Moje wydatki z 2017 roku


Jakiś czas temu pokazywałam Wam dokładny spis wydatków z 12 miesięcy, kiedy to postanowiłam rozpisać każdy jeden wydatek, jaki poniosłam w ciągu 365 dni. Spis obejmował okres od 1.06.2016 roku do 30.05.2017 roku. A co było później? Później miałam problem z telefonem, zmieniałam, wymieniałam, odsyłałam, następnie zmieniłam aplikacje do notowania wydatków i w końcu wyszło tak, że przestałam spisywać wydatki z podziałem na kategorie, bo czułam się zdemotywowana faktem, że brakuje mi w tym zestawieniu 3 miesięcy, przez co będzie ono niekompletne. Zdecydowałam się na nowo korzystać z aplikacji od 1 stycznia i rzetelnie zapisywać każdy jeden wydatek jednocześnie kontynuując wyzwanie 30 dni za 600 zł i starając się zmieścić z wydatkami bieżącymi w kwocie 600 zł.

Te zawirowania z telefonem i aplikacjami oraz uzupełnianiem pliku na komputerze zaowocowały tym, że pierwsze 5 miesięcy 2017 roku mam rozpisane co do złotówki z podziałem na kategorie. A pozostałe miesiące analizuje na podstawie prostego budżetu z mojego banku, który pokazuje gdzie powędrowały pieniądze z moich transakcji kartą. To gdzie powędrowała gotówka nadal pozostaje ogromną zagadką. Większe wydatki kojarzę, ale gdzie trafiła reszta? Autentycznie nie mam pojęcia. Rozeszła się gdzieś w międzyczasie, dlatego też postanowiłam, że rezygnuję z płacenia gotówką. U mnie się to zwyczajnie nie sprawdza. Frustruję się potem za każdym razem gdy jest rozbieżność pomiędzy kwotą z paragonów, a pozostałą kwotą w portfelu, bo nie mam aż tak dobrej pamięci i nie wiem czy jednak na coś wydałam, czy może ktoś mi źle wydał resztę. To nie dla mnie. Wolę transakcje kartą. 

Pozwolę więc sobie podzielić rok 2017 na dwa okresy - styczeń - maj oraz czerwiec grudzień. Będą różne kategorie, kwota nie będzie dokładna, ale orientacyjnie da to jakieś pojęcie co i gdzie powędrowało. 

Styczeń - Maj
1. Jedzenie Dom - czyli jedzenie kupowane stricte do domu - 1262 zł 
2. Jedzenie Praca - czyli jedzenie, głównie śmieciowe, kupowane w czasie pracy - 281 zł
3. Słodycze - 203 zł 
4. Chemia - 114 zł
5. Kosmetyki - 569 zł
6. Ubrania - 1326 zł
7. Zdrowie - 374 zł
8. Czas wolny - 449 zł
9. Prezenty - 367 zł
10. Transport - 583 zł
11. Dom - czyli wszelkie zrzuty na jakieś większe wydatki w domu - 304 zł 
12. Koty - 1240 zł
13. Inne - 54 zł
14. Telefon + internet - 661 zł 

Jak widać pierwsze 5 miesięcy 2017 roku to wydatki w kwocie 7787 zł, co na miesiąc daje 1557,4 zł. 

Jaki % stanowiły wydatki na poszczególne kategorie w okresie pierwszych 5 miesięcy? 

Jedzenie dom 16% 
Jedzenie praca niecałe 4% 
Słodycze niecałe 3 %
Chemia 1,5% 
Kosmetyki 7% 
Ubrania 17%, ale było to czas, kiedy kupowałam kurtkę zimową i dwie kurtki na wiosnę/jesień, więc podbiło to znacząco wydatki w tej kategorii
Zdrowie 4,8%
Czas wolny 5,8%
Prezenty 4,7 %
Transport 7,5%
Dom 4%
Koty 16% 
Inne <1%
Telefon + internet 8,4%

Na czerwono zaznaczyłam kategorie, w których skupia się więcej niż 10% moich wydatków. O ile wszelkie spożywcze dom oraz wydatki na koty nie będą znacząco obcinane, o tyle wydatki na ubrania będą w 2018 roku będą mocno obcinane. Niestety już teraz wiem, że w 2018 roku, z powodu utraty zniżek studenckich, koszty transportu obejmą kwotę ponad 1400 zł/rok. Spora kwota.

I to tyle jeśli chodzi o szczegółowe zapisy. Dalsze miesiące nie były w żaden sposób spisywane, dlatego też nie pozostaje mi nic innego jak roku 2017 podsumować na podstawie wydatków z mojego konta bankowego. Część transakcji pozmieniałam tak, aby bardziej były bardziej dopasowane do tematyki kategorii, jednak nadal to podsumowanie jest zwyczajnie zbyt ogólne jak na moje potrzeby. Wiem tylko orientacyjnie gdzie powędrowały moje wirtualne złotówki i brakuje mi takiego spisu jak ten powyżej, żeby łatwo wychwycić wydatki zbędne. Poprawię się jednak w 2018 roku i liczę na to, że uda mi się być systematyczną i skrupulatną. 

A jakie kategorie mam w swoim koncie bankowym?

Wydatki podstawowe - trafia tam cała spożywka oraz każdy zakup robiony w sklepach wielkopowierzchniowych. Niby ok, ale ile dokładnie poszło na antygrypy kupowane w markecie, ile na spożywkę, ile na słodycze, ile na chemię i artykuły higieniczne, nie wiem tego, a nie mam w sobie aż takiego samozaparcia, żeby wertować każdą jedną transakcję  i wpisywać do odpowiedniej kolumny. Szkoda mi na to po prostu czasu w tym momencie. Przeboleję więc bardzo ogólne kategorię i dokładne zapisywanie zastosuję już do wydatków z 2018 roku. A póki co wydatki podstawowe to 4138,30 zł.

Dom i rachunki - kategoria, do której trafiają wydatki na koty, rachunki za internet, telefon, abonament, transakcje allegro, przelewy na inne konta. Ogólnie od sasa do lasa ta kategoria. Coś tam niby można z tego wyczytać, bo kwota 4880 zł zawiera w sobie ogromny % wydatków na koty plus moje stałe koszty, czyli opłaty za internet i telefon, ale sami rozumiecie, że to za mało, żeby znaleźć przecieki i dziury, którymi uciekają pieniądze potrzebne na spłatę kredytów i budowanie poduszki finansowej. 

Odzież i obuwie - kosztowała mnie 2034 zł. Jeśli dobrze pamiętam, to nie zdarzyło mi się w tym roku płacić ani za ubrania, ani za buty gotówką. Oczywiście mogę się mylić, bo pamięć zawodna jest. Jeśli jednak się nie mylę i faktycznie wydałam tą kwotę, to spośród tych 2034 zł tylko kilka złotych wydałam na coś nietrafionego, co było zakupem z SH. Rzeczy nowe, na które w tym roku pieniądze były mi absolutnie niezbędne, bo były to niezbędne buty, dwie ocieplane kurtki na jesień oraz jedna puchowa kurtka na zimę plus botki konieczne do noszenia sukienek, gdyż nie miałam żadnego pasującego obuwia, a czarne botki były prawdziwą rewolucją w mojej szafie. Nagle okazało się, że w ulubionych sukienkach mogę chodzić codziennie. Ile wydam na ubrania w 2018 roku? Zobaczymy. Na pewno zamierzam zrobić sobie listę potrzebnych rzeczy, a póki co detoks

Zdrowie i uroda - 1609 zł. Podejrzewam, że więcej w tej kategorii jest urody niż zdrowia i chciałabym te wydatki ograniczyć. Przykre jest jednak to, że byle przeziębienie to wydatki. Ostatnio wydałam ponad 30 zł na ibuprom, maść rozgrzewającą i tabletki do ssania na gardło. I to w podobno taniej aptece. 

Rozrywka i podróże - 1259 zł. Najbardziej niemiarodajna spośród wszystkich kategorii. Doskonale pamiętam, że przez spory okres czasu płaciłam za tego typu wydatki gotówką i że były to naprawdę wysokie kwotowy. Jakie? Nie mam pojęcia. Naprawdę. Na pewno było 1259 zł płatności kartą plus mnóstwo gotówki. Ale przynajmniej wiem, która kategoria pochłonęła najwięcej pieniędzy. 

Nie analizowałam w tym zestawieniu wypłat gotówkowych, ponieważ zdarza mi się wielokrotnie wypłacać dla kogoś z rodziny pieniądze w bankomacie, bo mam go zaraz obok pracy i szczerze mówiąc nie wiem, która wypłata była moja, a która dla kogoś.

Nie analizuję również kategorii finanse, gdzie trafiają prowizje od pożyczek, raty i nadpłaty, bo, pomijając nadpłaty, są to dla mnie wydatki konieczne, na które nie mam wpływu i z kwotą tych transakcji nic nie mogę zrobić. Po prostu są. 

Ile tego razem wyszło? Wyszło sporo. Rok 2017 tylko z transakcji bezgotówkowych pochłonął z mojego konta - 13914,30 zł + niewiadoma ilość gotówki + wydatki na kredyty. 
A ja się dziwię, że w tak niedokładnym i nieszczelnym budżecie umykają mi wydatki ;))

Jak to wygląda procentowo, jeśli za podstawę wezmę 13 915 zł?
29,7% wydatki podstawowe 
35% dom i rachunki
14,6% odzież i obuwie
11,6% zdrowie i uroda
9% rozrywka i podróże

Jak widać nie jest to obszerny zbiór danych, dlatego też zainstalowałam sobie w telefonie aplikację do spisywania wydatków i w 2018 będę dokładnie działać w tej kwestii. Mam też bloga, na którym spisuję wszystkie swoje wydatki, więc nic mi nie umknie ;) Szczególnie, że skoro w 12 miesięcy szczegółowego spisywania wydatków wydałam więcej niż 18 tysięcy zł, a tutaj tylko 13 tysięcy, przy czym wydawałam naprawdę znacznie więcej niż w ubiegłym roku, to nadal brakuje mi informacji, gdzie powędrowało kilka tysięcy złotych w gotówce... 

Zestawienie zostało sporządzone z danych na dzień 29.12.17r. Zapewne do wydatków wpadnie mi jeszcze jakaś spożywka, bo wybieram się jutro na zakupy oraz zakup nowych rajstop z okazji imprezy Sylwestrowej. Nie są to jednak kwoty znaczące dla tego ogólnego zestawienia i pojawią się dopiero w podsumowaniu wydatków z grudnia. Mam nadzieję, że w tym morzu nieścisłości wybaczycie mi jeszcze jedną lukę ;))

Szczęśliwego Nowego Roku dla każdego z Was! 

A w przyszłym roku zapraszam Was do mnie na: 

* Kolejne etapy wyzwania 30 dni za 600 zł
* Walkę z długami + informację skąd wzięły się moje długi
* Budżety miesięczne i planowanie wydatków
* Dokładny spis wydatków na moje koty , bo w tym roku mam w planach zmieścić kocie wydatki na poziomie 240 zł/msc a to duże wyzwanie
* Wyjaśnienie, dlaczego nie płacę i nie będę płacić gotówką
* Recenzję kursu Pokonaj Swoje Długi autorstwa Michała Szafrańskiego
* Kolejne wnioski i refleksje z czasu świadomego ograniczania się
* Zmianę w wydatkach singielki i kobiety w związku
+ wiele, wiele innych

Do zobaczenia w 2018! 


