Posty

Wydatki maj cz. I

W poście o droższej połowie miesiąca pisałam o tym, że większa część moich wydatków kumuluje się między 1 a 13 dniem miesiąca. To wtedy z mojego konta wychodzą przelewy za raty kredytów, rachunki za telefon, internet i zakupy kociego jedzenia i/lub żwirku.
W tym miesiącu w ciągu pierwszych 10 dni wydałam już 945,50 zł, co stanowi 59 % kwoty przeznaczonej do wydania w maju - 1630 zł.
Na co przeznaczyłam te pieniądze?
415 zł poszło na raty 69 zł kosztował mnie internet + doładowanie karty dla kogoś z rodziny 86 zł poszło na rozrywkę - miałam zaplanowane na majówkę kilka spotkań z dawno niewidzianymi osobami 77 zł poszło na ubrania a dokładniej to 30 zł na uzupełnienie letniej garderoby o ubrania z lumpeksu oraz 47 zł na kilka par rajstop. Niezwykle przydatne o tej porze roku, kiedy rano jest za zimno na gołe nogi a wieczorem za gorąco na rajstopy ;) W ogóle zauważyłam, że od początku roku najwięcej w kategorii ubrania wydałam na takie bzdurki jak nowe wkładki do butów, cieńsze rajstopy na …

Śniadanie zrobione vs. kupione

Kilka dni temu ściągnięto mnie nagle do pracy na 12 godzin. Zupełnie nie byłam na to przygotowana. Wiedziałam, że fizycznie dam radę, bo zawsze daję. Problemem stało się śniadanie. O pracy dowiedziałam się późno, rano nie miałam czasu na buszowanie w kuchni a i zawartość lodówki była, delikatnie mówiąc, bardzo uboga. Ot resztka płatków i mleka, które wystarczy akurat na śniadanie. Śniadanie w domu, bo na to w pracy nie wystarczy. Nie mówiąc już nawet o pozostałych owocach czy chociaż jakimś owocu. Czcze marzenia. Odsuwając marzenia i fantazje na bok postanowiłam skupić się na rzeczywistości i trafiłam do żabki. Żabka to prawdziwy luksus na trasie pełnej jedynie monopolowych z najróżniejszym asortymentem z wyjątkiem spożywczego. No może znalazłyby się jakieś czipsy, ale litości, mówimy o wałówce na cały dzień. Szybki rekonesans między półkami i wylądowałam obok lodówki z kanapkami. Nie wiem kto i kiedy wpadł na pomysł, żeby w żabkach sprzedawać kanapki, ale był to strzał w dziesiątkę.…

Podsumowanie wydatków Kwiecień 2018

Od ostatniego wpisu na tym blogu upłynęło sześć tygodni. W międzyczasie co prawda coś opublikowałam, ale po kilku dniach rozmyśliłam się i usunęłam to, ponieważ było zbyt mocno podyktowane emocjami i dalekie od tematyki finansów. Te sześć tygodni było bardzo trudne. Z beztroskiej dziewczyny mieszkającej z rodziną zmieniłam się w opiekuna osoby chorej na nowotwór w zaawansowanym stadium. Moje życie zmieniło się. Doszły mi nowe obowiązki, muszę myśleć nie tylko o sobie, ale i o chorym najbliższym członku rodziny, ponieważ po wizycie w szpitalu, diagnozie i zaleceniach może robić niewiele. Wiecie, spokojny, lekki żywot, spacery, lekkostrawna dieta, żadnych wysiłków, częste wizyty u lekarza i leczenie. To wszystko sprowadza się do tego, że jestem w trakcie przeorganizowania. Uczę się nowej roli, godzę się ze smutną diagnozą i próbuję żyć mimo tego, choć jest to bardzo trudne. 
Wszystkie te problemy rodzinno-zdrowotne pochłonęły mnie w marcu do tego stopnia, że w ogóle nie kontrolowałam w…

