Posty

Wyzwanie: 250 zł na jedzenie

Po październiku obfitującym w przyjemności i rozrywkę, postanowiłam trochę się ograniczyć i zdecydowałam, że w ciągu 35 dni wydam na jedzenie 250 zł. Średnio wychodzi to około 7 zł na dzień. Czy mi się uda? Zobaczymy. Przyznam, że sama jestem ciekawa jak mi pójdzie. Mam o tyle komfortową sytuację, że mieszkam z rodziną, więc bazowe produkty typu olej, mąk, cukier, sól, przyprawy, jajka, itp. mam na stanie, nie muszę więc kompletować kulinarnej wyprawki od podstaw. Na to na pewno nie wystarczyłoby mi pieniędzy, ale z tą bazą powinno pójść w miarę dobrze. 
Na chwilę obecną nie jem mięsa ani wędlin, zwyczajnie nie mam ochoty. Wybieram głównie kasze, ryż, makarony, warzywa i owoce. Wyzwanie podzielę na dwie części - jedna będzie dotyczyła wyżywienia w dni pracujące, kiedy nie ma mnie w domu 11-12 godzin; natomiast druga dotyczyć będzie dni wolnych od pracy. Myślę, że to rozróżnienie jest ważne, ponieważ inaczej komponuje się posiłki pod kątem siedzenia w pracy 10 godzin bez mikrofali i l…

Październik miesiącem rozrzutności

Październik był punktem zwrotnym w moim życiu - pozbyłam się wszystkich długów, zaczęłam życie z czystym kontem i postanowiłam wprowadzić kilka zmian na najbliższe tygodnie w postaci m.in. rezygnacji z brania nadgodzin, co pozwala mi spędzać więcej czasu z bliskimi oraz zwyczajnie wypocząć, bo na początku września czułam się jak prawdziwy wrak. 
Początkowo obawiałam się tego miesiąca, bo po spłaceniu zadłużenia zostało mi niewiele pieniędzy. Przyjęłam to jednak z godnością i wzięłam na klatę, bo lepiej mieć mało własnych niż dużo cudzych, które trzeba potem zwrócić. Ktoś, kogo bardzo szanuję, powiedział mi zresztą ostatnio rządź się za własne, a jak masz nadwyżki, to zrób z nimi, co chcesz, ale unikaj jak ognia pożyczek i cudzych pieniędzy; ile mam, tyle wydaję, nic ponad to. Nie mam, nie wydaję. W dobrym momencie usłyszałam te słowa, bo wzbudziły we mnie sporo entuzjazmu. A jeszcze więcej entuzjazmu i radości wzbudził we mnie zwrot pożyczki. W lepszych czasach pożyczyłam bliskiej os…

Ile wydałam na koty przez 10 miesięcy?

Pamiętacie mój plan budżetu na 2018 rok? Ja też nie. Ostatnie 9 miesięcy przeciekło mi przez palce niesamowicie szybko. Większą część czasu spędziłam w pracy, przez wiele miesięcy moje myśli zajmowała choroba, która dopadła bliską mi osobę i właściwie nadal dużo o tym myślę, ale udało mi się nieco uspokoić i zdystansować w tej kwestii. Pamiętam jednak, że miałam ambitny plan pozbycia się długów, co się udało. Następnie był długotrwały detoks zakupowy nastawiony głównie na kupowanie ubrań. Myślę, że to mi się udało, bo na dzień dzisiejszy wydałam na ubrania niecałe 700 zł (od początku roku!), a potrzebuję jeszcze tylko butów na zimę oraz 3-4 par grubszych rajstop. I pamiętam, że były jeszcze wydatki na koty. 
Wspomniane wydatki na koty zakładały, że na moje sierściuchy wydaję maksymalnie 240 zł na miesiąc, czyli maksymalnie 2880 zł. Cel wówczas wydawał mi się w zasięgu ręku. Dokonałam jakichś obliczeń i wyszło mi, że ta oto kwota będzie adekwatna. Nie do końca pamiętam jednak jak dosz…