Moje wnioski po niemal miesiącu wyzwania


Wyzwanie 30 dni za 600 zł podjęłam z myślą o ograniczeniu wydatków na sprawy bieżące oraz codzienne. Postanowiłam ograniczyć się kwotą 100 zł na 5 dni, aby zapanować nad beztroskim wydawaniem pieniędzy na sztucznie wykreowane potrzeby oraz zaoszczędzone w ten sposób pieniądze przeznaczyć na szybszą spłatę zadłużenia w wysokości ponad 4000 zł. Właśnie zakończyłam pierwsze 30 dni wyzwania i postanowiłam podzielić się z Wami moimi wnioskami z minionych kilku tygodni.

1. Pomyliłam się w budżecie
I to już na samym początku, bo źle określiłam kwotę przeznaczoną na spłatę kredytów. Miało być 540, a ja wpisałam 300 zł i z myślą o tej kwocie ułożyłam budżet. Budżet rozjechał się niemal od razu po tym jak z mojego konta zniknęły pieniądze na raty kredytów, a ja zrozumiałam jak bardzo się pomyliłam. Nagle okazało się, że z idealnego budżetu, w którym wszystko uwzględniłam, muszę wyłuskać ekstra 240 zł. Ta świadomość mocno mnie zabolała, dlatego też planując budżet na styczeń wszystko sprawdzę dokładniej i najlepiej kilka razy, żebym nie miała ponownie takiej wpadki.

2. Przyłapałam się na izolowaniu 
Kiedy zorientowałam się, że przegapiłam te 240 zł, musiałam je skądś wziąć. Padło oczywiście na rozrywkę, na którą w planie przeznaczyłam 100 zł. Brak pieniędzy na wyjścia gdziekolwiek oraz brzydka pogoda spowodowały, że dość mocno zaczęłam się izolować i kontakt ze znajomymi ograniczyłam do tego wirtualnego. Nie podobało mi się to. Wiele razy musiałam odmówić spotkania właśnie przez to, że z założenia było ono w jakiejś knajpce albo barze, co wiązało się z wydaniem pieniędzy. Nie było to dla mnie komfortowe, bo planowałam ograniczenie wyjść ze znajomymi, a nie redukcję spotkać do zera, a raczej do jednego, bo na jedno się wybrałam. 

3. Zszokowała mnie ilość magazynowanego przez nas jedzenia
Zachęciłam całą moją rodzinę do opróżnienie lodówki, szafek i zamrażarki z jedzenia przed świętami i wykorzystania tego, co mamy. Wszyscy byliśmy w szoku ile mamy pochowane po szafach. Sporo kasz, ryżu, masa makaronu, tony mrożonych warzyw i owoców, mięso, ryby, pieczarki, zamrożone porcje sosów i gulaszu. Do czasu świąt wydaliśmy naprawdę grosze na jedzenie. Tyle co na chleb i rzeczy do kanapek do pracy, ewentualnie jakieś drobiazgi. Zostało nam sporo pieniędzy, czyściutka lodówka, którą żal było zapychać, więc na święta kupiliśmy niewiele i postanowienie, żeby przestać gromadzić na zapas. Super doświadczenie. 

4. Za szybko i za dużo
Czyli o nadpłacie kredytów. Wiadomo, chciałabym już mieć to z głowy, więc nadpłacałam drobnymi kwotami tak często, że w pewnym momencie zrozumiałam, że może mi zabraknąć na codzienne wydatki. Za bardzo zapaliłam się do szybkich efektów. W pewnym momencie na 3 tygodnie zostało mi 200 zł na koncie. Wyobrażałam sobie, że będzie nieciekawie, ale byłam zmotywowana dać sobie radę, mimo tej niewielkiej kwoty. Oczywiście moje własne szczęście mnie zadziwiło i przyjaciel postanowił oddać mi 470 zł, które pożyczyłam mu jakiś czas temu i które miał mi oddać po nowym roku. Zaskoczył mnie bardzo i ucieszył, bo mój napięty budżet odsapnął, a 70 zł powędrowało na nadpłatę jednego z kredytów. Standardowo u mnie - więcej szczęścia niż rozumu ;)

5. Większe skupienie podczas zakupów
Pamiętam jak postanowiłam uzupełnić zapas herbaty do pracy i standardowo skierowałam się po zielone liptony, ale widząc cenę 6,99 zł za pudełko postanowiłam wybrać coś innego i sięgnęłam po minutkę. Również jest dobra. Oszczędność kilku złotych ;) 

6. Głupio mi się przyznawać do niektórych moich wydatków
Nie ukrywam, że moim podstawowym postanowieniem przy pisaniu bloga jest uczciwość w spisywaniu wydatków, czyli nie ukrywam gdzie popłynęły moje pieniądze, nie wybielam, nie upycham ich do przyjemnych kategorii, żeby być lepiej odebraną. Czasem mam z tym spory problem. Było tak w momencie, kiedy musiałam przyznać się do wydania 60 zł na nożyczki do włosów i farbę. Długo kombinowałam czy nie ukryć tego pod ogólną nazwą prezenty, żeby zatuszować mój wydatek, ale ostatecznie zwyciężyło pierwotne postanowienie - szczerość. To naprawdę trudne, ale wierzę, że tylko 100% szczerości pozwoli mi na uporanie się z moimi problemami.

7. Walka z długami to rezygnacja
I to rezygnacja z wielu rzeczy w różnych kategoriach. Zaczyna się od drobiazgów typu wybór tańszej herbaty, rezygnacja z batonika, zwracanie uwagi na promocje, ograniczenie wypadów do barów, aż po... rezygnację z sylwestrowego wyjazdu w góry. Od lat marzyłam o takiej opcji - spędzić sylwestra w pięknych górach, wśród znajomych i przyjaciół. W tym roku wiele czynników złożyło się na to wydarzenie - genialna ekipa, ciekawe i dość tanie miejsce, świetny dojazd, mój idealny do wyjazdu grafik, ale... brak mi pieniędzy i musiałam zrezygnować. Zabolało. Naprawdę zabolało, mimo że to przecież skutek moich decyzji - zadłużyłam się, sporo pieniędzy po prostu się rozeszło, a teraz pozostał mi do spłacenia dług, a spłata długów wiąże się z rezygnacją i mam tego świadomość. To po prostu boli, kiedy raz po raz trzeba z czegoś rezygnować.

8. Nie mogę doczekać się wiosny i lata
Z niecierpliwością odliczam czas do ciepłych dni, kiedy życie towarzyskie jest tańsze. Knajpy zamieniamy na ogniska i wypady w plener. Sączenie piwa przy barze na spacery w słońcu i siedzenie nad rzeką. Jest milej i taniej. Nie trzeba pić kiepskiego piwa z kilkuset procentową przebitką, można po prostu cieszyć się życiem i naturą bez odmrażania tyłka ;)

9. Blog naprawdę pomaga
Początkowo moje wyzwanie miało być pisane do szuflady lub raczej do pliku na komputerze, bo uwielbiam pisać na klawiaturze, kartka to dla mnie za mało. Próbowałam i wychodziło mi różnie. Dopiero kiedy postanowiłam upublicznić moje zmagania, wydatki oraz wpływy na konto, poczułam, że to jest to - silna, zewnętrzna motywacja do tego, aby być szczerą, uczciwą i wytrwałą w dążeniu do wyznaczonego celu. Wierzcie mi, że zupełnie inaczej wydaje się pieniądze, kiedy wiem, że za kilka dni opublikuję posta z dokładnym zestawieniem gdzie mi ta kasa poszła. To bardzo mocno wpływa na nastawienie do wydawania pieniędzy.



Wydatki na koty miesiąc po miesiącu w 2017


W poprzednich tygodniach udostępniłam Wam informację, ile wydałam na moje koty w roku 2017. Kwota była, jest i będzie szokująca dla każdego, kto nie przywiązuje wagi do odpowiedniego żywienia i dbania o zwierzęta domowe. Osoby nieco bardziej zorientowane są świadome tego, że kota da się karmić dobrze zarówno taniej jak i drożej. To jaką półkę cenową wybierzemy, zależy tylko od naszych możliwości finansowych. Ważne jest to, żeby była to karma możliwie jak najlepsza w dostępnym dla nas przedziale cenowym. 

Osoby, które poszukują informacji na temat dobrych i bardzo dobrych karm suchych odsyłam do zestawienia przygotowanego przez Annę Szczepańską. To bardzo dobre zestawienie, które pozwoli Wam zwiększyć świadomość na temat karm suchych, ich składu i cen, oraz tego czy są to karmy polecane czy nie. Od siebie dodam tylko to, co powtarzam każdemu młodemu kociarzowi - zakupy przez internet zawsze wychodzą taniej. Mamy tam również możliwość szybkiego sprawdzenia, gdzie wybrana przez nas karma jest aktualnie najtańsza. W ciągu roku pozwala to zaoszczędzić spore kwoty, szczególnie w przypadku, kiedy tak jak ja, wybieracie większe opakowania, a zdarzają się sytuacje, kiedy różnica cen pomiędzy sklepami internetowymi to w danym momencie kilkadziesiąt złotych. U mnie sprawdza się to najbardziej przy zakupie karmy suchej. Większość moich kotów pochłania suche jedzenie bez wybrzydzania, więc spokojnie mogę zaopatrywać się w karmy suche w największych możliwych opakowaniach (w przeliczeniu na kg wychodzi najtaniej), robić zapasy i polować na korzystne promocje i obniżki, bo wiem, że karma zostanie zjedzona. Karma mokra to męka i gehenna, ponieważ egzemplarz jedzący jedynie jedzenie z puszek i saszetek stale wybrzydza. Poszukiwanie idealnej karmy generuje koszty, ale obecnie mamy 3, które mu smakują. Niestety dalej są to karmy z kategorii koci fast food 4% mięsa. Tylko takie mu podchodzą, ale walczymy dalej i nie poddajemy się. W końcu na pewno coś uda się zdziałać z jego plebejskim podniebieniem ;))

Tak jak pisałam w poście o koszcie utrzymania kota - na weterynarza wydaliśmy w minionym roku 900 zł,  na żwirek z allegro 160 zł, a wymiana siatki ochronnej kosztowała nas 350 zł. Na co więc poszła reszta pieniędzy wydanych w sklepie Telekarma oraz Zooplus?

Styczeń:
126,16 zł - karma mokra Cosma w puszkach po 400 g. Smak tuńczyk i kurczak. Karma całkiem przyzwoita. Przez pewien czas ulubiona karma niejadka. 
Aż do marca wykorzystywaliśmy zapasy zgromadzone przeze mnie pod koniec roku. Tak, mój szał zakupowy objął również wydatki na koty, co prawda nic się nie zmarnowały, bo przejadały karmę przez wiele tygodni, ale jednak nie czuję się dobrze, że zmagazynowałam zapas jedzenia na niemal 3 miesiące.