Droższa połowa miesiąca

Każdy z  minionych kilku miesięcy oraz każdy z kilku kolejnych wygląda dla mnie tak samo - w ciągu pierwszych dwóch tygodni pozbywam się ogromnej ilości zarobionych pieniędzy na tzw. opłaty stałe. Niby opłaty stałe są stałe, ale dla każdego oznaczają coś innego. W moim przypadku są to - raty za sprzęt, raty kredytów, abonament telefoniczny, opłata za internet oraz wydatki na koty (w tym miesiącu mocne postanowienie nie robienia żadnych dodatkowych zapasów, kupiłam tylko żwirek, bo zostało na najbliższe 2-3 dni). Pierwsza połowa marca jest jednak jednym z najgorszych początków miesiąca od baaardzo długiego czasu. Zmarła moja bliska koleżanka, a osoba z mojej najbliższej rodziny wylądowała w szpitalu w ciężkim stanie. Dla kontrastu z tymi zdarzeniami zbiegła się planowana od pewnego czasu urodzinowa impreza niespodzianka dla innej koleżanki i chociaż wszyscy się uśmiechali, atmosfera była naprawdę ponura i przytłaczająca. Impreza zmieniła się w zwykłą nasiadówkę przy piwie, a początkow…

995

Pamiętacie jeszcze ogólne założenie mojego wyzwania 30 dni za 600 zł? Wyzwanie zakładało, że w ciągu 30 dni wydam max 600 zł. Średnio 100 zł na każde kolejne pięć dni. W grudniu wynik był imponujący. 455 zł. Pękałam z dumy. Styczeń zaczął się równie optymistycznie, skończył bardzo pesymistycznie, a potem przyszedł luty. Też pełen niezbyt wesołych niespodzianek i kilku problemów, a przede wszystkim pełny stresu. Tym razem nie dałam się złym emocjom i spełniłam to, co założyłam - sumiennie przez cały luty będę spisywać każdy jeden wydatek. Zaczęło się spisywania co do grosza i wyszczególniania kategorii, następnie zredukowałam kwoty do pełnych złotówek, żeby nic mi się nie pałętało po drodze. Zaokrąglałam w górę, ale zbędnej bez przesady typu z 2 zł zrobi mi się nagle calutkie 5 ;) 
Po tłuściutkim styczniu chciałam od razu przerzucić się na ascetyczne 600 zł na 30 dni, ale postanowiłam, że będę spisywać wydatki i obserwować siebie - co, kiedy, w jakich okolicznościach kupuję i jakie ko…

Ile kosztuje codzienny batonik?

Jestem absolutnym łasuchem, miłośnikiem słodyczy, a w Kauflandzie wybieram tylko kasę bez słodyczy, bo wrzuciłabym ich do koszyka pokaźny stosik. Z całą pewnością w moich żyłach płynie sam cukier i chociaż wyniki badań pod kątem cukru mam bardzo dobre, to jednak wolałabym, żeby moja dieta była wolna od aż  takich jego ilości. Ale oczekiwania sobie, a życie sobie. 
Oprócz moich życzeń, oczekiwań i planów, które zakładają eliminację cukru jest mi zwyczajnie ciężko pokonać ten nawyk i zwalczyć to uzależnienie. Nie potrafię nawet do końca zdefiniować czy aby na pewno jest to uzależnienie, bo miewam w roku takie okresy jak ten teraz, kiedy w ogóle nie chce mi się cukru, bo nie. To taki śmieszny czas, kiedy czekolada nie smakuje czekoladą i zaczynam podejrzewać międzynarodowy spisek skierowany przeciwko moim kubkom smakowym i przeciwko mojej osobie - że niby kochasz czekoladę i jej jedzenie daje Ci ogromne pokłady przyjemności? A masz podróbą! Dalej Ci tak smakuje? Niee? O jak nam przykro.…