Miesiąc bez fb

Miesiąc temu usunęłam swoje konto na fb. Przymierzałam się do tego od wielu miesięcy, głównie dlatego, że fb jako narzędzie przestał być dla mnie użyteczny. Czułam się wręcz zmęczona posiadaniem tam konta oraz konta na messengerze. Ciągłe bycie online nie jest dla mnie. Podejrzewałam to od bardzo dawna, ale dopiero ten miesiąc w pełni potwierdził moje przypuszczenia - nie potrafię być online 24/7. Ba. Dla mnie bycie online nawet przez 12 h dziennie to przegięcie. Oczywiście mówię tylko o sobie, bo moi znajomi bez problemu się w tym odnajdują i bardzo to lubią. 
Przez ostatnie 30 dni byłam niesamowicie spokojna. Nic mi nie wibrowało, a sprawdzenie godziny nie wiązało się z odczytaniem szeregu mnie lub bardziej ważnych informacji. Głównie tych mniej ważnych. Nie myślałam też o tych wszystkich podróżach znajomych, imprezach, na które nie mam czasu lub pieniędzy, ani nie bombardowały mnie sugestie jak powinnam żyć, co kupować. To niezwykle wyzwalające. Stałam się panią swojego czasu, bo …

Zmiany po spłacie długów

Spłata długów była celem, który zajmował mi ostatni rok. Właściwie to zajmowało mnie to przez dłuższy okres czasu, ale na poważnie poświęciłam się temu dopiero po założeniu bloga. Nie wyszło to jednak tak jak chciałam. Miało być idealistycznie, minimalistycznie i zawsze 600 zł na 30 dni, ale życie zweryfikowało moje ambitne plany i wiele razy moje plany rozminęły się z rzeczywistością bardzo bardzo. Guru finansów osobistych nie zostanę nigdy, to już wiem. Za mało jest we mnie dyscypliny i determinacji w dążeniu do celu, a wiedzcie, że to moja bolączka od wielu wielu lat. Myślę, że gdybym była bardziej zdyscyplinowana, zdeterminowana i nie odpuszczała na ostatniej prostej, to dzisiaj byłabym w zupełnie innym, lepszym miejscu. Ale czy aby na pewno? Na pewno nigdy się nie dowiem, ale wiem, jakie mam wady i co mnie w sobie denerwuje. Wiem, nad czym mogę pracować i co może uczynić mnie lepszą wersją siebie dla samej siebie. 
Wiele spośród moich wad odkryłam właśnie podczas spłaty długów -…

Pozbyłam się wszystkich długów!

Długo czekałam na ten dzień. Obliczyłam sobie moment, w którym przeleję pieniądze na poczet spłaty wszystkich kredytów i okazało się, że nie bardzo mogę wytrzymać do tego 10 listopada. Głównie przez to, że świadomość posiadania długów zagnieździła się w moim umyśle na tyle, że trochę zaczęłam świrować. Ograniczyłam spotkania ze znajomymi do minimum, w sklepie zastanawiałam się nad każdą wydaną złotówką i czy aby na pewno muszę jeść śniadanie, bo w końcu banany dzisiaj takie drogie... Potem nadszedł czas na rozważania czy aby na pewno potrzebna mi lampa. Bo może jakoś da się żyć w pokoju bez jedynego źródła światła. Chodzić spać z kurami, używać latarki. Trochę mi się odpłynęło. Najgorsze jednak było to tłumaczenie się przed wszystkimi z wszystkiego, które automatycznie ze mnie wychodziło, i to przeliczanie ile jeszcze muszę zaoszczędzić w październiku, żeby w listopadzie być wolną od długów.

Rozumiecie to? Zapieprzam bite 3 miesiące w pracy za każdego niemal dzień w dzień, potem pada…

Moje wydatki z sierpnia i września

Mamy 6 października i szczerze mówiąc, gdzieś umknęły mi spisy wydatków z sierpnia i września. Zbierałam się, żeby je napisać, ale tutaj internetowy detoks, tutaj kilkudniowa przerwa od telefonu, potem nadgodziny i jakoś tak to wszystko zleciało aż do dzisiaj. Dlatego też nadrabiam braki i spieszę wyjaśnić na co i gdzie wydawałam pieniądze od 1 sierpnia do 30 września.