Marzec:
83,00 zł - karma mokra Cosma
149,80 zł - 10 kg karmy suchej Concept for a life

Kwiecień:
89,80 zł - karma mokra Cosma

Maj:
94,80 zł - karma mokra Felix 88 saszetek po 100 g
19,80 zł - zakup planu oszczędnościowego na okres 3 lat - do każdego zamówienia otrzymuję 3% zniżki naliczanej automatycznie
29,80 zł - karma mokra zoolove tuńczyk. Zoolove to karma ze sprzedaży której część dochodu zostaje przekazana na pomoc bezdomnym zwierzętom
24,80 zł - pakiet próbny karmy suchej Greenwoods Adult
25,60 zł - pakiety próbne karmy suchej feringa
25,60 zł - pakiet próbny karmy suchej Purizon
17,80 zł - pakiet próbny karmy suchej GranataPet
179,60 zł - Feliway dla kotów (u nas się zupełnie nie sprawdziło)

Czerwiec:
15,80 zł - karma mokra Animonda Carny Senior
34,80 zł - karma mokra Royal Canin Dgest Sensitive
34,80 zł - karma mokra Royal Canin Sterllised
24,80 zł - żwirek tigerino
114,80 zł - megapakiet próbny Zoolove
114,80 zł - megapakiet próbny Zoolove
39,80 zł - legowisko dla kota
199,80 zł - karma sucha Orijen 5,4 kg

Lipiec:
39,80 zł - nowa kuweta
29,80 zł - zabawka do drapania
12,80 zł - karma sucha Purizon 400 g
188,36 zł - karmy mokre Catz Finefood, Bozita, Porta 21, Royal Canin, Iams, Applaws - czyli początek intensywnego poszukiwania karmy mokrej

Siepień:
89,40 zł - karma mokra Catz Finefood
144,80 zł - karma sucha Purizon 6,5 kg

Wrzesień:
115,64 zł - karma mokra Catz Finefood różne rodzaje
115,64 zł - karma mokra Catz Finefood różne rodzaje
23,40 zł - żwirek Tigerino
84,80 zł - karma sucha Royal Canin 4 kg
55,80 zł - karma sucha Royal Canin 2 kg

Nadal nie potrafię sobie przypomnieć, co mnie podkusiło, żeby kupić Royal Canin w wersji suchej. Chodzi mi po głowie, że była to jakaś korzystna promocja, ale kompletnie nie przekonuje mnie ta karma w wersji suchej i cała pseudo weterynaryjna otoczka zbudowana wokół tej karmy, dlatego naprawdę nie potrafię zrozumieć jak mogłam dać się złapać na promocje karmy RC....

Październik:
139,80 zł - 10 kg karmy suchej Concept for a life (zwróćcie uwagę na różnicę cen w tym samym sklepie w styczniu i w październiku). Miałam jeszcze zniżki i plan rabatowy i w efekcie za 10 kg tej karmy zapłaciłam 122 zł, czyli 12,20 zł za kg.
149,20 zł - cała masa Felixów dla wybrzydzającego kota.
32,80 zł - karma mokra Concept for a life. Wybrzydzający na nie. Reszta kotów bardzo na tak.
46,80 zł - żwirek Tigerino 28l.

Listopad:
163,36 zł - karmy mokre do przetestowania - Porta 21, Cosma, Catz FineFood, Mac's Cat.
46,80 zł - żwirek Tigerino 23l
39,80 zł - X-mas Box pełen karm suchych i mokrych z różnych firm. Skusiłam się, żeby dać posmakować moim kotom różnych nowości.
93,20 zł - karmy mokre - fitmin cat for life, prevital, rasco, iams,

Grudzień:
140,84 zł - kolejne karmy mokre do przetestowania - Schmusy nature, Yarrah Bio, Mac's cat, GimCat Shiny Cat, Purina One, My Star, Stuzzy Cat, O'canis


*** ważne - kwota, która wyjdzie Wam po zliczeniu powyższych wydatków będzie różna od tego, co podałam w poście Ile kosztuje utrzymanie kota. Powodem jest to, że przy wypisywaniu powyższych cen nie uwzględniłam naliczanych przy zakupie rabatów i zniżek pojawiających się dopiero przy kwocie do zapłaty. 

Żeby było śmieszniej powtórzyła się sytuacja z końca 2016 roku, kiedy to zmagazynowałam niesamowite pokłady karmy suchej i mokrej dla moich kotów. Aktualnie sytuacja jest identyczna - mamy prawdziwą kocią spiżarnie i będziemy jeszcze długo długo korzystać ze zgromadzonych tam zapasów, a ja będę próbowała zapanować nad zakupoholizmem również w tej dziedzinie. Prawda jest taka, że ten worek z 10 kg karmy równie dobrze może leżeć w magazynie. Nie musi zajmować szafki w naszym domu, skoro i tak przez kilka najbliższych tygodni nie będzie nam potrzebny. Szczególnie, że mój plan wydatków na 2018 rok zakłada wydatki na koty na poziomie 240 zł/msc. W tej kwocie nie będzie miejsca na magazynowanie i zapasy.

Rozpisanie wydatków miesiąc po miesiącu i przyjrzenie się im, pokazało mi, że moje pieniądze na koty nie rozeszły się z powodów burżujskich karm suchych jak początkowo sądziłam, ale z powodu poszukiwania karmy, która pasowałaby wybrzydzającemu kociemu kawalerowi. Coś tam udało mi się dla niego znaleźć, resztę zjadły pozostałe moje koty, ewentualnie pies, którego dokarmiamy, więc nic spośród tych wydatków się nie zmarnowało. Dodatkowo nauczyło mnie to, na co mam zwracać uwagę w kolejnym roku. Wy również będziecie mieli okazje to zobaczyć, ponieważ postanowiłam, że będę publikowała na blogu zestawienia wydatków na koty z każdego kolejnego miesiąca.




Moja walka z długami cz. III



Część trzecia i ostatnia w tym roku, bo mój aktualny budżet nie pozwala mi na dalsze nadpłaty w 2017 roku. Jeśli jesteście ciekawi jak dokładnie szła mi walka z długami zajrzyjcie do TEGO i TEGO postu. 

Póki co pochwalę Wam się, że z kwoty 6100 zł zadłużenia, którą pochwaliłam Wam się w pierwszym poście serii Moja Walka z Długami zeszłam obecnie do kwoty 4400 zł. Uważam, że wynik jest naprawdę niesamowity. W zasypanie dołka zainwestowałam część swoich oszczędności, premię otrzymaną w pracy oraz zwrot pożyczki od znajomego. Z rat w wysokości 540 zł zeszłam na poziom 260 zł i w moim planie budżetu pojawiły się wolne środki. 

Nie ukrywam, że sporo zaryzykowałam wrzucając oszczędności, a raczej resztki kasy niewykorzystanej z wziętych kredytów, na nadpłacenie zobowiązań. Aktualnie nie posiadam żadnego zabezpieczenia w razie gdyby coś się stało. Mogę sobie ewentualnie wziąć kredyt w 10 minut w moim banku. Opcja taka sobie, ponieważ nie chcę się więcej zadłużać, ale zawsze stanowi jakąś deskę ratunku gdyby nastało jakieś wielkie W. A wiadomo - wielkie W lubi sytuacje, kiedy nie mamy oszczędności, nie jesteśmy w żaden sposób zabezpieczeni czy coś. Wielkie W dało mi już jednak w kość kilka lat temu i liczę na to, że dla równowagi będzie mnie omijać jeszcze przez jakiś czas.

Jak obecnie wyglądają moje zobowiązania kredytowe?

1. 70 zł/msc - raty za telefon i mp4. Będę je spłacać przez cały 2018 rok. 
2. Kredyt nr 1 - mój aktualny cel do nadpłacania
Kwota pozostała do spłaty - 701,47 zł
Wysokość raty  - 57,92 zł
Liczba pozostałych rat - 13
3. Kredyt nr 2
Kwota pozostała do spłaty - 1076,49 zł
Wysokość rat - 60,74 zł
Liczba pozostałych rat - 19
4. Kredyt nr 3 
Kwota pozostała do spłaty - 1077,54 zł
Wysokość raty - 60,80 zł
Liczba pozostałych rat - 19 
5. Kredyt nr 4 
Kwota pozostała do spłaty - 1538,30 zł
Wysokość raty - 86,80 zł
Liczba pozostałych rat - 19 

Najniższy kredyt jest aktualnie moim celem do nadpłacania. Chciałabym pozbyć się tych zobowiązań do końca 2018 roku, ale czy mi się uda? Zobaczymy jak to będzie. Przygotowałam sobie plan finansowy na kolejny rok, więc może będzie dobrze. Życzcie mi powodzenia. 

Póki co utrzymuję motywację i wspomagam się bezpłatnym kursem Pokonaj Swoje Długi stworzonym przez Michała Szafrańskiego.
Jeśli tylko macie trochę czasu, dostęp do internetu i potrzebujecie jakiegoś narzędzia do walki z długami - bardzo polecam. Aktualnie kończę pierwszy tydzień i czuję się dużo silniejsza oraz sporo poukładałam sobie w głowie.

Link do strony z kursem znajdziecie TUTAJ . Dajcie znać jak Wam się podoba i czy skorzystaliście :)




Moje wydatki z ostatnich 5 dni cz. V



Dzisiaj dopiero czwarty dzień wyzwania, ale wszystko na święta już mamy, nie planuję wychodzić do sklepu, a także kupować niczego przez internet, dlatego też mogę śmiało przygotować zestawienie wydatków. Już na wstępie muszę Wam powiedzieć, że nieźle popłynęłam. Dopadła mnie jesienna chandra i jakiś spadek samooceny, i zachciało mi się zmian. Zainwestowałam więc w nożyczki do degażowania włosów oraz farbę do włosów, żeby poczuć się lepiej. Faktycznie poczułam się lepiej. i to bez wydawania pieniędzy na ubrania. Efekt jest świetny, ale konto lżejsze o 60 zł.... 

To jak to dokładnie było z tymi wydatkami?

1. Nożyczki 20 zł 
2. Farba do włosów 40 zł
3. 3,49 zł poszło na batona zakupionego w Rossmannie, żeby nie iść na zakupy spożywcze z pustym brzuchem i nie mogę zrozumieć tej ceny. 3,49? Serio? Za kinder bueno, które kosztuje 2,49 zł max? 
4. Tortownica - 9,99 zł - zachciewajka, bo tortownicy owszem nie mamy, ale mamy inne blachy. Pocieszam się tym, że przy częstotliwości naszych wypieków jej cena szybko rozejdzie się na grosze. 
5. 62,47 zł - zakupy spożywcze i trochę świąteczne, czyli babka cytrynowa, feta do sałatki, dwie puszki karmy dla psa, którego dokarmiamy, serki danio, kalarepa i włoszczyzna do zupy, dwie herbaty owocowe, jabłka, papryka, rzodkiewka, pizza oraz piwo jako umilenie filmu oglądanego z babcią, pieczywo, cukierki na choinkę. 
6. 26,55 zł - tyle poszło na brakujące składniki, czyli zakup oleju, tuńczyka w puszce i majonez do sałatki, jogurtu do ciasta, dodatkowa porcja cukierków na choinkę, sok, pieczywo na 27 grudnia, ryż prażony.