Jestem na minusie

Moja finansowa klapa roku 2018 zaczęła się niedługo po Sylwestrze. Wszystko szło dobrze przez kilka dni, byłam pełna entuzjazmu, miałam ogromne plany finansowe, cieszyłam się, że czeka mnie udane kilka tygodni podczas których zaoszczędzę sporo i dorzucę trochę gorsza do mojego własnego finansowego dołka. Niestety plany poszły się.... Wiecie co. Zaczęły się zawirowania w pracy, w domu, opcja zamiany miejsca pracy na inne, brak konkretnych informacji ze strony pracodawcy, zbywanie, problemy zdrowotne, kilka nieplanowanych wydatków i wszystkiego mi się odechciało. W kategorii zawirowań moje finanse spadły gdzieś na samo dno. Zupełnie przestałam się nimi interesować, wydawałam na co musiałam i na co chciałam, a potem moje długi powiększyły się jeszcze bardziej, bo myślami byłam przy sprawach, które wtedy wydawały mi się najważniejsze. Po kilku tygodniach widzę, że niepotrzebnie zawracałam sobie tym wszystkim głowę. Niepotrzebnie pozwoliłam sobie na to, żeby kilka spraw tak mocno zburzyło…

Wydatki na koty styczeń-luty 2018

Tak, jak obiecałam, publikuję zestawienie wydatków na moje 4 koty. Zestawienie to obejmuje wszystkie wydatki poniesione od początku 2018 roku. 

Zamówienie nr 1: Schmusy Nature Balance 36 x 100 g 51,20 zł Felix Junior 96 x 100 g 105,60 zł - rabat 
152,08 zł 
Zamówienie nr 2:
Felix Junior 48x 100 g  52,80 zł  Żwirek Tigerino 2x14 kg 44,80 zł  - rabat 
94,86 zł 
Zamówienie nr 3:
Catz Finefood 18 x 200 g 80, 40 zł  O'canis 18x200 g 98,40 zł  - rabat
173,44 zł
Zamówienie nr 4
Felix Junior 144 x 100 gr  - rabat 
149 zł 
Zamówienie nr 5  Applaws 7,5 kg karma sucha 113,91 zł 

Zamówienia nr 1-4 pochodzą ze sklepu zooplus.pl a zamówienie nr 5 z telekarma.pl. Zdecydowałam się na zakup karmy suchej w innym sklepie internetowym z powodu różnicy w cenie. W zooplusie kosztuje obecnie 145 zl. Ja kupiłam ją ponad 30 zł taniej. A 30 zł to ogromna oszczędność.
Ponownie zmagazynowałam naprawdę sporo kociego jedzenia, wydaje mi się wręcz, że to jakiś sposób odreagowania ucinania wydatków w pozostałych kategori…

Dlaczego nie płacę gotówką

Od wielu miesięcy przeglądam blogi finansowe oraz wątki na forach związanych z finansami i niezmiennie w każdym niemal miejscu przejawia się ta sama porada - płać gotówką.   Niezmienne w tym wszystkim jest również moje zdziwienie, bo gotówka jako taka kojarzy mi się, szumnie nazywając, z poprzednią epoką i ludźmi z innego pokolenia. Nie jest to żaden przytyk, ani krytyka, po prostu najzwyczajniej w świecie uważam, że ludziom przyzwyczajonym do płacenia gotówką łatwiej jest nią operować. Ludziom młodym z ciągłym dostępem do smartfona, aplikacji bankowych, możliwością na każdym kroku zalogowania się do swojego banku i sprawdzenia historii konta, gotówka jako taka nie ułatwia życia w ogóle. Jak potem przypomnieć sobie gdzie trafiło 3 złote, którego nie ma nigdzie w portfelu? 
Płacenie gotówką bardziej boli  Możliwe, że tak, ale mnie nie boli wcale. Codziennie przez moje ręce przechodzą dziesiątki tysięcy złotych i potem takie 100 zł w ręce, nie ważne czy moje czy nie moje, nie robi na mn…

