30 dni za 600 złotych



Kobieta 25 lat. Praca na etacie. Najniższa krajowa + okazjonalnie niewielka premia. Mieszkam z rodziną. Spłacam kredyt, telefon i mp4 na raty, płacę za internet i abonament, płacę za wyżywienie i weterynarza moich zwierząt oraz za swoje jedzenie, rozrywkę, kosmetyki, ubrania i zachcianki.  Chciałabym szybciej pozbyć się kredytów, zaoszczędzić co nieco, żeby móc w spokoju zmienić pracę na lepszą, zacząć studia i wynieść się na swoje. Wymyśliłam sobie, że spróbuję przez kilka miesięcy żyć za 600 zł miesięcznie, czyli 100 złotych na 5 dni.  Mniej więcej tyle zostaje mi po opłaceniu moich stałych zobowiązań, a nadwyżki chciałabym przeznaczyć na zbliżenie się do wolności finansowej, czyli pozbycia się kredytów oraz zbudowanie funduszu awaryjnego w wysokości około 2000 zł.

Komentarze

  1. Hej,
    W tym wieku pewnie myślisz o wyniesieniu się od rodziców, więc powinnaś zdecydowanie zweryfikować swoje cele finansowe. Mam dokładnie tyle samo lat, od 4 lat mieszkam sam i wiem, że koszta samodzielnego utrzymania to zdecydowanie inna historia. Jako priorytet powinnaś ustawić zmianę pracy na lepiej płatną. Moim zdaniem te 2000 zł nie za wiele Ci pomoże. Pierwsze lepsze kłopoty i już trzeba będzie ruszać te pieniądze. Zatem pierwszy krok - zmiany pracy. Nie masz odpowiednich kwalifikacji, umiejetności? Pieniądze które oszczędzisz wydaj na kurs, szkolenie, cokolwiek zamiast odkładać te 2000 zł. Ja wiem, że wszyscy ludzie zajmujący się finansami osobistymi doradzają taki fundusz awaryjny, jednak w Twojej sytuacji rozwój kompetencji i zwiększanie zarobków to jedyna droga. Żadne oszczędzenie 500, 600 czy 1000 złotych tego nie zmieni. I pozbądź się tego kredytu! Nie odkładaj tych 2000 zł tylko wywal ten kredyt.
    Powodzenia! Zaglądnę za jakiś czas aby sprawdzić jak Ci idzie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kredyt stanowi aktualnie mój priorytet w kwestii finansowej ;) Dopiero potem zajmę się oszczędzaniem, bo kredyt mocno mnie uwiera i pochłania pieniądze, które mogłabym wydać na coś, co faktycznie by mi się przydało w dłuższej perspektywie czasu. Np. pewne studia albo kurs, o którym od pewnego czasu myślę, a brakuje mi na niego pieniędzy. Póki co zamiast płatnych kursów wybieram bezpłatną naukę angielskiego i włoskiego w domu, bo internet to świetne źródło wiedzy ;)

      Usuń
    2. Zatem wszystko jest w porządku. Nauka dodatkowych języków zawsze jest w cenie. Tylko pamiętaj aby poświęcać czas i energie na naukę umiejętności które realnie poprawią Twoją sytuację zawodową, mówiąc wprost: zwiększą Twoje zarobki. ;)
      Sam nauczyłem się, że faktycznie bardzo dużo wiedzy jest łatwo dostępnej w internecie, jednak czasem warto zapłacić aby potem mieć więcej. Czysta definicja inwestowania.
      Trzymam kciuki. ;)

      Usuń
    3. Wydaje mi się że pracowanie za 1.500 zł miesięcznie na rękę to jakieś nieporozumienie. Obecnie tak brakuje rąk do pracy, że z pocałowaniem ręki w każdym Lidlu czy na stacji benzynowej zarobisz minimum 2.000 zł na rękę, a jak dobrze poszukasz to będziesz miała 3.000 zł na rękę miesięcznie. Rozejrzyj się, amazon, lidle, biedronki, wszędzie szukają do pracy!