Wydane: 162,50 zł 
Hmm.... Czyli gdyby nie zachiewajki do włosów, baton i tortownica, zmieściłabym się spokojnie poniżej 100 zł. 

Dodatkowo: 20 zł wydane na spotkanie z przyjacielem. 

Nie mogę doczekać się wiosny i lata, kiedy to będę mogła swobodnie wychodzić z ludźmi na spacery i nie odmrażać sobie przy tym niczego. Zima zawsze mocno szarpie mój budżet pod kątem towarzyskim, bo albo mnie jest za zimo, albo towarzysz spotkania nie chce odmrażać sobie tyłka i lądujemy w knajpce/na zapiekance/robią pizzę w domu i popijając piwko. A to wszystko generuje koszty. Na szczęście pierwszy dzień zimy za nami, a to znaczy, że rozpoczyna się połowa roku z coraz dłuższymi dniami ;) Coraz bliżej do wiosny! ;)

Część VI spisu moich wydatków będzie zawierała wszystkie ostatnie dni roku, bo jednak chciałabym, aby każdy kolejny etap mojego wyzwania rozpoczynał się pierwszego dnia miesiąca. 

Postanowiłam też sprawdzić czy mieszczę się w założonym limicie 600 zł/30 dni i wyszło mi, że... 

Wydatki bieżące: 455,06/600 zł

Na zmianę przeplatają mi się piątki, które są poniżej 100 zł, z tymi powyżej 100 zł. Domyślałam się, że tak będzie, dlatego całe wyzwanie finansowe polega na zmieszczeniu się w kwocie 600 zł w ciągu 30 dni. Wahania zawsze się zdarzają. Zachcianki i potknięcia też, jak te moje z włosami. Póki co i tak jest zaskakująco dobrze z wydatkami, ale duży wpływ na to miała rodzinna inicjatywa opróżniania lodówki i szafek z zapasów jedzenia. 


Ile mam ubrań w swojej szafie?



A dokładnie to w szafie, szafce i komodzie, bo te trzy elementy umeblowania zawierają cały mój ubraniowy dobytek, który postanowiłam przerzedzić z okazji zbliżającego się końca roku. Nie ukrywam, że przemawia do mnie idea kończenia różnych spraw rozpoczęciem nowego roku i jeśli przed świętami i sylwestrem mam trochę czasu, to staram się działać tak, aby moja noworoczna karta była jak najmniej wypełniona rzeczami z przeszłości. Od pewnego czasu staram się żyć tu i teraz, bez ciągłego rozpamiętywania co było i jak było, bo było jak było i już tego nie zmienię ;) 

Korzystając z okazji, że miałam dzisiaj trochę wolnego, postanowiłam ponownie zająć się swoją szafą i po raz ostatni w tym roku uporządkować oraz przerzedzić jej zawartość. Na pierwszy ogień poszły koszulki, które są ze mną już dość długo i stanowią bazę mojej garderoby. Z jednej strony chciałam zachować je aż do końca ubraniowego detoksu i możliwie jak najdłużej eksploatować, ale postanowiłam je spakować i wystawić obok śmietnika. Koszulki swoje już chyba przeszły, bo aktualnie nie jestem w stanie w żaden sposób poradzić sobie z przepoconymi miejscami pod pachami, które nawet po praniu nieprzyjemnie pachną i sami rozumiecie, że nie jest to komfortowe. Podobnie jest zresztą z czarnymi t-shirtami z białymi palami pod pachami. Krytyczna i bezwzględna wyłuskałam z mojej szafy ubrania znoszone i do wyrzucenia oraz takie, które zwyczajnie mi nie leżą i... wyrzuciłam je. Z pewnością zabrzmi to śmiesznie, ale autentycznie za nimi tęsknie. Były to moje ulubione bluzki. Noszone non stop jako bazy to mojej wyspiarskiej szafy czyt. szafy wypełnionej ubraniami wyspami, do których pasuje tylko baza i nic innego. Mam jednak świadomość, że ich czas już przeminął i potrzebują zastępstwa. Lub raczej ja potrzebuję ubrań, do których będę mogła dopasować moje kolorowe narzutki, wzorzyste szaliki, które noszę codziennie oraz moją pokaźną kolekcję swetrów i kurtek. 

Kiedy zdecydowałam się wyrzucić moje bazowe ubrania i na ich miejsce wrzucić masę t-shirtów z nadrukami, które chyba się w mojej szafie namiętnie rozmnażają, zdałam sobie sprawę, że będę miała niezły problem, żeby to wszystko zgrać i połączyć, ale cóż.... kupiłam, to mam, co kupiłam i żyć dalej trzeba ;)

Przy okazji postanowiłam zliczyć mój ubraniowy inwentarz i sprawdzić ile mi tego dobra po czystkach zostało. A zostało mi sporo.

Kurtki 13 sztuk na cały rok
Płaszcze 3 sztuki
Torebki 6 sztuk 
Spodnie: 3 pary krótkich, 2 pary typowo letnich luźnych z wiskozy, 1 para 7/8, 1 para w kant, 4 pary dżinsów
Sukienki 17 sztuk
Szaliki 20 sztuk
Marynarka 1 sztuka
Swetry 19 sztuk w tym 4 po domu
Koszule 5 sztuk
Poncz 3 sztuki
Bluzy 2 sztuki
Narzutki 4 sztuki
Góry, czyli koszulki z krótkim i długim rękawem oraz na ramiączkach sztuk 35 
Piżamy 2 komplety
Koszulki do biegania 2 pary + jedna para legginsów
2 pary leginsów po domu

Razem: 145 sztuki ubrań i dodatków

Wynik nawet mnie zadowala, bo kiedy zliczałam mój dobytek w kwietniu było tego 206 sztuk. 

Mnóstwo ubrań wysp i żadnej porządnej bazy. Zdaje się, że mam ubraniowy cel na 2018, czyli skompletować bazę, która umożliwi mi noszenie wszystkich moich ubrań, bo wiele z nich to moi ulubieńcy, ale ciężko je zestawić z czymś, co nie jest stricte bazowe, gładkie i jednolite kolorystycznie. Mam nadzieję, że w miarę pozbywania się długów pojawią się w moim budżecie fundusze na uzupełnienie mojej garderoby, a póki co ban na zakupy ubraniowe do 1 kwietnia. 

Wesołych Świąt Kochani!

Wydatki z ostatnich 5 dni cz. IV



Kolejne 5 dni za mą. Kolejne 5 to już właściwie święta i zamknięte sklepy, czyli mniej pokus. W tym roku jestem dużo bardziej odporna niż w roku minionym. Unikam sklepów, nie zwracam uwagi na wszechobecne promocje i zestawy wszystkiego na święta, które na pewno są idealne na prezent. Staram się trzymać postanowienie i pilnuję się podczas przebywania w sklepach oraz szperania w internecie. 
Pochwalę Wam się, że w grudniu zaraziłam moją rodzinę spożywczym programem denko i czyścimy naszą kuchnię z zapasów spożywki. Efekty? Mnóstwo oszczędności i stałe niedowierzanie ile my tego mamy w zamrażalce, szafkach i ile z tego zdążyło się zepsuć, bo zapomnieliśmy, że coś mamy. Spożywczy program denko to genialna sprawa w okresie świąt. Nagle okazuje się, że nasze wydatki mocno spadły, pojawiła się płynność i nawet luz w napiętym budżecie. Wierzcie mi lub nie, ale taka wyjedzona do czysta, następnie rozmrożona i umyta lodówka wcale nie zachęca do zapełnienia jej jedzeniem po brzegi, kiedy przypomnę sobie albo komuś z domowników te wszystkie przeterminowane rzeczy, które wylądowały w koszu na śmieci. 

Skoro spożywki mam pod dostatkiem, to na co i ile wydałam?

3, 99 zł Dostęp vip do zalukaj, bo jakoś trzeba przetrwać jesień i zimę ;)
7, 99 zł antygrypy
4,79 zł czekolada - potrzebowałam ratunku po ciężkim dniu pracy
23,97 zł - prezent
5,00 zł - coca cola w barze 

Razem: 45,74 zł 

Ponadto wydałam 92 zł na lekarstwa. Wydatek założony w budżecie na grudzień. 

Kolejne 5 dni, kiedy udało mi się wydać mniej niż 100 zł, ale nie ma się co cieszyć, bo lodówka znowu pusta i jutro po pracy czeka mnie zrobienie zapasów na czas świąt oraz na czas po świętach, bo zaraz po 26 ląduję w pracy, a coś trzeba jeść ;)

Pochwalę Wam się jeszcze, że przyjaciel zwrócił mi pożyczone mu 570 zł, dzięki czemu mój wątły grudniowy budżet został uratowany. 170 zł przeznaczyłam na nadpłatę pożyczki, 100 zł wędruje do kategorii rozrywka i postaram się, żeby starczyło mi na jak najdłużej i żeby moja lekka ręka nie położyła na nich łapy ;) 


Ile kosztuje utrzymanie kota?


Każdy prawdziwy kociarz, wkręcony w temat posiadania kota, wie, że kot to wydatki. Adoptując kota ze schroniska, kupując z hodowli, biorąc z ulicy albo od znajomego, nie mamy pewności, jaki będzie nasz kociak. Może się okazać, że będzie absolutnym łasuchem i zje wszystko, co mu damy. A może być tak, że trafi nam się kocur wybredny i całe jego życie będzie poszukiwaniem ulubionej karmy, próbowaniem coraz to nowszych saszetek, chrupek i nowych rodzajów mięsa. Tej pewności nie mamy nigdy, dlatego adoptując kota, trzeba mieć świadomość, że może nie być kolorowo. 



Aktualnie posiadam cztery koty. Jednego znalazłam na ulicy, jednego adoptowaliśmy ze schroniska, dwa wzięliśmy od ludzi, którym posiadanie kotów nagle się odwidziało i chcieli je wyrzucić na ulicę. Jest to spora kocia rodzina, która pochłania naprawdę sporo pieniędzy, ale uprzedzając falę krytyki, nie żałuję ani jednego wydanego na moje koty grosza. Moja rodzina i ja całe życie mamy w domu psy i koty. Wiemy dokładnie jakie wściekłe kwoty pochłania leczenie u weterynarza, dlatego też postanowiliśmy, że na jedzeniu obecnej kociej gromady nie będziemy oszczędzać, wierząc przy tym, że dobra dieta uchroni je przed masą chorób. Obecnie w dobie internetu i internetowych sklepów zoologicznych mamy dostęp do ogromnej ilości karm. Są tam karmy słabe, karmy dobre, karmy bardzo dobre. Ich ceny w porównaniu do sklepów stacjonarnych są naprawdę bardzo korzystne. Jeśli tylko macie możliwości zrezygnować z zakupów jedzenia u prywatnych osób z niesamowicie wysoką przebitką i przerzucenia się na sklep internetowy - polecam to zawsze i wszędzie. 