Sierpień Piękny letni miesiąc, który był stanowczo za krótki. Niby aż 31 dni, ale ja miałam w jego trakcie wolnych może z 5, z czego jeden spędziłam na ślubie. Wesele zobaczyłam jedynie na początku, ponieważ musiałam od razu zacząć zbierać się i wracać do domu, bo na drugi dzień praca... Wyrabianie nadgodzin tylko po to, żeby spłacić zadłużenie jest zwyczajnie przykra. Słowo. To takie zapieprzanie po nic. Niby w imię bezpieczeństwa finansowego i pozbycia się balastu, ale kurwa, to życie przemija tak szybko, kasa ucieka jeszcze szybciej i niemal dzień w dzień doskwierała mi myśl o tym ile to mnie omija. A ominęło bardzo …

Najważniejsze czego nauczyło mnie spłacanie długów

Kiedy już na stałe pogodziłam się z tym, że mam długi( i to dość spore w stosunku do zarobków) oraz zdecydowałam, że najwyższy czas się ich pozbyć, popełniłam jeden poważny błąd - nie przepracowałam sobie tego w głowie. Rzuciłam się na głęboką wodę, podjęłam ambitne cele i kilka razy życie spłatało mi figla i po spłacie dużej części, musiałam zapożyczyć się znowu. Ironia, kurwa, losu. Poprzeklinałam sobie wtedy trochę, powkurzałam się na wszystko dookoła na czele z samą sobą i dalej potulnie spłacałam długi wciąż popełniając ten sam błąd. Błąd nie był finansowy. Błąd siedział gdzieś tam w mojej psychice i zdałam sobie z niego sprawę dopiero po wielu miesiącach. 
Wszystko zaczęło się dosyć niewinne. Ograniczałam środki na rozrywkę, podjęłam decyzję o detoksie zakupowym, żeby nie wydawać kasy na ubrania i skupić się na tym, co już mam oraz odłożyłam w czasie wszelkie wycieczki, wyjazdy, eskapady i krótkie wyjazdy. Zaczęłam też brać coraz więcej nadgodzin, co nie uszło uwadze znajomych.…

Kocie odkrycie - poduszki z walerianą

Na poduszki z walerianą trafiłam przypadkiem. Jak wiecie od lat zaopatruję się w kocie jedzenie, kuwety, żwirki itp. w zooplusie, który gorąco polecam. Za każde zamówienie dostaję punkty bonusowe adekwatne do wydanej kwoty i gdy trochę mi się tych punktów uzbiera, to wybieram coś z premii. Jakiś czas temu dorzuciłam do koszykapoduszeczki z walerianą. Dwie sztuki warte niecałe 10 zł. Tak w sumie, żeby wykorzystać te punkty. W sumie zainwestowałam w nie bez przekonania, bo była okazja dostać je za darmo i... okazało się, że to strzał w dziesiątkę. 
Moja czwórka kotów po prostu oszalała na ich punkcie. Tulą, miętolą, liżą, kopią te poduszeczki na zmianę i są przy tym niesamowicie zadowolone. W dodatku poduszeczki powodują, że rzadziej są między nimi spięcia, bo w momentach znudzenia, gdy nie ma pod łapką człowieka albo innego chętnego do zabawy kota, pojawia się poduszeczka. Idealny kompan do zabawy albo skopania poduszkowego tyłka - wszystko w zależności od nastroju. 
Szczerze mówiąc n…

Jak mi poszedł letni detoks zakupowy?

