsze dzielą. Spadki dzielą jeszcze bardziej. A wizja rychłego wzbogacenia się pokazuje jak bardzo pieniądze wynaturzają człowieka. A może po prostu pokazują jego prawdziwe oblicze? 
Mieszkanie, które miało być moje, w przypadku śmierci NO w całości przejdzie na moją rodzicielkę. Wiedza ta wywołała u niej istny obłęd i nasilenie nienawiści do mniej. Od wielu lat mamy bardzo napięte stosunki. Jest to relacja skrajnie antagonistyczna - nie zgadzamy się w niczym, stale kłócimy o wszystko, nie ma nic z wyjątkiem NO i wspólnego dachu nad głową, co by nas łączyło. Gdyby nie to, że jesteśmy do siebie podobne pokusiłabym się o zrobienie testów czy aby na pewno jesteśmy spokrewnione. Problemem naszej relacji jest to, że moja rodzicielka po prostu mnie nie cierpi, ba, uważam, że mnie nienawidzi, w dodatku traktuje mnie jak worek treningowy. Każdy gorszy dzień próbuje odreagowywać poprzez prowokowanie mnie do kłótni, wyzwiskami i wrzaskiem. Kiedy dowiedziała się, że  w razie śmierci NO otrzyma mieszkanie, do którego nie mam żadnego prawa rozpętało się piekło. Nasza relacja rozpadła się całkowicie, bo przez wiele lat wybaczałam, ale ostatnich tygodni wybaczyć nie umiem - wyzwisk, wyrzucania mnie z domu, wyładowywania się na mnie z powodu stresu, obrażania mnie, wrzasków, krzyków i całej masy wyrzucanego na mnie jadu. Kiedyś liczyłam na to, że nasza relacja utrzyma się na poziomie poprawnym, bo są momenty, kiedy możemy pogadać o pogodzie i dupie Maryny bez krzyków, ale to, co zaserwowała mi przez ostatni miesiąc całkowicie skreśliło ją z mojego życia. Nie wybaczę, nie zapomnę, nie wyciągnę ręki na zgodę. Ciężko zresztą dogadać się z kimś, kto od kilku tygodni kończy każdą rozmowę słowami 'NO umrze i od razu Cię stąd wyrzucę'. Cudowne życie rodzinne. Po prostu cudowne, ale warto było tego doświadczyć, bo wreszcie dotarło do mnie jakie chore relacje łączą mnie z moimi rodzicami i jak wielki błąd popełniłam zostając z rodziną zamiast dążyć do życia wyłącznie na swój rachunek. 

#4 Utrata oszczędności
Zanim jeszcze moja rodzicielka pokazała mi cały wachlarz przejawów nienawiści do mojej osoby zdążyłam się bardzo konkretnie spłukać. Nic nie wskazywało na to, że stan zdrowia NO się pogorszy. Wyniki się poprawiały, badania wyszły bardzo dobrze, żyliśmy sobie jak pączki w maśle. Sporo pieniędzy zainwestowałam w karmę dla bezdomnych kotów dokarmianych przez moich znajomych, ogólnie wydawałam sporo, bo zrobiło się ciepło i przyjemnie, odłożyłam dostatecznie dużo i chciałam sobie zrobić trochę finansowego luzu. A potem przyszła choroba, wydałam majątek na leki, na prywatne wizyty u lekarza, na taksówki, prywatny transport medyczny. Walczyliśmy dzielnie o to, żeby trafić do kogoś, kto pokusi się o sprawdzenie, co się dzieje z NO. Wszyscy stosowali spychologię - postęp raka, przerzuty, naturalna kolej rzeczy, to już ten wiek i inne puste słowa. Okazało się, że sprawa była ultra poważna, ignorowana, bo pacjentów 75+ olewa się na całego i NO prawie wykończyła się zanim trafiła wreszcie do szpitala dłużej niż kilka h. Finalnie po tygodniach odbijania się od drzwi do drzwi udało się - ktoś spojrzał na nią jak na człowieka potrzebującego ratunku, a nie terminalną fazę choroby nowotworowej. Kosztowało nas to wiele tysięcy złotych. Większość z mojej kieszeni, bo...