Zooplus i telekarma to moje ulubione sklepy internetowe. Mają bardzo korzystne ceny, wiele promocji, rabatów i zniżki dla stałych klientów. Kupowanie tam po pierwsze pozwoli Wam oszczędzić pieniądze i czas, unikniecie noszenia, bo kurier dostarcza jedzenie do domu, przesyłka jest darmowa powyżej dość przyjaznej kwoty. A najważniejsze w tym jest to, że zyskacie dostęp do dobrych karm na każdą kieszeń bez horrendalnej przebitki, która serwują właściciele sklepów zoologicznych. Za kilka dni będą święta. Jeśli wiecie, że Wasza babcia lub dziadek mają pieska lub kotka, któremu kupują jedzenie w sklepie zoologicznym, spróbujcie dowiedzieć się jaką kupują mu karmę. Bardzo możliwe, że uda Wam się kupić ją w zooplusie lub telekarmie dużo taniej niż Waszym krewnym. Dla nich to będzie super prezent i ogromna ulga dla budżetu. Wielu osobom starszym się nie przelewa, a przebitki cen rzędu 200% to duże obciążenie dla ich portfela. Jeśli możecie im pomóc w taki sposób, pomóżcie. Będą Wam niewypowiedzianie wdzięczni. 

W ciągu wielu lat posiadania zwierząt, rozwoju internetu, wzrostu świadomości właścicieli, rozwoju rynku karm, pojawienia się różnych nurtów w karmieniu zwierząt, świadomość moja i mojej rodziny również bardzo wzrosła. Nadal daleko nam do miłośników karmienia kotów metodą barf, bo ograniczamy się do wyboru dobrej karmy mokrej a karmy suche wybieramy wśród bezzbożówek, ale uważam, że sposób żywienia naszych kotów podpada pod bardzo dobry. 

Jeśli Wasze koty uwielbiają karmy suche, jesteście szczęściarzami. W cenie porównywalnej do poziomu whiskasa albo Royal Canin, możecie nabyć bardzo dobry Applaws i Concept of Life (bardzo często są przecenione i kosztują w granicach 10-13 zł za kg). Jeśli macie więcej pieniędzy, możecie śmiało zdecydować się na Taste of the Wild, Purizon albo Orijen. O ile pierwsza z nich jest dosyć tania, o tyle dwie kolejne podpadają pod karmy drogie. Nie zniechęcajcie się jednak cenami, bo droższe karmy posiadają więcej mięsa i białka, dzięki czemu koty najadają się szybciej i potrzebują mniej tej konkretnej karmy, niż innej z niską zawartością mięsa. Dzięki kupowaniu karmy z większą ilością mięsa Was kot jest najedzony, zdrowszy, je mniej, bo szybciej się najada, karma starcza na dłużej i w przeliczeniu na czas posiadania karma staje się tania. Nie sztuką jest wydawać co chwilę 15 zł na woreczek karmy. Sztuką jest dobrać tak karmę, żeby Wasz koty był zdrowy i szczęśliwy, a dla Was w perspektywie czasu była ona ekonomiczna. Karmy typu whiskas, Royal, Purina, Felix nie są ekonomiczne. Są beznadziejne. 

Genialny post z opisem karm suchych znajdziecie TUTAJ. Anna Szczepańska zrobiła bardzo szczegółowy ranking karm wraz z cenami. Jeśli zależy Wam na zdrowiu Waszego kota, a nie bardzo orientujecie się w karmach, skorzystajcie z tego przewodnika. Wszystkie te karmy możecie kupić w zooplusie i telekarmie. Wierzcie mi, po kilku tygodniach karmienia kota dobrą karmą, zauważycie różnice i nigdy więcej nie wrócicie do karm beznadziejnych. 

Czy karmienie kota jest drogie? 
Może być, ale nie musi. Obecnie mamy taki wybór karm, że wystarczy zorientować się jakie karmy są zdrowe i mają dużo mięsa, sprawdzić czy naszemu kotu smakują i jeśli tak, to sprawdzić, w którym sklepie są najtańsze i zamawiać. Sama wyznaję zasadę, że jeśli mam pieniądze to kupuję moim kociastym karmę typu taste of the wild, purizon albo orijen. A jeśli akurat przegapiłam, że sucha karma mi się kończy i muszę natychmiast coś zamówić, to wybieram applaws. Jest bardzo smaczny, wielu kotom smakuje a jego zakup aż tak nie boli, bo worek kosztuje mnie ok 100 zł.

Mam o tyle komfortową sytuację, że 3 z moich 4 kotów są absolutnymi odkurzaczami w kwestii jedzenia i smakuje im niemal każda sucha karma. Dla mnie to niesamowita ulga, bo czego im nie zamówię, to zjadają i są zadowolone. Problematyczny jest czwarty kot niejadek. Nie je suchego jedzenia, nie każda karma mokra mu odpowiada, więc stale szukamy czegoś, co mogłoby zastąpić jego ulubionego gotowanego kurczaka i ulubione saszetki z felixa. Chłopak nie je surowego mięsa, nie je suchej karmy, nie smakuje mu nic oprócz gotowanego kurczaka i to koniecznie z przyprawami, a felix junior to jego the best from the best. Wierzcie mi - to jest horror. Robiliśmy nawet badania. Z kotem wszystko w porządku, po prostu jest wybrednym księciem, a poszukiwanie mokrej karmy, która sprosta wymaganiom jego kubków smakowych mocno podbija nasze wydatki na jedzenie dla kotów. Na szczęście nic się nie marnuje, bo pozostała trójka z ogromną wdzięcznością wylizuje miski do czysta. Jakieś plusy w morzu minusów ;)

Podsumowując moje żywienie kotów to jakakolwiek dobra sucha karma + ciągłe poszukiwanie idealnej karmy mokrej + udka z kurczaka dla wybrednego + wołowina dla jednej miłośniczki surowego mięsa. 

Nie mam pojęcia ile idzie na udka z kurczaka i wołowinę, bo są do wydatki przy okazji zakupów spożywczych dokonywanych przez moją rodzinkę. Jeśli zaś chodzi o karmę suchą i mokrą, to mam o tyle dobrze, że kupując ją w dwóch sklepach internetowych mam dokładny spis ile wydałam w ostatnim roku. A że w tym już nic nie kupuję, to mogę spokojnie dokonać podsumowania wszystkich wydatków poniesionych w tym roku na koty. 


Żwirek typu pallet kupowany na Allegro przez 6 miesięcy tego roku. 4 opakowania po 30 kg za 40 zł + darmowa dostawa, czyli 160 zł. Obecnie żwirek zamawiam w zooplusie, ponieważ zdecydowaliśmy się zamienić pallet na żwirek drobnoziarnisty zbrylający. Jest to Tigerino Nuggies 14 l za 23 zł. Często są na niego promocje. Zamawiam przy okazji kupowania karmy suchej i mokrej. Nie rozdzielam tego wydatku. Trafia do worka o nazwie koty. 

Weterynarz kosztował nas w tym roku: 
4 szczepienia - 65zł x 4 = 260 zł
3 odrobaczenia po mniej niż 20 zł każde, czyli 3x4x20 zł = 240 zł
Zabieg 150 zł
Badania 250 zł 

Łączne wydatki na weterynarza w roku 2017 to 900 zł

Zamówienie z Telekarma.pl 93, 20 zł 
Aktualnie prawie wszystko zamawiam w Zooplusie, ponieważ odpowiada mi forma dostawy - kurier zapowiada się oraz dodatkowo wysyła sms z innymi opcjami daty dostarczenia, jeśli podana przez niego data nam nie odpowiada. Niby zawsze ktoś u nas jest, ale czasem zdarza się tak, że wszyscy mamy coś i pojawia się problem z odbiorem. 

Zamówienie z Zooplus.pl
Uwielbiam ten sklep z powodu karm własnych sklepu oraz karm dostępnych tylko tam typu Purizon. Mają przyjazny interfejs. Program zniżek na każde zamówienie oraz spis wydatków na zamówienia z podziałem na lata. Dzięki temu widzę ile wydałam pieniędzy na koty w danym miesiącu, na konkretne zamówienie i ile wydałam na nie w ciągu roku. Kupuję tutaj karmy suche, karmy mokre oraz od lipca żwirek. Kupiłam w tym roku również drapak za 50 zł, trochę zabawek oraz Feliway dla kotów za około 200 zł. 

W 2017 roku wydałam w tym sklepie: 2818 zł. 
Przy czym należy zaznaczyć, że jeśli miałam lepszy miesiąc pod względem finansów, to kupowałam bezzbożówki z wyższej półki, co podbijało cenę oraz w tym roku zdecydowałam się wpleść do żywienia kotów więcej karmy mokrej. Gdybym cały czas wybierała Taste of The Wild albo Applaws zapewne te wydatki byłyby dużo mniejsze.  

Wymiana siatki na balkonie kosztowała mnie 350 zł. 

Podsumowując wydatki z minionych 12 miesięcy na 4 koty wydałam: 4161,20 zł 

4161,20 zł to naprawdę wysoka kwota. W tym roku na moich kociastych nie oszczędzałam, śmiało wybierałam karm z wysokiej półki zarówno suche jak i mokre i zaowocowało to taką kwotą. Niby średnio wychodzi to ponad 1000 zł na kota, ale trzeba wziąć poprawkę na to, że jeden z moich kotów żywi się zupełnie inaczej niż pozostałe i wydatki na niego są dużo wyższe niż na resztę. 

Post Ile kosztuje utrzymanie kota? rozpoczyna na moim blogu cykl artykułów na temat wydatków na koty. Cykl będzie kontynuowany w 2018 roku i uzyskacie dokładny wgląd w to ile i na co wydaje w przypadku moich kotów. Pewnie dla niektórych z Was będzie to ogromnee pole dla hejtu, bo jak to tyle można wydawać na cokolwiek innego niż XYZ albo oszczędności, ale liczę na to, że dużo bardziej na tego typu postach skorzystają początkujący kociarze oraz miłośnicy zwierząt. Chciałabym, aby z czasem nasze społeczeństwo zyskało większą wiedzę na temat świadomego żywienia zwierząt i świadomego dbania o nie. Wolontariat w schronisku pokazał mi jak bezrefleksyjnie ludzie adoptują koty i jak wiele z nich potem wraca, bo ludzi dziwią wydatki, obowiązki, a nawet to, że kot miauczy lub potrzebuje uwagi. Wierzę w to, że z czasem staniemy się lepsi w dbaniu o naszych pupili i mam nadzieję, że zestawienia moich wydatków otworzą niektórym oczy na to, że kot to oprócz towarzysza również wydatek, obowiązek i decyzja na całe jego kocie życie. 

Mój plan na kocie wydatki w roku 2018? 
Osobne konto, na które co miesiąc przelewam nietykalne 240 zł i z tego konta pokrywam wydatki związane z posiadaniem kotów. 


Do 1 kwietnia nie kupuję ubrań



Takie mam oto postanowienie. Podyktowane przede wszystkim chęcią pozbycia się zadłużenia oraz nabyciem świadomości, że mam nie tylko to, czego potrzebuję, ale o wiele, wiele więcej. I chociaż niektóre rzeczy są na wykończeniu np. moje zimowe buty oraz jedyne dwie pary dżinsów na zimę, to zdecydowanie czuję się jak prawdziwy bogacz ze swoją wypchną po brzegi szafą. 