Moje wydatki 9.02-17.02

Ostatnie kilka dni obfitowało w wydatki. Część była potrzebna, część wydatków wynikała z mojego lenistwa lub uwielbienia do dobrego pieczywa. Musicie wiedzieć, że kiedy tylko wejdę do piekarni, w której można dostać prawdziwe bułki a nie te głęboko mrożone, to kompletnie przepadam. Kocham dobre pieczywo i nie potrafię odmówić sobie pysznych ziarnistych i jeszcze cieplutkich bułeczek albo pysznego żytniego chleba. Na co dzień zadowalam się zwykłym białym i mam się dobrze, ale kiedy przestąpię próg piekarni.... Żadna bułka nie ukryje się przede mną ;) Niestety dobre pieczywo pociąga za sobą koszty, a pieczenie ciągle nie ciągnie mnie na tyle, żeby zająć się własnym wypiekiem bułek i chleba. Chyba za mały popyt wśród domowników ;)
W ciągu ostatnich 8 dni wydałam naprawdę sporo, co możecie zobaczyć poniżej.
Transport, czyli bilety do pracy 25 zł. Wydałabym więcej, ale sporą część kupiła mi babcia, bo akurat była obok kiosku. Bardzo miło z jej strony. 
Praca, czyli zakupy w czasie pracy k…

Moje wydatki 1.02-8.02

Po styczniowych zawirowaniach powróciłam do skrupulatnego spisywania wszystkich wydatków, bo tylko to pomaga mi opanować swoje finanse. Jak na chwilę się rozkojarzę z wydatkami, to niezwykle ciężko dojść mi potem do ładu z tym gdzie i na co wydałam. 

Wydatki z 1 lutego znajdziecie w tym pościeA kosztowały mnie one.... 66,39 zł. 2 lutego nie wydałam nic, co bardzo mnie cieszy.  3 lutego kosztował mnie: 8,26 zł za dwa serki danio kupione na szybko na śniadanie w pracy i dwa energetyki. Nie lubię sytuacji, gdy nagle ściąga się mnie do pracy i rano muszę wydać z tej okazji trochę pieniędzy, bo albo jest to kolejny długi dzień w pracy i na samej kawie nie dam rady. Albo w lodówce nie znajduję niczego sensownego na kanapki. Musicie wiedzieć, że w kwestii zakupów na kanapki do pracy kompletnie leżę. Prowadzę bardzo nieregularny tryb życia, z pracy mam daleko do sklepów i w efekcie zakupy robię od przypadku do przypadku i nigdy nie potrafię ocenić ile mam kupić tego jedzenia do kolejnych …

Moje wydatki z 1 lutego

Optymistyczny luty zaczęłam zakupami. A dokładniej to pracą, a dopiero po pracy wyruszyłam na zakupy, bo na liście do kupienia miałam kilka rzeczy. Te kilka rzeczy, mieszczące się swobodnie w jednej materiałowej reklamówce kosztowały mnie.... 66,39 zł. Całkiem sporo jak na moje założenie 600 zł na 30 dni. Ponad 10% całego budżetu za jednym razem. A co takiego kupiłam? Same burżujstwa ;)

5,79 zł - ibuprom, bo nadal walczę z przeziębieniem. Przydałoby mi się wyleżeć w łóżku, ale cóż... Urlopu nikt mi nie chce dać, bo braki kadrowe ;)
2,99 zł - kanapka kupiona z powodu iście wilczego głodu. Ostatnie godziny pracy były dla mnie tak dramatyczne, że jeszcze trochę a zaczęłabym patrzyć na klientów jak na mięso. Na taki głód nie pomoże żadne danio czy inne coś. Dopadłam więc kanapkę, bo gdybym taka głodna poszła na zakupy to pewnie skończyłabym z jeszcze większym długiem na koncie ;) A skoro wspomniałam o serkach danio to...
2,90 zł - dwa serki danio. Uwielbiam je....
5,99 zł - morele suszon…