      Usuń
    4. Wierz mi, rozglądam się i wysyłam CV. Wcale nie jest tak kolorowo jak zewsząd każdy próbuje mi wmówić. Poza nową pracą samą w sobie liczy się też jej odległość ode mnie od domu, godziny pracy, dojazd. Amazon jest super, ale co z tego, skoro mam do niego beznadziejny dojazd? Pieniądze nie są w pracy najważniejsze. A zmiana pracy na wariata w sytuacji, kiedy obowiązuje mnie miesięczny okres wypowiedzenia i nie mam grosza oszczędności na czas bez pracy, nie jest dla mnie ciekawa opcją. Niestety nie jest u nas powszechne aby podpisywać umowy przedwstępne, a randka w ciemno to dla mnie za dużo ryzyko w tej chwili.

      P.S. bardzo nie podoba mi się to, że ton Twoich wiadomości pod moimi postami jest tak pełen wyższości i pretensjonalności.
      Gdzieś w życiu popełniłam błąd, ok. Zdarza się każdemu. A teraz staram się ruszyć naprzód w swoim tempie. Nie jest to powód do wywyższania się na moim tle. Można doradzić, ok. Super. Ale nie w taki pretensjonalny sposób.

      Usuń
    5. Nie wiem gdzie mieszkasz, ale z tego co słyszałem, to Biedronka ostatnio podniosła płace do chyba 3600 brutto (wliczając premię za frekwencję w pracy ~400-500 PLN chyba), a Biedronki są praktycznie wszędzie. Jeśli w Biedronce w twojej okolicy faktycznie nie mogą znaleźć ludzi, to podpisanie umowy o pracę zaczynającej się np. za 1 miesiąc lub 1 miesiąc i kilka dni (żebyś mogła rozstać się z obecnym pracodawcą) nie powinno być dużym problemem. Oczywiście wszystko kwestią negocjacji z kierownictwem i ich podejścia do tego.
      Wtedy nie będziesz miała żadnego okresu bez pracy. Pracodawca może zwolnić cię z obowiązku wykonywania pracy w okresie wypowiedzenia ale nie może nie wypłacić ci wynagrodzenia za ten okres, więc jesteś kryta.
      Większa pensja od razu pozwoli szybciej uporać się z kredytami itp.
      Zgodnie z radami Michała Szafrańskiego: najlepszy sposób na oszczędzanie, to zwiększanie zarobków (najlepiej jak najszybciej :) ).
      Powodzenia!

      Usuń
    6. Nie przepadam za biedronkami. Nie kupuję w nich i unikam ich, ponieważ ten sklep mocno kojarzy mi się z wyzyskiem. Masa biedronek czynna w mojej okolicy od 6 do 23. Kilka kobitek na cały sklep + obsługę kas. To zdecydowanie nie jest miejsce, w którym chciałabym pracować, nawet jeśli moje zarobki byłyby większe niż obecnie. Dodatkowo od wielu osób dochodzą mnie słuchy, że te zarobki podawane do informacji publicznych to tylko marketing.
      Gdybym miała zamienić obecną pracę na sklep, to na pewno nie byłaby biedronka. Może Tesco albo Kaufland. W każdym razie nie biedronka ;) Na biedronkę zdecyduję się w ostateczności ;)

      Usuń
  2. Odniosę się do kwestii zmiany pracy. Uważam, że nie ma nic złego w tym, aby na początku drogi zawodowej pracować za niską pensję, jeśli ta praca daje doświadczenie, które w dalszej perspektywie pozwoli dostać lepsze stanowisko. Sama jestem w takiej sytuacji: tuż po studiach zaproponowano mi pracę w zawodzie, ale na kiepskich warunkach finansowych i na "śmieciówce". Przyjęłam ją i trzy lata później jestem w tej samej firmie, na umowie na czas nieokreślony, za dwukrotnie większe pieniądze niż na początku. Powoli rozważam już zmianę pracy na jeszcze lepszą i wiem, że mogę ją dostać, bo mam doświadczenie w swoim zawodzie i wciąż się rozwijam. Gdybym wtedy wybrała np. pracę w sklepie skuszona lepszymi zarobkami, to "utknełabym" w tym sklepie i dziś nawet nie marzyłabym o lepszej pracy. Wyższe pieniądze na początek byłby tylko pozornie lepszym wyborem. Nie wiem czy Autorka bloga jest w podobnej sytuacji, ale apeluję do innych komentujących- nie zawsze rada typu "idz do Biedry, tam dużo zarobisz" jest radą dobrą!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Bardzo dziękuję za Twój komentarz ;)