Właśnie z tej okazji zdecydowałam się, że do 1 kwietnia nie kupuję nowych ubrań. Oczywiście nie będzie to 100% detoks wykluczający zakupy wszelkiej odzieży, ale detoks rozsądny, który dopuszcza wyjątki w postaci:

1. Nowe dżinsy - moje są na wykończeniu i jeśli jedna z dwóch par przejdzie do krainy niebieskich szaf, zdecyduję się na zakup nowych spodni, ponieważ jedna para przy niemal codziennych wyjściach to za mało. Wystarczy jakakolwiek plama i będę miała poważny problem, co zrobić. O ile mogę chodzić w jednych spodniach non stop, o tyle chcę, aby spodnie te były czyste, a nie w plamy.

2. Rajstopy
Zakochałam się w sukienkach. Są ultrawygodne i czuję się w nich niesamowicie dobrze, ale żeby nosić je o tej porze roku w Polsce potrzebuję rajstop. Najlepiej grubych i czarnych. Nie zamierzam ograniczać się w kwestii zakupu rajstop, bo wystarczy, że gdzieś się o coś zahaczę i jeśli rajstopy nie wytrzymają i zrobi się dziura, no to cóż... Żegnajcie stare, witajcie nowe.

3. Buty
Tak jak pisałam powyżej - moje buty są na wykończeniu. W ramach zastępstwa mam jedną nieidealną parę, która niezwykle łatwo przemaka, dlatego też będę szukać dla nich dobrego i nieprzemakalnego towarzystwa, żeby przetrwać tę zimę. Nie muszę mieć pięknych i drogich butów, chcę jednak, żeby chroniły mnie dobrze przed zimnem i wodą. Obecne mam 3 zimę. A raczej 3 długi sezon, bo chodzę w nich od 3 lat po około pół roku. Jesienią wkładam do nich wkładki skórzane, zimą grube z filcu i czasem dodatkowo jeszcze jedne. Genialne buty za 69 zł ze sklepu noname typu tanie obuwie. Nie mogę przeboleć, że pękają i nie da się ich naprawić, ale może znajdę dla nich parę godnych następców. 


Detoks wprowadzam też dlatego, że chcę jak najbardziej eksploatować moją obecną garderobę. Aktualnie składa się z masy kilkuletnich t-shirtów, które w niedługim czasie będą wymagały wymiany. Nie lubię jednak wyrzucać ubrań z kategorii całkiem ok/w porządku. Dlatego też zdecydowałam się nosić je stale przez zimę i na wiosnę wyrzucić je z czystym sumieniem. Chociaż znając mnie to wyrzucić będzie oznaczało raczej przejście na emeryturę i pełnienie funkcji odzienia w domu ;) 

Cieszę się na myśl o wiośnie i lecie, bo jest to czas, kiedy w obecnym życiu i pracy mogę spokojnie funkcjonować z 5-7 górami, jakimiś sukienkami, i dwoma dołami. Wystarcza mi niewiele, cieszę się ciepłem, pranie szybko schnie i wszyscy zadowoleni. Gorzej z jesienią i zimą, kiedy to noszę na sobie 3-5 koszulek każdego dnia + gruby sweter. Estetyka i dobry wygląd schodzą u mnie wtedy na dalszy plan. Liczy się ciepło i przetrwanie. Zabrzmiało górnolotnie, ale życie zmarzlucha nie jest łatwe. 

Mam nadzieję, że wytrwam w tym detoksie zakupowym. Już teraz mocno korcą mnie zakupy, wypad na ciuchy i szperanie w lumpeksie, ale no długi. Sama sobie nabrałam kredytów to teraz mam. Odbiję sobie w przyszłości. A póki co życzcie mi powodzenia. 


Jak mi idzie minimalistyczny grudzień?



Za każdym razem, kiedy przypominam sobie moje zakupowe szaleństwo w grudniu 2016 roku czuję się jak Carrie z SATC podczas migawek, w których zdradza Aidana z Bigiem. Dla niewtajemniczonych WSTYD! WSTYD! WSTYD! 

Nie ma co ukrywać - rok temu odbiło mi totalnie na punkcie wydawania pieniędzy. Wydałam majątek na prezenty, ozdoby świąteczne, elementy ozdobne do robienia własnoręcznych kartek świątecznych, których nadal nie wykonałam, a minął już prawie rok. Wzbogaciłam się o zatrzęsienie pierdół i pierdółek. Do tej pory nie potrafię sobie przypomnieć wszystkiego, co kupiłam w tamtym okresie, a gdybym miała podać coś, co było zakupem koniecznym to nie wskazałabym niczego. Z perspektywy czasu widzę, że żaden zakupiony wtedy przedmiot nie był niczym niezbędnym, a setki złotych wywalonych w błoto mogłam dużo lepiej rozdysponować i przeznaczyć na coś przydatnego. 

Z jednej strony chciałabym wymazać z pamięci to wspomnienie i cały tamten miesiąc, ale z drugiej strony, gdyby nie każdorazowa reakcja WSTYD! WSTYD! WSTYD!  na myśl o tamtym szaleństwie, to teraz pewnie szalałabym tak samo albo bardziej. 

Na szczęście powstrzymuje mnie brak pieniędzy i chęć spłacenia posiadanych kredytów. I właśnie te dwa powody skłoniły mnie do tego, aby w grudniu nie kupować ubrań i kosmetyków oraz mocno ograniczyć wydatki na prezenty, święta i rozrywkę.

Gdyby był dzisiaj 31 grudnia napisałabym jestem z siebie dumna, bo na kosmetyki i ubrania nie wydałam nic, ale mamy dopiero środek miesiąca, świąteczne szaleństwo nadal wokół i pokusy atakują zewsząd. Dlatego też napiszę tylko - na razie daję radę. Obym dawała jeszcze przez kolejne 16 dni.

Korci mnie, żeby pobuszować sobie w pobliskim lumpku, ale brakuje mi na to środków i obiecałam sobie, że do 1 kwietnia nie kupuję ubrań, dlatego też choćby mnie skręcało, wytrzymam. 

Z kosmetykami jest natomiast różowo i wesoło. Ileż ja tego mam w szafkach! Z kategorii niesamowite odkrycia znalazłam: balsam wart 32 zł, a balsamów używam od przypadku do przypadku, bo nie lubię. Odkryłam masę suplementów na włosy i cerę, sporo zachomikowanych maseczek oraz serum z witaminą C warte blisko 50 zł i zaschniętą odżywkę do rzęs za kilkadziesiąt złotych. Przynajmniej wiemy, gdzie trafiły moje pieniądze. Szkoda, że nie da się ich odzyskać, ale dzielnie denkuję. 

Denkuję i denkuję, ale bez przesady, bo nie sztuką jest zużycie nielubianego żelu pod prysznic na dwa razy jako płyn do kąpieli. Wsłuchuję się też w swoje odczucia i myśli towarzyszące używaniu tych kosmetyków. Czasami są zabawne ;)

Jak kobiety mogą smarować się balsamem po każdej kąpieli? Matko ile to schnie! Ile ja na to wydałam... Wolałabym iść do kina a teraz te 400 ml będę wsmarowywać w siebie przez rok...

Następnym razem kupię balsam za dychę... I tak nie lubię się smarować... 

Mmmm ślady balsamu na spodniach i rajstopach.... Cudownie....

Dezodorant 0% alkoholu? A czemu tak śmierdzi spirytusem?????

Dezodorant w krysztale na rok. Prawdziwy sprawdzian wierności!

Tyle tych cieni, a zmywać i tak mi się nie chce... 

Przy okazji programu denko i minimalistycznego grudnia staram się polubić używanie balsamu i kremu na twarz na noc, ale wierzcie mi, chyba brakuje mi tego pierwiastka, ale nie lubię tego bardzo. Namiętnie więc zużywam olejki do włosów, balsamy, kremy i suplementy z nieustannymi myślami, aby w przyszłości nie wydawać na to pieniędzy, bo o ile olejki do włosów są ok, o tyle mazidła do skóry, twarzy i kolorówka nie są dla mnie. W razie nagłego przesuszenia skóry na ciele wystarczy mi krem eveline za 9,99 zł. Nie muszę sięgać po burżujską mixę za ponad 30 zł. 

Przyznaję, że ciekawa jestem jak szłoby mi to wyzwanie wiosną, kiedy jednak mam więcej energii i moja chęć dbania o siebie jest nieskończenie większa niż zimą, kiedy nic mi nie widać, bo albo jestem zawinięta w stertę ubrań, albo w kołdrę. Byłoby mi łatwiej czy trudniej? 

Ważne coś, o czym muszę napisać, to otoczenie i moje stosunki z bliskimi. W moim gronie jest masa życzliwych mi osób, które lubią mnie zarówno w wersji milion $ jak i w wersji nieświeże włosy i brak jakiegokolwiek makijażu na twarz. Nie stanowi więc dla mnie problemu czasowe odpuszczenie sobie w kwestii wyglądu, bo wiem, że otoczenie ceni mnie za to, jaka jestem. Jeśli jednak Wasze otoczenie stale Was ocenia i macie w swoim otoczeniu tzw. życzliwych, to wierzę, że może Wam być ciężko, bo sama mam okazje usłyszeć teksty w stylu bez makijażu wyglądasz niezdrowo albo masz tylko dwie pary spodni? Niezmiennie zaskakuje mnie tak silne zainteresowanie wyglądem mojej cery albo zawartością garderoby i zbywam życzliwego - dziękuję za zainteresowanie, tak mi dobrze i wygodnie. Potem wyłączam się na czas odpowiedzi i żyję dalej, bo autentycznie nie czuję potrzeby prowadzenia dalszych rozważań. Każdy nosi co chce i niech tak pozostanie .



Wydatki z ostatnich 5 dni część III


Półmetek wyzwania! A raczej pierwszego etapu wyzwania, bo wyzwanie trwać będzie aż spłacę kredyty ;))

Jakie wydatki i na jaką kwotę uszczupliły moje konto? 

6,99 zł - prezent
3,18 zł - dwa serki do pracy
23,30 zł - wyjście ze znajomymi
3,20 zł+ 2,99 zł + 2,99 zł + 7,18 zł- słodkie napoje
5,58 zł - słodycze
3,91 zł + 17,90 zł + 28,71 zł - spożywcze

Razem: 105,93 zł 


80 zł - rachunek telefoniczny


Jak widać nie zmieściłam się w założonej kwocie 100 zł. Chociaż gdyby odliczyć wyjście ze znajomymi, to niby bym się zmieściła, ale wynik 0:1 w starciu budżet vs. rzeczywistość pokazał mi, że planując budżet pomyliłam się już na początku źle wpisując wysokość rat kredytów. Nie 300 zł, a 530 zł. Co oznacza, że cały mój plan z początku grudnia jest do kosza. Standardowo u mnie - liczby sobie, a życie sobie. W styczniu lepiej wszystko przeliczę i spiszę. W kolejnych 5 dniach zwrócę większą uwagę na słodycze i słodkie napoje, bo jak widać z tych kilku rzeczy zrobiła się kwota 21,91 zł, czyli praktycznie 22% z mojego budżetu. A to naprawdę sporo.