Optymistyczne spojrzenie na luty

Po styczniowych finansowych przebojach mam naprawdę dosyć pieniędzy. Gdyby tak się dało oddałabym komuś cały mój majątek i niech za mnie nim rządzi, dogląda i zajmie się tym wszystkim, co udało mi się tak bardzo spieprzyć w ostatnich miesiącach. W ciągu ostatnich 20 dni wielokrotnie łapał mnie dołek i beznadzieja. Niespodziewane wydatki dawały po kieszeni raz za razem, a że nie posiadam żadnych oszczędności, to zadłużyłam się jeszcze bardziej. Z 3375 zł mam obecnie do spłacenia 4175 zł, czyli spadłam w dół o kolejne 800 zł. A było już tak dobrze. Nie ukrywam, bardzo cieszyło mnie to 3375 zł, którymi chwaliłam się jakiś czas temu. Byłam z siebie dumna, że idzie mi tak dobrze. Teraz już trochę ochłonęłam. Odpuściłam czarne myśli i staram się patrzyć na luty optymistycznie. Mogłabym tym wszystkim rzucić w pizdu i w ogóle nie myśleć o tym co dalej, ale nie chcę tak. Obiecałam sobie, że pozbędę się długów jak najszybciej i jakieś tam potknięcia, nawet kosztowne, mnie nie zniechęcą. Bo w k…

Styczeń finansową porażką

Styczeń zaczął się naprawdę dobrze, a po krótkim czasie okazał się finansową klapą.  Machnęłam się w pracy na ponad 200 złotych i musiałam to manko pokryć z własnej kieszeni. Sporo chorowałam i mam kiepskie wyniki badań. Dodatkowo spadło na mnie dużo problemów i stresu w pracy. Moje zadłużenie wzrosło, a koszmarny humor i nastrój zrekompensowałam sobie zakupami. 
Nadal próbuję złapać dystans do styczniowych zawirowań. Przestać wkurzać się na siebie i sytuację w pracy. Odetchnąć, wziąć głęboki i zaakceptować obecną sytuację. Z tą akceptacją idzie mi ciężko. Trochę mi się oberwało w ostatnich dniach od życia i pozwoliłam na to, że własna praca za bardzo rusza mnie po godzinach, kiedy w ogóle nie powinnam się nią martwić. 
Wkurzam się, po prostu się wkurzam niesłownością i fałszem ludzi. Brakiem odwagi do rozpoczęcia i dokończenia tematu. Obiecano mi zmianę miejsca pracy na takie, do którego nie musiałabym dojeżdżać. Cieszyłam się, bo to zawsze ponad 100 zł/msc w kieszeni.  I co? I dupa…

Moja walka z długami cz. IV

Muszę się pochwalić, że jestem do przodu o jeden spłacony kredyt. Jeszcze w Wigilię moje zobowiązania przedstawiały się w sposób opisany tutaj. Aktualnie pozbyłam się najniższego zobowiązania i nadpłaciłam jeden z trzech pozostałych kredytów. Pojawienie się dodatkowych środków na koncie bardzo mi pomogło i nie ukrywam, że mocno odetchnęłam wiedząc, że mogę szybciej spłacić kredyty bez odmawiania sobie całej masy rzeczy. 
Jak więc obecnie wyglądają moje zobowiązania kredytowe?
1. 70 zł/ msc - raty za telefon i mp4
2. Trzy kredyty do spłaty na łączną kwotę: 3375 zł 
I.  Kwota pozostała do spłaty: 900 zł  Wysokość raty: 60,74 zł 

II. Kwota pozostała do spłaty: 1020,68 zł Wysokość raty: 60,80 zł

III. Kwota pozostała do spłaty: 1457,14 zł Wysokość raty: 86,80 zł

Kredyty podałam w kolejności w jakiej zamierzam je  nadpłacać. Na nadpłaty zamierzam przeznaczyć wszystkie dodatkowe pieniądze, które wpadną mi w łapki, pod warunkiem, że nie pojawi się żaden nagły wydatek. Ponadto co miesiąc kwotę p…