Kilkanaście tygodni temu postanowiłam, że nie kupię żadnych ubrań do końca września. Zostało co prawda jeszcze kilka dni, ale do dnia wypłaty mam aż 100 zł, więc raczej nie przehulam tego na ubrania. Nie miałabym za co kupić jedzenia, a do wypłaty jeszcze jakieś 9-10 dni. Minimum.
Jak poszło mi tym razem z niekupowaniem ubrań? Będę nieskromna - fantastycznie. Miałam co prawda momenty, gdy weszłam do ulubionego lumpeksu, ale akurat trafiłam na dzień przed dostawą i zostały same resztki, co skutecznie mnie ostudziło. W dodatku pomiędzy kolejnymi wieszakami zdałam sobie sprawę, że niczego nie potrzebuję. Jedyne czego mi było trzeba to nowe sandałki, które kupiłam przed rozpoczęciem wyzwania oraz spodenki, bo jak się okazało, w moje ulubione przestałam się mieścić. Zabawne. Człowiek oszczędza, zasuwa jak głupi, żeby pozbyć się długów, a mimo to przybyło kilka kg i masa ubrań przestała pasować. 
Spodenki kupiłam finalnie w lumpeksie. Oprócz nich kupiłam cudowną koszulkę i to było moje jed…

Usunęłam konto na FB

I nie, nie było to ani proste, ani szybkie. Był to dość długi proces, trwający gdzieś tak od maja 2015 roku, a tak naprawdę od końca studiów, kiedy to fb stał się tak cudowny, że woleliśmy prowadzić zbiorowe konwersacje zamiast wyjść na piwo. Nie nie dzieliły nas duże odległości. Żeby było ciekawiej mieszkaliśmy może ze 30-40 minut od miejsca spotkania, a i tak niewiele to dało. FB wygrywał. I działo się tak przez wiele wiele lat. 

Doskonale pamiętam, że w liceum prowadziłam beztroskie życie bez FB. Wtedy to jeszcze żyło się bardziej naszą klasą, którą z czasem zastąpił FB, ale, rozczarowana popularnym nk, odpuściłam sobie posiadanie FB. Czy coś mnie wtedy ominęło? Szczerze mówiąc nie wiem. Nie odczuwam tego. Nawet jeśli ominęły mnie najdziksze imprezy, to jakoś to do mnie nie dotarło. Żyłam sobie więc bardzo spokojnie, bez tych wszystkich bodźców, tablic, lajków i innych, aż do 2012 roku, kiedy zaczęłam studia i okazało się, że bez fb się nie da, bo to przecież główny kanał informac…

80 dni do debt free

80 dni - tyle dokładnie dzieli mnie od tego, żeby być osobą wolną od zadłużenia. Całkowicie wolną od zadłużenia i to bez ruszenia oszczędności, które do tej pory udało mi się uzbierać. Przyznam szczerze, że im bliżej tego dnia, tym bardziej korci mnie, żeby zaryzykować i pozbyć się oszczędności na rzecz wyzerowania zadłużenia. Niestety w moim życiu za każdym razem, gdy tak robiłam, pojawiało się jakieś coś, które wymagało ode mnie wyskoczenia z dodatkowej gotówki, której akurat nie posiadałam, bo akurat spłaciłam jakiś kredyt albo jakąś jego część. Błędne koło zadłużenia. No po prostu błędne koło. Dlatego też zacisnęłam zęby, gromadziłam oszczędności i jednocześnie wzdychałam głęboko, gdy znów musiałam spłacić kolejne raty kredytów. To boli. Naprawdę boli, gdy przelewacie ledwie otrzymane pieniądze na rzecz zadłużenia i nic z tego nie macie. Tzn. macie - mniejszy kredyt, ale to takie zachowanie w stylu sztuka dla sztuki. Wiadomo - za kilka miesięcy będziemy wolni, będziemy bez zobowi…

Co dał mi internetowy detoks i bycie offline?

Kilka tygodni temu, zmęczona tym, że niemal cały czas spędzam z twarzą w monitorze, postanowiłam zrobić sobie 10 dni internetowego detoksu. Zużyłam transfer danych w telefonie, oddałam laptopa pod opiekę babci, a sama skupiłam się na pracy, bo na czas mojego bycia offline wypadło mi bardzo dużo nadgodzin. Nadgodziny są w moim przypadku bardzo w cenie, bo zostało mi już naprawdę niewiele do pozbycia się długów. Dzielą mnie od tego zaledwie dwie wypłaty, dlatego też moja motywacja jest naprawdę wysoka, ale o tym przeczytacie w innym poście. 
Początek mojego detoksu był bardzo nerwowy. Mimo kilku dni mentalnego przygotowania i tak odczuwałam rozdrażnienie tym, że nie mogę włączyć sobie filmu w tle domowych obowiązków albo posłuchać muzyki w drodze do lub z pracy. Była też frustracja, że nie jestem na bieżąco z tym, co u znajomych i, mimo tłumaczeń, że w razie czego można zadzwonić/ napisać smsa, było mi bardzo ciężko. Stan ten utrzymywał się jednak bardzo krótko. Po zaledwie czterech dn…