Zdecydowałam się, że wypłacę pieniądze ze smart savera, dzięki czemu udało mi się spłacić resztę kredytu z najwyższą ratą i tym samym rok 2018 rozpocznę z 4 kredytami, a nie tak jak kilka tygodni temu z 7. 
Pozbycie się dwóch kredytów spowodowało, że moje comiesięczne raty z kwoty 530 zł spadły do poziomu 264 zł zł przez najbliższe 19 miesięcy. Mam jednak nadzieję, że uda mi się spłacić moje zadłużenie jak najszybciej i już wkrótce będę debt free i pożegnam minus w wysokości 4700 zł. Powiem Wam, że radość z pozbycia się dwóch kredytów jest ogromna! Czuję się mniej przytłoczona, jest mi lżej i mam więcej motywacji do działania. Co prawda na koncie zostały mi grosze, bo 316 zł do kolejnej wypłaty gdzieś w okolicach 10 stycznia, ale wiem, że dam radę, jeśli tylko los będzie dla mnie łaskawy i nie zafunduje mi żadnej niespodzianki. 

Nie wiem czy Wy też tak macie, ale kiedy na moim koncie świeci pustkami staję się prawdziwym ekspertem w racjonalnym zarządzaniu budżetem i z niemal zostają mi jeszcze jakieś grosze dzień przed wypłatą. Natomiast jeśli mam sporo, to wydaję sporo. To właśnie jest ten efekt, który chciałabym z czasem zniwelować - inflację stylu życia i wydawanie każdej kwoty, którą otrzymuję. Mam nadzieję, że moja obecna praca nad sobą, ścisłe pilnowanie budżetu i oglądanie każdej złotówki pomoże mi nie tylko spłacić szybko kredyty, ale również wprowadzić w moim życiu pozytywne zmiany i nawyki. 

Póki co wiem jedynie, że muszę dokładnie sprawdzać wydatki stałe, bo raty kredytów w grudniu wyniosły 530 zł, a w moim budżecie na grudzień widniało 300 zł i nie wiem dlaczego. Autentycznie nie wiem jak udało mi się pominąć 230 zł w tej kategorii. Różnica ta wpłynęła znacząco na plan i jego realizację. Plan zakładał bufor na rozrywkę, korekta pokazała, że na tą rozrywkę kasy nie ma, a rzeczywistość udowodniła, że jak chcę, to mam i znalazło się 25 zł na wyjście ze znajomymi z wydatków bieżących. Jak widać wszystko jest kwestią priorytetów, bo na nadpłaty kredytów też się nagle znalazły pieniądze. Ale o wnioskach z pierwszego etapu wyzwania napiszę za jakiś czas ;)


Mój plan budżetu na 2018 rok



Skoro Michał z jakoszczedzacpieniadze.pl wstawił już budżet domowy na 2018 rok, to najwyższy czas poświęcić chwilę i rozplanować swoje dochody tak, aby każda złotówka dostała swoje miejsce w odpowiedniej kategorii. Oczywiście najpierw trzeba zdefiniować kategorie naszych własnych wydatków ;)

Co prawda do pierwszej wypłaty w 2018 roku jest jeszcze sporo czasu, ale chciałabym jak najlepiej przygotować się do zarządzania moimi finansami w przyszłym roku. Dlatego też najpierw określenie głównych kategorii wydatków, żeby się nie rozdrabniać. W moim przypadku będą to:

1. Kredyty
2. Raty za sprzęt 
3. Rachunki za telefon i internet
4. Koty
5. 600 zł na 30 dni wydatków bieżących ;)
6. Oszczędności
7. Pozostałe


Jako osoba pracująca za najniższą krajową wiem jaką mniej więcej wypłatę będę otrzymywać od lutego. Wiem też, że moja podstawowa wypłata będzie wynosić 1500 zł + jakaś tam końcówka. Już teraz postanowiłam, że ta jakaś tam końcówka, czyli nadwyżka będzie wędrowała na nadpłatę wybranego kredytu, a ja miesiąc w miesiąc chcę dysponować kwotą w wysokości 1500 zł.

Wstępny plan dla mojego budżetu jest taki:

1. Kredyty - 260 zł
2. Raty za sprzęt - 70 zł
3. Rachunki - 130 zł
4. Koty 240 zł
5. Wydatki bieżące 600 zł
6. Pozostałe - 200 zł 

Daje to kwotę 1300 zł/msc. Pozostałe 200 zł sprawia mi na razie trudność. Mam na nie kilka pomysłów typu nadpłata kredytów, budowanie poduszki, wydanie na rozrywkę, traktowanie jako margines dla nieprzewidzianych wydatków albo wydatków cyklicznych typu bilet kwartalny, leki, obuwie. Opcji jest trochę, dlatego też póki co określam je jako wolne środki/margines i czas pokaże, gdzie je ulokuję. Postaram się, żeby nie zostały wydane na głupoty.

Kwota przeznaczona na koty pewnie zszokuje niejedną osobę, ale jest to kwota z doliczonym już buforem. Postanowiłam, że w dniu każdej wypłaty będę przelewać na osobne konto 240 zł jako pakiet na kocie sprawy, bo wolę mieć w tej kategorii nadwyżkę niż minus. Zawsze w końcu może zdarzyć się jakaś choroba lub konieczna wizyta u weterynarza i dodatkowe środki mogą być na wagę złota. A jeśli w moim życiu wydarzy się coś nieoczekiwanego, będę miałam trochę pieniędzy pod ręką. Takie 2w1. Lubię też co jakiś czas rozpieścić moje koty karmą typu Orijen w niebotycznej cenie i takie zaskórniaki z poprzednich miesięcy ułatwią mi zakup bez zostawienia gigantycznej dziury w moim portfelu. 

Zarówno Michał Szafrański jak i Marcin Iwuć doradzają aby w swoim budżecie rozpisać absolutnie każdą złotówkę i dla każdej złotówki znaleźć zastosowanie, dzięki temu unikniemy sytuacji kiedy nierozdysponowane pieniądze gdzieś nam uciekają. Opcja jest bardzo ciekawa i spróbuję jej przy okazji planowania budżetu na kolejne miesiące. Może to jest sposób ;) 

Dajcie znać jak u Was wygląda planowanie wydatków. Może nauczę się czegoś nowego i zyskam dodatkową pomoc do walki z długami. 

Jak przestać kupować ubrania?



Jako kobieta kochająca buszowanie po sklepach z ubraniami, doradzanie w ubiorze innym oraz spędzanie godzin między wieszakami w lumpeksie, naprawdę ciężko było  mi tak po prostu powstrzymać się od kupowania. Próbowałam więc różnych sztuczek, posiłkowałam się blogami minimalistów, próbowałam detoksu zakupowego i w końcu po czasie wypracowałam sobie pewne rozwiązania, które bardzo ułatwiają mi zgaszenie nagłej chęci, żeby już teraz zaraz natychmiast iść do sklepu i obkupić się w nowe ubrania.

Poniżej przedstawię Wam moje sztuczki i sposoby, które moim zdaniem zasługują na uznanie, chociaż i tak najprawdziwszą blokadą do chodzenia na zakupy zawsze był, jest i będzie brak pieniędzy. Nikomu jednak nie życzę i nie polecam celowego spłukiwania się, żeby przypadkiem nie wydać jakiegoś gorsza na ubrania, bo nie o to w tym wszystkim chodzi, żeby zostać z niczym ;)



Moja pierwsza, najważniejsza i najskuteczniejsza zasada to:

Kiedy najdzie Cię ochota na pójście na zakupy, wyrzuć całą zawartość szafy, szafki i komody na podłogę i zobacz ile masz. 

Wyciągnij z szafy absolutnie wszystko, każdą jedną kurteczkę, bluzeczkę, skarpetkę i zagubione rękawiczki z poprzedniego sezonu. Nic nie zniechęca do zakupów tak bardzo jak konieczność przegrzebania wszystkich swoich ubrań i ponowne włożenie każdej jednej rzeczy tam gdzie była. 

Jestem prawdziwym dowodem na to, że to działa. Zrobiłam tak kilka razy, gdy miałam naprawdę dziką ochotę pobuszować w niesamowicie dobrze zaopatrzonym lumpeksie znajdującym się raptem kilkaset metrów od mojego domu. Po dwóch godzinach wyjmowania, układania i odkrywania ubrań, które utknęły w czeluściach szafy i których nie miałam okazji założyć w ciągu ostatnich kilku miesięcy, bo gdzieś się zgubiły, mam po prostu dosyć. Odczuwam przesyt, satysfakcję z porządków, radość, bo znalazłam ulubioną sukienkę i nie mam ochoty na buszowanie w kolejnych stertach ubrań. 


Uświadom sobie jak wiele masz. 

Sposób bardzo mocno powiązany z moją najskuteczniejszą metodą. Kiedy przegrzebię się przez sterty tego, co mam w szafie i odczuwam autentyczny przesyt oraz przytłoczenie, dociera do mnie jak wiele posiadam. Przygotowałam sobie nawet listę z dokładną rozpiską ile mam ubrań z danej kategorii. To naprawdę otwiera mi oczy, bo pamiętam jeszcze czasy, kiedy na cały sezon jesienno-zimowy miałam 1 parę butów, 2 pary spodni, 5 bluzek i jedną bluzę. Na więcej moja rodzina nie miała, ale dawałam radę mimo to. A skoro wtedy dawałam radę z 6 rzeczami, to jak teraz mogę nie dawać mając w szafie grubo ponad 200 sztuk ubrań? 


Dopasuj ubrania do stylu życia
Dokładne przeanalizowanie stylu życia i okazji jakie spotykają nas na co dzień to kluczowe kwestie. Każdy z nas ma sfery życia, które powodują, że musimy dopasować do nich swój wygląd - dom z dzieckiem, spacer z psem, praca w korporacji, praca w utrzymaniu czystości, ubrania domowe, piżamy, wygląd w pracy, szkole, kursie, na uczelni itp. To codzienne sytuacje generują to jak musimy wyglądać.
W moim szczęśliwym przypadku sprawa jest niezwykle prosta i przyjemna - w pracy, w domu, wśród znajomych mogę wyglądać jak chcę. Uświadomienie sobie jaki mam komfort, spowodowało, że wyluzowałam zupełnie w kwestii kupowania coraz to nowszych ubrań. Nie potrzebuję większej ilości ubrań niż mam teraz, bo nie mam ich kiedy eksploatować, a kupowanie kolejnych ubrań, żeby czekały i czekały na swoją kolej... Wolę, żeby trafiły do kogoś, kto będzie je regularnie nosić. 


Detoks 
Standardowa metoda zalecana przy próbie ograniczania zakupów z danej kategorii - wyznaczamy okres czasu, w którym nie kupujemy żadnych ubrań. Określamy ewentualne wyjątki typu nowe rajstopy konieczne do noszenia sukienek zimą oraz pilnujemy, żeby pieniądze nie uciekały nam przez inną kategorię np. kosmetyki.
W moim przypadku taki wybiórczy detoks nie działa i muszę się ograniczyć z kilku stron. Bardzo łatwo potrafię przekonać samą siebie, że akurat ten cień do powiek (nawet ich regularnie nie używam) to coś, co mogę sobie kupić, skoro nie wydaję na ubrania. Guzik prawda. Obecnie staram się kupować jedynie jedzenie. Też zdarzają mi się grzeszki. Moja nowa furtka błędów - prezenty dla innych. Ban na prezenty dla innych. Jak zacznę kupować tony jedzenia dla bliżej nieokreślonej grupy głodujących ludzi to poproszę o robienie zakupów spożywczych kogoś innego. Mam jednak nadzieję, że wyciszę swój zakupoholizm całkowicie.