#5 W obliczu choroby nie mam na kogo liczyć
Od ponad roku, kiedy to walczymy z NO z chorobą nowotworową jesteśmy z tym we dwie. Pomoc rodziny tej bliższej, dalszej jak i tej mieszkającej z nami pod jednym dachem sprowadza się do złotych rad. Poradami sypią aż miło. Naprawdę, wszędzie byli, wszystko widzieli, każdy ekspert nad ekspertami. Każdy mocny w gębie, każdy pierwszy do krytykowania, wysnuwania oczekiwań i wydawania negatywnych osądów. Niestety, kiedy potrzebna jest realna pomoc, gadania to jedyna reakcja na moje prośby. Idź tu, zabierz NO tutaj, ogarnij sobie wolne w pracy, jedźcie tam. Każdy tylko nami rozporządza, każdy oczekuje. Czas NO poświęcam ja, do lekarzy chodzę z NO ja, za leki, lekarzy i inne medyczne sprawy NO płacę ja.  W nagrodzę otrzymuję złote rady, krytykę i dogadywanie. Żadnego dziękuję, żadnej pochwały. Stale pretensje i krytykę. 

#6 Przestałam milczeć
Ten post to taki coming out w kwestii moich relacji rodzinnych. Na blogu publikowałam zawsze część prawdy, część finansów. Nigdy nie opublikowałam mojego wkładu w remont mieszkania, kwot na wsparcie finansowe babci, kwot przeznaczanych na pomoc rodzinie czy kwot związanych z pomocą bezdomnym zwierzętom. Nigdy też nie ujawniłam wszystkich powodów mojego zadłużenia. Nie czuję się gotowa na przekraczanie granic pewnych sfer mojego życia czy to prywatnych czy finansowych. Pełna transparentność finansowa bardzo mnie kusi, ale nie jestem na to jeszcze gotowa. Ujawnianie mojej sytuacji rodzinnej też jest bardzo trudne, ale potrzebuję tego. Potrzebuję podkreślić, że to nie jest sielanka, że trzyma nas razem jedynie NO i opieka nad nią, która wiąże się z milionem kłótni o olewanie NO przez moją rodzicielkę i spychanie całej opieki nad NO na mnie bez żadnego wsparcia. To wspólne mieszkanie to w dużej mierze konieczność, wymóg sytuacji. Tak jak pisałam wyżej - żałuję, że lata temu nie dążyłam do usamodzielnienia się. Kłótnie znosiłam dzielnie, wybaczałam, starałam się patrzeć na moją rodzinę z tej dobrej strony. Teraz przestaję milczeć i udawać sama przed sobą, że jest ok. Nie jest ok. Dlatego też...

#7 Wyprowadzam się
W chwili obecnej jestem przyblokowana koniecznością opieki nad najbliższą mi osobą. Poza pracą poświęcam jej maksimum czasu i uwagi. Pomagam w czym się da, wspieram, opłacam leki i konieczne wizyty u lekarza. Staram się być wsparciem i towarzyszem, a nie tylko obojętnym opiekunem. Najbliższa mi osoba przestała być samodzielna, od kilku tygodni ma wiele ograniczeń, konieczna jest opieka. Nie całodobowa, ale wielogodzinna opieka towarzysząca, wsparcie w codziennych czynnościach. Robię to wszystko z miłości i wdzięczności, bo najbliższa mi osoba poświęciła dla mnie bardzo wiele, gdy byłam dzieckiem i nastolatką. Cieszę się, że mogę przy niej być. Mam jednak świadomość, że nigdy nie dogadam się z moją rodzicielką, że sprzeda ona mieszkanie, w którym obecnie mieszkamy jak tylko NO umrze. Kasa jest dla niej ogromną pokusą. Dlatego też z tyłu głowy pamiętam o oszczędzaniu i o tym, że w przyszłości będę musiała wynająć mieszkanie, żeby mieć gdzie mieszkać. Powoli interesuje się tym tematem, przystosowuje do nowej sytuacji, w której nie mam perspektyw na spadek w postaci mieszkania czy pieniędzy.



Kilka dni temu skończyłam 26 lat i życie nieźle mi się zawaliło. Poczucie komfortu odeszło w niepamięć. Codzienność stała się pasmem kłótni i napięć. Rodzina przestała być rodziną. Stałam się pełnoetatowym opiekunem osoby w terminalnej fazie raka z ograniczeniami ruchowymi. Doba wypełniła się milionem nowych małych i wielkich obowiązków. Konto świeci pustkami. W perspektywie mam mieszkanie pod mostem w kartonie po kocim jedzeniu. Jeszcze kilka dni zajmie mi zanim wybaczę samej sobie naiwność i łatwowierność i otrząsnę się z przygnębienia. Życie wali się po to, żeby najsilniejsi wyszli spod gruzu. Ta myśl stanowi dla mnie pocieszenie. Czuję się słaba wobec przeciwności, które rzuca mi pod nogi los. Wiem jednak, że opanuję emocje, przeskoczę dławiące mnie lęki, odetchnę głęboko i ruszę przed siebie, aby wydostać się spod gruzu. Uda mi się, bo w życiu tyle razy okazałam słabość, że nie pozostaje mi nic innego tylko pokazać siłę. Jestem przyparta do muru, nie pozostaje mi nic innego niż być silną.