W dniu wypłaty

10 dzień każdego miesiąca jest dla mnie momentem, który determinujebudżet do kolejnej wypłaty. Najpóźniej do dziesiątego na moim koncie ma pojawić się wynagrodzenie, a dokładnie dziesiątego następuje seria przelewów z mojego konta. Opłacone zostają raty kredytów, internet, raty za zakupiony sprzęt. Najczęściej kupuję też w tym okresie kocie jedzenie, a później uzupełniam ewentualne braki. Przyznaję, że mimo znacznego ubytku funduszy z konta, naprawdę lubię to, że wszystkie stałe wydatki skupione są w jednym dniu. Pozwala mi to w pełni skupić się na wydatkach bieżących bez stresu, że jakiś rachunek nie został opłacony. Niby drobiazg, ale jaki to daje komfort! 
Dzisiejszy dzień naprawdę miło mnie zaskoczył. Otrzymałam wynagrodzenie w szalonej kwocie 1550 zł, a dodatkowo na moim koncie pojawiło się 450 zł zwrotu od przyjaciela. Jakiś czas temu pożyczyłam mu pieniądze i akurat dzisiaj miał mi z czego oddać i oddał. Łącznie moje konto zasiliło 2000 zł. Szału nie ma, ale w chwili obecnej m…

Z czego rezygnuję w tym kwartale?

Daleka jestem od snucia idealistycznych całorocznych planów. Za słaba jestem w tym temacie, żeby tak beztrosko rzucać sobie wyzwania na tak długi okres czasu. Trzy miesiące wydają mi się w kwestii oszczędzania optymalnym okresem, który jako tako mogę przewidzieć. Wiadomo, że jak coś się zawali to konkretnie popłynę, ale nie mam wpływu na zdarzenia nieprzewidziane. Mam wpływ na swoje decyzje. A skoro mam wpływ, mogę sobie coś narzuć na czas od teraz do 31.03.2018 roku. Nie będą to jakieś karkołomne rezygnacje, które znacząco zmienią moje życie. Są to raczej rzeczy z życia codziennego, których eliminacja da mi dodatkowe oszczędności i pomoże jasno określić co zamierzam kupować, a czego zdecydowanie nie. Z czego zatem rezygnuję do końca marca?
1. Rezygnuję z kupowania ubrań, o czym szerzej pisałam tutaj.
2. Rezygnuję z wizyt u fryzjera. I tak rzadko kiedy jestem zadowolona, a nadgorliwe fryzjerki skutecznie cięcie po cięciu oddalają mnie od wymarzonej długości włosów. Zainwestowałam więc …

Moje wydatki z ostatnich 5 dni cz. VI

Pierwsze zestawienie w tym miesiącu, czyli początek kolejnego etapu wyzwania 30 dni za 600 złotych. W grudniu poszło mi zaskakująco dobrze. Wydałam 455,06 zł + 18,30 zł za rajstopy + 5,60 zł za słonecznik i batony + 3,49 zł na czekoladę + 3,99 zł na vip dostęp do platformy z filami, żebyśmy mogli pooglądać sobie z rodzinką, czyli w ciągu 30 dni wydałam.... 486,44 zł! 
Uważam to za prawdziwy sukces, mimo że pod koniec miesiąca złapał mnie niezły dół z powodu rezygnacji z kilku sylwestrowych wyjazdów. Okazało się jednak, że na miejscu również da się spędzić niezapomnianą noc. Ponownie potwierdziło się, że nieważne gdzie, ważne z kim. 
Ogromnym zaskoczeniem było dla mnie to, że niezwykle wiele osób pamięta o mojej życzliwości przy pokrywaniu rachunków za alkohol i kiedy to na mnie nadeszły chude miesiące, mam nadzieję, że nie lata, i wprost przyznałam się, że jestem bez kasy, to tu mi ktoś coś postawił, to tam. Bez najmniejszego problemu. Może z wyjątkiem tego w mojej głowie - dumy. Czu…