Moje wydatki z lipca

Lipiec miał być powrotem do korzeni, czyli wyzwania 30 dni za 600 zł. Miał też być miesiącem, w którym płacę tylko gotówką. Takie dwie pieczenie na jednym ogniu. Jedna się udała, druga niestety nie. O dziwo udało mi się powstrzymywać od płacenia kartą i to bez zostawiania jej w domu. To dla mnie duży szok, bo spodziewałam się, że będzie mi trudniej, będę musiała stosować jakieś sztuczki albo inne cuda, żeby powstrzymać się od używania karty. A jednak udało mi się to nadzwyczaj dobrze - po prostu sięgałam po gotówkę i tyle. Dobrze się do tego przygotowałam - zorganizowałam papierki, drobne i włączałam pełne skupienie podczas płacenia. Doświadczenie miłe, ale tęsknie za komfortem płacenia kartą, chociaż czasem mnie to gubi i kartę wyciągam aż za często. 
Nie udało mi się zmieścić w kwocie 600 zł. W pewnym momencie musiałam po prostu podejść do bankomatu i wypłacić dodatkową gotówkę, bo mi zabrakło. Czułam się z tym niezbyt dobrze, było mi wstyd przed samą sobą, ale jednocześnie patrząc…

10 dni OFFLINE - internetowy detoks

Od dłuższego czasu myślałam o tym, żeby odciąć się na jakiś czas całkiem od internetu, aplikacji, stron www, komunikatorów, seriali, filmów i innych dobrodziejstw, które dają nam komputery i telefony mające LTE. Sporo czytałam o tym u innych, próbowałam to przełożyć na swoje życie i przyznam szczerze, że zwlekałam. Wyszukiwałam kolejnych argumentów dlaczego zacząć jutro, za tydzień za miesiąc. Widziałam same przeszkody, chociaż dostrzegałam również z plusy jakie mógłby mi dać internetowy detoks i kilka dni całkowicie offline. Zdawałam sobie też sprawę z tego, że od pewnego czasu idę przez życie z twarzą wpatrzoną w monitor. Otrzeźwienie nadeszło, kiedy kilka razy przyłapałam się podczas spotkania ze znajomym, przyjaciółką, rodziną a nawet ukochanym, na tym, że... sięgam do torebki, wyciągam telefon i odczytuje jakieś wiadomości. To naprawdę mnie zabolało, bo po pierwsze nie cierpię, kiedy mój rozmówca tak robi, a po drugie uświadomiłam sobie, że robię to mimo woli. I tu poczułam prze…

Moje wydatki z I połowy lipca

Lipiec mija mi pod znakiem płacenia gotówką. Nie zawsze jest to przyjemne, często rozmieniam swoje prywatne pieniądze w pracy, żeby podczas zakupów móc płacić mniej więcej zgodnymi. Sama na co dzień pracuję z gotówką i wiem jakie to irytujące, kiedy ktoś płaci za towar o cenie 5 zł banknotem 200 zł i jeszcze rzuca fochem, że śmiem niemieć wydać. Niestety dwa razy w miesiącu w czasie okołowypłatowym autentycznie nie mam czym wydawać, bo człowiek za człowiekiem przylatuje ze stówką i z absolutną pewnością, że ja to na pewno mam w dupie rozmieniarkę, więc to za problem. Ano spory. Bardzo spory, ale to doskonale rozumieją tylko osoby, które pracowały przy gotówce i obsłudze klienta. Po cichu liczę na to, że reszta ludzi też mniej lub bardziej rozumie to, że rozmieniarka nie jest częścią sprzedawcy, bo sprzedawca to nie inspektor gadżet, sorka. Wracając jednak do meritum - od 1 lipca płacę gotówką, założono kwota na te 31 dni to... 620 zł, czyli średnio 20 zł/dzień. Jak to ze średnimi byw…