Finanse 2019 vs. 2018


Bardzo żałuję, że w spisie wydatków z 2018 roku brakuje mi dwóch miesięcy. Niby wiem, że każdy z nich zamknęłam w kwocie około 1800 zł, jednak nie wiem ile i na co dokładnie wydałam. Ta niewiedza sprawia, że ubiegłoroczna tabelka z 2018 jest nieco niekompletna i trudna do porównania z rokiem bieżącym, ale postanowiłam spróbować to zrobić, bo ciekawa jestem zmian, jakie zaszły w moich finansach na przestrzeni ostatnich miesięcy. Jak wiecie od kilku miesięcy nie mam już długów, ani żadnych zaległych rat do spłaty. Jestem kompletnie czysta w kwestii zadłużeń i co miesiąc oszczędzam ładną kwotę. Moje miesięczne wydatki za 1/3 roku 2019 zamykają się średnio w kwocie 1400 zł/msc. Raz więcej a raz mniej, jednak średnio 1400 zł/msc. W maju tą kwotę znacząco przekroczę, ponieważ mam dużo różnorodnych wydatków - rozwiązanie umowy o abonament, opłata za rekrutację za studia, sporo zakupów dla bliskich mi osób, ale to zobaczycie za nieco ponad 2 tygodnie na blogu.
W poniższej tabelce wrzuciłam wydatki z 1/3 roku 2019 (styczeń, luty, marzec, kwiecień), prognozę wydatków rocznych, czyli 1/3 pomnożona przez 3 oraz wydatki z niekompletnego roku 2018. Dokładnie to spis wydatków za 10 miesięcy. 

Kategoria2019%Prognoza2018*
Spożywcze106319,131892507
Ubrania2905,2870847
Kosmetyki2314,2693475
Zdrowie3145,69421241
Praca1703,1510411
Transport1542,8462259
Rozrywka74113,322231504
Jedzenie NM3546,410621011
Słodycze etc.1632,9489814
Prezenty2354,2705745
Łączność3366,010081800
Chemia, inne1663,0498435
Koty134524,240353500
RAZEM55621668615549

Z tabelki jasno wynika, co w tej części roku pochłonęło u mnie najwięcej pieniędzy - spożywka, rozrywka i moje koty, które wygrywają w tej kategorii. Odpowiadałam nawet dzisiaj na komentarz związany z wydatkami na moje koty, bo faktem jest, że wydaję na nie sporo. Jeden z moich kotów je tylko i wyłącznie karmę mokrą, ponieważ to sędziwy kocur i jego zęby nie pozwalają na jedzenie karmy suchej. Dodatkowym problemem jest to, że moja rodzina beztrosko karmi koty wiele razy dziennie i nie dociera do nich, że to niewychodzące kastraty i nie trzeba im co chwilę dawać saszetek i dosypywać karmy suchej. Nie umiem im tego wyperswadować, a koty przybierają na wadze. 

Kolejną dwucyfrową procentowo kategorią jest jedzenie - tutaj wydatki znacząco wzrosły, ponieważ staram się częściej robić zakupy do domu oraz dla babci. W okresie zimowym podrzucałam też paczki z jedzeniem osobom bezdomnych, jednak szybko zrobiło się ciepło i gdzie mi wywędrowali z okolicy.

Ostatnią dwucyfrówką jest rozrywka - tutaj staram się nie oszczędzać jakoś specjalnie. Często chodzę do kina i zabieram babcie na koncerty, które uwielbia. Trochę pieniędzy pochłania mi też dostęp do serwisów ipla oraz tvn player. Od kiedy jestem w związku na odległość mam znacznie więcej wolnego czasu i uzupełniam zaległości w serialach. W sumie to już uzupełniłam to, co mnie interesowało, teraz przerzucam się na czytanie. Czekam na ciepłe dni, żeby móc czytać na ławce w parku.