Podsumowanie pierwszego etapu wyzwania

Wyzwanie 30 dni za 600 złotych rozpoczęłam dosyć spontanicznie, chociaż zbierałam się do niego od pewnego czasu. W pewnym momencie po prostu zaczęła mnie uwierać myśl, że na własne życzenie zawiązałam się długami na długie miesiące. Ok, pożyłam sobie w ten czas co nie miara, ogarnęłam kilka ważnych wydatków, na które brakowało mi pieniędzy, było miło i przyjemnie, ale wszystko co dobre i na kredyt kiedyś się kończy. Aktualnie czeka mnie dość długi czas spłacania długów, zaciskania pasa, życia bez oszczędności i liczenia na to, że nic złego się przez ten czas nie stanie. Konieczność spłacania kredytu i brak oszczędności to bardzo niekomfortowa sytuacja. Sytuacja, w której nie jestem wolna, bo moje decyzje finansowe są zablokowane z jednej strony ogromnym minusem, a z drugiej strony wielkim zerem. Nieźle się przyblokowałam tymi kredytami. Przykro mi, że na długie miesiące pozbawiłam się wolności i swobody podejmowania decyzji co zrobię ze swoimi pieniędzmi. Mogę jedynie wybierać pomiędz…

Plan wydatków na styczeń

Witam Was w nowym roku i mam nadzieję, że 2018 będzie dla Was rokiem wspaniałym i szczęśliwym. Dla mnie z pewnością będzie rokiem bardzo trudnym, ponieważ postanowiłam, że przed upływem 365 dni pozbędę się całego mojego zadłużenia. Nie zostało mi go jakoś dużo, bo z 6100 zł zrobiło się 4300 zł, więc nie jest to jakiś gigantyczny kredyt. Chciałabym jednak pozbyć się tego minusu możliwie jak najszybciej, odłożyć trochę pieniędzy i zmienić pracę na lepszą. Lepszą pod kilkoma względami, nie tylko pod względem finansowym, ale myślę, że jeszcze o tym napiszę w osobnym poście. Póki co zajmę się rozpisaniem budżetu na styczeń, według tego planu i mam nadzieję, że pójdzie mi lepiej niż w listopadzie i grudniu, kiedy to moje budżety rozjechały się w tempie ekspresowym, ale jak to pisał Michał Szafrański - nawet państwom budżety się rozjeżdżają ;) 
Nowy Rok przywitałam z zawrotną kwotą 120 złotych na koncie. Za kilka dni dostanę wypłatę i mam nadzieję, że będzie to więcej niż 1500 zł, bo założy…

Moje wydatki z 2017 roku

Jakiś czas temu pokazywałam Wam dokładny spis wydatków z 12 miesięcy, kiedy to postanowiłam rozpisać każdy jeden wydatek, jaki poniosłam w ciągu 365 dni. Spis obejmował okres od 1.06.2016 roku do 30.05.2017 roku. A co było później? Później miałam problem z telefonem, zmieniałam, wymieniałam, odsyłałam, następnie zmieniłam aplikacje do notowania wydatków i w końcu wyszło tak, że przestałam spisywać wydatki z podziałem na kategorie, bo czułam się zdemotywowana faktem, że brakuje mi w tym zestawieniu 3 miesięcy, przez co będzie ono niekompletne. Zdecydowałam się na nowo korzystać z aplikacji od 1 stycznia i rzetelnie zapisywać każdy jeden wydatek jednocześnie kontynuując wyzwanie 30 dni za 600 zł i starając się zmieścić z wydatkami bieżącymi w kwocie 600 zł.
Te zawirowania z telefonem i aplikacjami oraz uzupełnianiem pliku na komputerze zaowocowały tym, że pierwsze 5 miesięcy 2017 roku mam rozpisane co do złotówki z podziałem na kategorie. A pozostałe miesiące analizuje na podstawie pro…