Finansowe dylematy

W życiu każdej takiej osoby jak ja, czyli walczącej z długami, pojawiają się wątpliwości i dylematy. Zaczyna się od tego na czym oszczędzić, żeby mieć na kolejne raty. Pojawia się mniej lub bardziej dokładna analiza wydatków, być może nawet ich spisanie, a potem decyzja z czego zrezygnować. Zwykle jest to obcięcie kosztów na rozrywkę, ubrania, kosmetyki, wyjścia ze znajomymi i oczyszczanie diety z drogich i pełnych cukru przekąsek oraz napoi. I choć w teorii brzmi to sensownie i oznacza, że przez jakiś czas po prostu żyjemy skromniej, a towarzysko raczej jak pustelnik, to jednak w praktyce jest naprawdę ciężko.  
Zmiana nawyków, ciągłe powstrzymywanie się, analizy, pytania czy naprawdę tego potrzebuję, czy warto, o ile bliżej byłabym braku długów, gdybym nie kupiła tej bluzki/tej sukienki, itp. itd. Na początku zawsze jest dużo zapału, potem ten zapał jakby gaśnie, ustępuje miejsca nowym nawykom i wstrzemięźliwości, a niekiedy niestety oznacza frustrację, bo ile razy można tłumaczyć …

Dziękuję, nie kupuję

... czyli drugi etap mojego noworocznego wyzwania - przez 3 miesiące nie kupuję żadnych ubrań.
Musicie wiedzieć, że wyzwanie to okazało się w moim przypadku ogromnym sukcesem - przez pierwsze 3 miesiące 2018 roku na ubrania wydałam zaledwie 129,58 zł o czym więcej pisałam tutaj. Biorąc pod uwagę to, że większość stanowiły rzeczy z lumpeksu oraz taki raczej backstage garderoby, czyli wkładki do butów, rajstopy, odświeżacze do obuwia zimowego, to jest to kwota naprawdę niewielka i godna podziwu. 
Następny kwartał był już bardziej kosztowny, ponieważ wszelkie zakupy ubraniowe wyniosły mnie 483 zł.Do mojej szafy trafiły m. in. nowy pas do pończoch, zapas rajstop, buty na wczesną jesień, trochę sukienek i bazowych bluzek z lumpeksu, lniana koszula, wkładki do butów, dwie kurtki dżinsowe, nowy portfel oraz ubrania dla osób z rodziny, bo wiedziałam, że takich akurat potrzebują. 
Jak widać pierwsze pół roku w kategorii odzież to raptem 612,58 zł. Niby niewiele, a dawno już nie miałam tak pię…

Ile czasu faktycznie spędzamy w pracy?

Nie odpowiem na to pytanie za Was, ale napiszę Wam jak to wygląda u mnie. Pracuję w miejscu, gdzie pracuje się 7 dni w tygodniu +/- 10 godzin dziennie + w niektóre święta. Tzw. równoważony czas pracy. Teoretycznie w pracy jestem 9,5h, w praktyce wygląda to tak, że aby wyrobić się ze wszystkim przychodzę nieco wcześniej i wychodzę nieco później. Z tego nieco robi się często ekstra pół godziny dziennie, więc mój czas pracy wydłuża się z 9,5h na 10h. Te pół godziny to oczywiście wolontariat. Uprzedzając pytania w moim zakładzie pracy działają związki zawodowe, które nie potrafią wywalczyć tego, abyśmy mieli więcej płatnego czasu przed otwarcie i po zamknięciu. Wiecie, chodzi o czas, kiedy nie ma klientów. Nie da się jednocześnie sprzątać, przeliczać kasy, robić zamknięcia dnia i obsługiwać klientów. Tak więc moje 18-19 dni pracy w miesiącu zmienia się w 18-19 dni pracy po 10h, a czasami nawet po 12h, ale to już osobna kwestia, plus do tego wszystkiego godzina na dotarcie i powrót z prac…