Nieco zaburzoną kategorią jest łączność - internet, telefon, bo w poprzednim roku nadpłaciłam sporo rachunków i nie widać tego, że moje comiesięczne zobowiązania w tej kategorii to minimum 150 zł/msc. Dlatego też wypowiadam umowę o abonament. Liczę na znaczące oszczędności w tej sferze.

Z pozostałych kategorii jestem bardzo zadowolona. Kwoty nie są duże, ale ciekawa jestem jak będzie wyglądało podobne porównanie kwartału I i II tego roku. Cieszę się, że tak sumiennie notuję wydatki, bo możliwość obserwacji zmian w finansach daje ogromną ilość wiedzy co robię z własnymi pieniędzmi.

Poza publikowanymi na blogu wydatkami jest też część, o której nie wspominam. Od początku roku opłacam część rachunków w domu oraz pomagam finansowo babci. Są to jednak kwestie związane nie tylko ze mną, dlatego też nie chcę ich upubliczniać. Mam do nich osobną tabelkę, której raczej tutaj nie zobaczycie. Pozbycie się długów znacznie odciążyło mój budżet, dlatego też zdecydowałam się na opłacanie różnego rodzaju rachunków, mimo że nikt tego ode mnie nie wymaga, ale chcę to robić, ponieważ kiedyś chciałabym się z tego domu wynieść. Wypadałoby mieć więc w sobie jakieś poczucie obowiązku i odpowiedzialności za rachunki i zużycie mediów. 

A co Wy widzicie w moich finansach? Co o nich sądzicie?


Studia - za i przeciw


Jak wiecie rozważam podjęcie od października studiów stacjonarnych na kierunku, który bardzo mnie interesuje. Niestety nie ma opcji studiowania zaocznie akurat tego kierunku. W dodatku musiałabym zacząć zupełnie od zera, ponieważ studia są na wydziale filologicznym, a ja skończyłam kierunek ścisły. No nie da rady przeskoczyć na magisterkę, trzeba zacząć licencjat. Przyznam, że mam w głowie ogromny chaos. Im więcej myślę, tym bardziej nie umiem się zdecydować, dlatego też podrzucam Wam moje za i przeciw. Może Wy zobaczycie coś więcej niż ja :)

Za: 
+ rozwój osobisty i inwestycja w siebie
+ studiowanie tego, co mnie interesuje
+ dodatkowe, inne wykształcenie dające więcej możliwości
+ praca nad warsztatem pisarskim - może tego nie widać, ale uwielbiam pisać
+ nowe znajomości
+ nowe wyzwania oraz wyjście poza strefę komfortu, w której nieźle się zasiedziałam
+ darmowe studia niedaleko mojego miejsca zamieszkania
+ kiedy jak nie teraz? 


Przeciw: 
- mniej czasu dla rodziny, bliskich i partnera 
- mniej czasu wolnego
- studia dzienne -  koniecznością ogarnięcia IOS, ponieważ na co dzień pracuję w systemie poniedziałek, wtorek, sobota, niedziela, następny tydzień - środa, czwartek piątek i tak na przemian 
- czasem zdarzają się w pracy choroby, różnego rodzaju L4 na dzieci i inne sytuacje, które wymagają, żebym była w pracy ekstra
- koszt dojazdu na uczelnię komunikacją miejską
- studia dzienne od zera w wieku 26 lat - reszta rocznika zapewne 19-20 lat
- konieczność przeorganizowania 
- dojazdy, od których mocno się odzwyczaiłam i za którymi nie przepadam
- wejście w tryb nauki, egzaminów, różnego rodzaju projektów
- zapewne sporo żonglerki - odrabianie zajęć, pisanie kolokwiów i egzaminów w innych terminach
- musiałabym na nowo założyć fb ;)

Muszę przyznać tak szczerze sama przed sobą i przed Wami, że najbardziej przed podjęciem studiów blokuje mnie myśl o bliskiej mi osobie, która walczy z rakiem i dla której miałabym przez studia dużo mniej czasu. To mnie wręcz paraliżuje. To najważniejsza osoba w moim życiu i fakt, że będziemy mieć tego czasu jeszcze mniej niż teraz wzbudza we mnie smutek i ogromne rozdarcie - jak nadać priorytety? Na czym się skupić? Jak zorganizować? Czy za kilka miesięcy/parę lat nie będę żałowała, że nie spędziłam z nią wystarczająco dużo czasu? I ile czasu to wystarczająco dużo czasu? To bardzo bolesne myśli, które wywołują u mnie potok łez. Świadomość nieuchronnej utraty najważniejszej osoby powoduje taką ogromną bezsilność, takie okrutne poczucie, że robienie czegoś dla siebie jest nie na miejscu. 



Ile mam ubrań?


Podobny post opublikowałam 20 grudnia 2017 roku, czyli prawie półtora roku temu. Możecie go znaleźć TUTAJ
Czy coś się od tego czasu zmieniło? Właściwie w moim przypadku niewiele. Nadal ubieram się w lumpeksach, nie przepadam za kupowaniem butów, uwielbiam kurtki i szaliki. Bardzo chętnie przyjmuję ubrania od innych. Spis ubrań prowadzę tak po prostu dla orientacji i najczęściej robię go wtedy, gdy jestem przytłoczona ilością posiadanych ubrań. 
Tym razem nie wliczyłam do zestawienia ubrań po domu oraz koszulek i spodenek do spania, bo zaburza mi to obraz mojej garderoby. Jakkolwiek dziwnie by to brzmiało - wolę analizować ubrania do wyjścia z domu, bo te po domu to takie do 'zdarcia'. W cudzysłowie oczywiście, bo staram się nie składować w domu odzieży spranej, poplamionej, brudnej lub uszkodzonej. Najczęściej przerabiam tego typu ubrania na szmatki do czyszczenia lub wydaje dalej, te które wyglądają przyzwoicie, ale nie chcę ich już nosić. Tak też się zdarza. Staram się nie zmuszać na siłę do noszenia tego, co mi nie pasuje. Zazwyczaj wyłapuje takie ubranie i noszę je intensywnie przez dwa-trzy tygodnie, żeby zbadać moje odczucia. Jeśli zacznie mi pasować, zostaje. Jeśli dalej mi nie pasuje idzie w świat. 

Spodnie 9 sztuk
Dwie pary czarnych dżinsów
Jedna para dżinsów szarych
Jedne dżinsy jasne
Trzy pary wzorzystych spodni z wiskozy na wiosnę i lato
Dwie pary krótkich spodenek

Spódnice 2 sztuki
Kolorowa w kwiaty
Czarna w białe kwiaty

Ponczo 2 sztuki

Bluzki 20 sztuk

Swetry 10 sztuk

Koszule 4 sztuki
1 dżinsowa
3 koszule 100% len

Narzutki 10 sztuk

Bluzy 3 sztki

Sukienki 19 sztuk

Szaliki 20 sztuk

Marynarki 2 sztuki
Czarna i czerwona

Płaszcze 3 sztuki
Czarny trencz
Czarny skórzany płaszcz
Zimowy płaszcz z wełny

Kurtki 11 sztuki
2 kurtki zimowe
2 ciepłe kurtki na jesień
4 kurtki na wiosne
2 kurtki dżinsowe
Kurtka przeciwdeszczowa 

Buty 11 par
2 pary ciepłych butów na zimę
1 para botków
3 pary trampków w różnych kolorach
1 para balerinek
2 pary szpilek 
2 pary sandałków 

Torebki 6 sztuk
Duża brązowa typu worek
Duża czarna typu shopper bag
Dwie kolorowe na lato
Mała elegancka
Czarna codzienna na długim pasku

Ubrania do biegania 7 sztuk
Adidasy 1 para
Legginsy 1 para
Stanik sportowy
Bluzka krótki rękaw
Bluzka długi rękaw
Ciepła bluza 
Kurta do biegania


Jeśli parę butów liczyć za jeden to w szafie mam: 137 sztuk ubrań + ubrania po domu, bielizna, piżamy, skarpetki i cuda typu impregnat do butów oraz zapasowe wkładki skórzane

Pojawia się drobna nieścisłość pomiędzy tym postem a poprzednim w kategorii swetry i narzutki. U mnie to dosyć podobna część garderoby i w zależności od nastroju liczę ubranie albo jako narzutka albo jako sweter. Chyba następnym razem po prostu zrobię podział na ilość 'gór' i z głowy :)

Myślę, że 137 ubrań, które zajmują całkiem sporo miejsca to wystarczająca ilość, dlatego też prowadzę obecnie detoks zakupowy. Dla siebie nie kupuję nic, robię za to wyjątek na zakupy dla innych. Chciałabym zejść poniżej 100 sztuk ubrań, ale zajmie mi to trochę czasu, ponieważ lubię każdy element mojej garderoby i jeśli nie zmieni mi się figura wyrzucę je dopiero jak się zniszczą. Podziwiam Kasię z Simplecite, która ma ubrań tak mało. Może i mnie się to kiedyś uda? 

Policzenie ubrań i sumienne przejrzenie zawartości szafy bardzo ostudza moje zapędy do kupowania i znoszenia do domu nowej odzieży. Już teraz wysypuje mi się i to konkretnie z szafek, jeśli tylko przestanę układać a swobodnie wrzucać, a to sygnał, że zbliżam się do granicy za dużo.




Jak wydać 1400 zł w 9 dni


Mam genialny timing - za każdym razem, gdy tylko obiecam sobie ograniczyć wydatki, to wydatki jakoś tak same się rozmnażają. W ciągu ostatnich 9 dni wydałam ponad 1400 zł. Właściwie w ciągu 7 dni biorąc pod uwagę święta. Na co wydałam? No nie na siebie ;) 

Od pewnego czasu odciążam finansowo babcię, bo mogę i chcę. Zarabiam wystarczająco dużo, żeby jej pomagać w różnych sferach życia i bardzo mnie to cieszy, bo ona również wiele razy mi pomagała. Właściwie to przez długi czas zastępowała mi rodziców kompletnie zajętych swoim życiem i swoimi ówczesnymi partnerami. Zawsze była mi bliska i fakt, że mogę sprawić jej drobne przyjemności jest dla mnie bezcenny.

Na co więc wydałam?

530 zł * telefon - dokładniej to zapłaciłam 80 zł za aktualny rachunek telefoniczny i złożyłam wypowiedzenie umowy - szacowany koszt 450 zł. Może mniej ze względu na ten zapłacony za maj rachunek. Okaże się. Póki co 450 zł czeka odłożone na osobną kupkę i odpowiedź operatora.

50 zł - internet 

170 zł - mokra karma dla kotów. Więcej w tym miesiącu na koty nie wydam, bo mamy zapas karmy suchej, żwirku, a dzisiaj rano odebrałam zapas karmy mokrej. Wszystko to bez problemu wystarczy co najmniej do początku czerwca, a może i dłużej.

155 zł - lekarstwa dla babci.

120 zł - ubrania dla babci - kurtka, sweter, kilka koszulek. 

118 zł - spożywka po części dla babci.

115 zł - bilety do kina oraz na koncert.

55 zł - maseczki do twarzy, szampon, żel pod prysznic, dezodorant.

50 zł - jedzenie na mieście - dwa wyjścia z babcią.

30 zł - słodycze, napoje, przekąski, czyli w moim przypadku dwa opakowania nimm 2 kwaśne oraz 4 kartony soku pomarańczowego.

30 zł - chemia do domu.

10 zł - bilety na autobus. 

Łącznie: 1433 zł *. Może trochę mniej, zweryfikuję pod koniec miesiąca, gdy będę już na pewno wiedziała ile wynosi kara za rozwiązanie umowy z operatorem.

Mam świadomość tego, że wydałam mnóstwo pieniędzy w zaledwie kilka dni, jednak powiem Wam, a raczej napiszę - warto wydawać, gdy wiemy, że to faktycznie pomaga, sprawia radość, odciąża napięty budżet bliskiej nam osoby. Jestem przeciwnikiem chodzenia na łatwiznę i dawania pieniędzy. Jakoś tak pomoc w formie pieniędzy jest dla mnie za mało zaangażowaną formą pomocy. Wolę zabrać bliską osobę na zakupy i kupić jej kurtkę lub buty, których potrzebuje, zrobić jej zapas kawy, herbaty, suchych produktów, zapłacić za lekarstwa lub rachunki. Lub jak to bywa z naszymi sąsiadami w podeszłym wieku - podrzucić im karmę dla kota i psa i trochę zapasów po zakupach. 

W naszym kraju niby jest dostatek i jako takie bogactwo, jednak nadal jest mnóstwo ludzi w podeszłym wieku, którzy zmagają się z ubóstwem i zwyczajną biedą. Opłacą rachunki, wykupią leki i brakuje na życie, zostaje na bardzo skromną wegetacje. Osobiście mam styczność z kilkoma takimi przypadkami, koleżanka opiekunka środowiskowa - z całą masą emerytów, którym po opłaceniu rachunków i zakupie leków zostaje 140-200 zł na jedzenie na cały miesiąc. Wielu z nich pracowało całe życie, długie lata, nierzadko byli ofiarami odciągania skrajnie niskich składek, co poskutkowało żałosną emeryturą, za którą teraz zdarza im się głodować.