Znajdź sobie cel finansowy
U mnie to wiadomo - jak najszybsza spłata kredytów, więc oszczędzam na czym się da.  W przypadku kogoś innego to może być górnolotnie - trening silnej woli albo bardziej przyziemnie - oszczędzanie na coś innego typu wymarzone wakacje, porządne buty zimowe, zakup rasowego psa, cokolwiek - nawet oszczędzanie na ubraniach teraz, żeby przehulać zaoszczędzoną kwotę za kilka miesięcy. Jakakolwiek alternatywa, która jest dla Was ciekawa sama w sobie, będzie dobra.



Sposobów na to, żeby przestać kupować jest w sieci naprawdę wiele. Tak naprawdę nie liczy się to, jak przestaniemy kupować, ale to, że uda nam się przestać, jeśli tego akurat chcemy. Bo jeśli nie chcemy, nie czujemy potrzeby, nie musimy, to zmuszanie się nic nam nie da. Osobiście uwielbiam ubrania i mam frajdę z buszowania po sklepach, ale w chwili obecnej bardziej niż od nowej kurtki, chcę osiągnąć status debt free, a kiedyś to sobie odbiję, tym razem zdrowo, świadomie, bez przesady i bez zbędnych kredytów. A póki co ubraniowy detoks do 1 kwietnia. Życzcie mi powodzenia ;-)




II 5 dni za 100 złotych



Kolejne 5 dni za 100 złotych upłynęło mi lepiej niż poprzednie. Podejrzewam, że to głównie dlatego, że nie było okazji do ekstra wydatków jak choćby Mikołajki, kiedy to łącznie wydałam 45 złotych na słodkości dla bliski, czyli 45% założonego budżetu. Lubię robić prezenty osobom, które są dla mnie ważne, dawać im drobiazgi, słodkości, spędzać z nimi czas na mieście. Niestety to wszystko kosztuje i, kiedy patrzę na wydatki z ostatnich miesięcy, są to bardzo wysokie kwoty. Dlatego też postanowiłam, że w najbliższym czasie ograniczę ilość prezentów  do minimum, bo zwyczajnie nie stać mnie na ciągłe kupowanie komuś czegoś. Wierzę też w to, że osobom, dla których jestem ważna wystarczy moje towarzystwo bez żadnych ekstra bonusów. W końcu każdemu wiedzie się czasem gorzej i trzeba to po ludzku zrozumieć i zaakceptować. 


W ciągu ostatnich 5 dni na zakupach byłam 2 razy. Za każdym razem były to zakupy spożywcze. Nie przepadam za robieniem jednych wielkich zakupów na cały tydzień, bo zwykle wiąże się to z marnowaniem i wyrzucaniem. Sporo czasu spędzam w pracy, kilka razy w tygodniu gdzieś wychodzę, czasem nie wracam na noc i nie umiem na kilka dni na przód ocenić ile jedzenia zużyję, jakie posiłki będę jadła i czego mi do nich potrzeba. Póki co wybieram opcję częstszych zakupów, bo wolę mieć pewność, że zjem to, co kupiłam, niż że wyrzucę pieniądze do śmietnika. Nie lubię tych momentów, kiedy odkrywam w lodówce od dawna przeterminowany jogurt albo orientuję się, że ogórki i cytryny są spleśniałe. Wiele takich sytuacji spotkało mnie właśnie po większych zakupach doradzanych na masie blogów finansowych. Myślę, że jest to dobre rozwiązanie, dla kogoś kto ma stałe dni i godziny pracy oraz bardzo uporządkowane życie. Moje jest nieco chaotyczne i spontaniczne. Lubię je takim jakie jest i chcę, żeby tak wyglądało, dlatego zakupy raz na tydzień nie są dla mnie.

Wydatki z minionych 5 dni to:
I: 12,90 zł 
II: 26,73 zł
Wszystko wydane na spożywkę. 
Razem: 39,63 zł

Ponadto wydałam pieniądze na opłatę rachunków i kredytów:
Rachunek za internet 50 zł oraz jednorazowa opłata za przyspieszenie internetu 30 zł
Raty kredytów: 530 zł
Raty telefon i mp4: 70 zł 

Dodatkowo zakupiłam zapas mokrej karmy dla moich kotów za 140,84 zł.

Z ekstra premii udało mi się nadpłacić wybrany kredyt kwotą 500 złotych. Będzie mi trochę lżej za kilka miesięcy, kiedy odpadnie trochę rat. Już nie mogę się doczekać ;)

Cieszę się, że zgromadzone w szafkach zapasy suchego prowiantu pomagają mi w oszczędzaniu i ułatwiają zmieszczenie się w założonej kwocie. Bez tych zapasów byłoby mi dosyć ciężko. Mam jednak nadzieję, że kolejne etapy wyzwania również będą udane. 


Moje wydatki z 12 miesięcy


Moja przygoda ze spisywaniem wydatków rozpoczęła się około 2011 roku, kiedy to zorientowałam się, że nie wiem, gdzie są moje pieniądze. Przez kilka kolejnych lat z mniejszym lub większym sukcesem spisywałam comiesięczne rozchody, co jakiś czas odpuszczałam to zajęcie, a potem do niego wracałam. Miesiąc w miesiąc zadziwiały mnie kwoty w zestawieniu, ale nie były jakieś horrendalne, dlatego dalej wpisywałam do arkusza kolejne wartości. Początkowo z dokładnością do jednego grosza i z opisem każdego jednego produktu. Następnie zdecydowałam się na zaokrąglenia do 50 gr, później do złotówek, a teraz staram się robić to tak, żeby wychodziły okrągłe kwoty. Robię to ponieważ zaokrąglenia traktuję jako taki margines - czasem zaokrąglam w górę, czasem nieco w dół, żeby dobrze się na to patrzyło, a w dłuższym okresie czasu wychodziło w miarę prawdziwie. 

Dłuższy okres czasu to słowo klucz do tego postu. Tak naprawdę comiesięczne spisywanie wydatków blokowało moje zapędy zakupowe i niektóre szaleństwa udało się zatrzymać zanim doszły do skutku, ale dopiero rok w miarę dokładnego spisywania wydatków dał mi jasny przegląd w kwestii tego ile i na co wydaje. Wierzcie mi, kiedy zobaczycie kwotę ponad 500 złotych w wydatkach na słodycze i wiecie, że ostatnia para zakupionych przez Was butów była za 49 zł, bo więcej nie mieliście, to robi Wam się gorąco i czujecie się źli na siebie. Takie 30-50 zł w skali miesiąca nie wygląda aż tak strasznie, ale 500 zł naprawdę boli. 

Nie jestem pewna czy moje zestawienie jest w 100% zgodne z prawdą, bo mam konkretny problem z płaceniem gotówką. Nawet jak zbieram paragony z transakcji gotówkowych, to potem i tak nie mam pojęcia, gdzie rozeszła się ta kwota bez paragonu. Jest to dla mnie kłopotliwe i, wbrew poleceniom wszystkich, wydawanie gotówki nie boli mnie bardziej niż płacenie kartą. Dzień w dzień dotykam masy pieniędzy, stówki to u mnie standardowe wyposażenie dłoni, dlatego kolejna stówka, nawet moja własna, nie robi na mnie żadnego wrażenia. Wirtualne pieniądze już tak. Dlatego też postanowiłam, że całkowicie porzucam płacenie gotówką. Jedyna gotówka jaką mam w portfelu zarezerwowana jest na kategorię rozrywka. Jak mi z portfela zniknie, to wiem, że z rozrywką w tym miesiącu koniec. Chyba że dostanę w pracy jakiś napiwek ;) A to już takie pewne nie jest ;)

Moje 12 miesięcy spisywania wydatków rozpoczęło się 1 czerwca 2016 roku. W ciągu tych 12 miesięcy kilkakrotnie weryfikowałam kategorie w mojej aplikacji, aby dopasować ją bardziej do siebie i tego, na co wydaję pieniądze. Czasami byłam dla siebie pobłażliwa i wrzucałam wydatek do kategorii wygodniejszej dla mnie, ale ostatnio przeczytałam u Marcina Iwucia zdanie - wydatek wpisuj tam, gdzie zaboli najbardziej - i tego będę się trzymać, bo to faktycznie motywuje, a nie usprawiedliwia. Obecnie nie potrzebuję usprawiedliwień. Potrzebuję pozbyć się długów i odzyskać 100% mojej wypłaty a nie jedynie 50-60%.

Wybrane przeze mnie kategorie oraz wydatki w nich poniesione to:

1. Spożywcze dom (2519 zł)- początkowo nie rozdzielałam kategorii na jedzenie pomiędzy domem, pracą i wyjściami na miasto i wydawało mi się, że wydaje tutaj takie niesamowite kwoty, a później okazało się, że jedzenie w pracy tak bardzo podbija mi wydatki. Dlatego też spożywcze dom to kategoria, która zawiera produkty zjadane w domu oraz składniki na kanapki i przekąski do pracy, bo....

2. Praca (1244 zł) ... bo kategoria praca to wszystkie te wydatki, które ponoszę w pracy z winy manka w kasie (no czasem mi się zdarzy pomylić) oraz wypadów do pobliskich sklepików po coś na szybko do jedzenia, bo lenistwo uniemożliwiło mi zrobienie kanapek do pracy. Przyznam szczerze, że gdy po roku zobaczyłam jakie to są kwoty i że w większości przypadków to nie jakieś zdrowe produkty, ale zwyczajne słodycze i zapychacze, to zrobiło mi się słabo, przykro i wkurwiłam się na siebie dosłownie. Obecnie staram się zawsze mieć w pracy kanapki, owoce i ewentualnie coś słodkiego, co kupuję taniej w supermarkecie, bo osiedlowe sklepiki i ich ceny to zwykłe zdzierstwo. A jeśli już mi się zdarzy kanapek nie zrobić, to idąc do takiej żabki albo innej piekarni szukam kanapek do kupienia, żeby nie ładować w siebie ton  cukru. 

3. Słodycze to wydzielona kategoria pozwalająca mi wyłuskać spośród wydatków jeszcze takie sytuacje, kiedy to oprócz zapychaczy kupowanych w czasie pracy, również po godzinach kupuję słodycze. Jak widać z takich batoników i czekolad beztrosko spożywanych po cukrowych posiłkach w pracy, udało mi się wyłuskać naprawdę fajną kwotę. Szkoda tylko, że wydałam ją na cukier, a nie na wyjazd, fajne buty, ciepłą kurtkę albo cokolwiek innego, co naprawdę mogłoby mi się przydać na co dzień, a nie tylko na chwilę. W końcu 513 zł to sporo pieniędzy. 

4. Chemia (185 zł) to kategoria nieco dodatkowa, ponieważ zazwyczaj chemię do domu organizuje rodzinka, a to, co kupuję ja ze swoich pieniędzy to jakaś korzystna cenowo okazja na zakup świetnie pachnących płynów do prania albo specyfików do czarnych ubrań. Ewentualnie zakup genialnych chusteczek zapobiegającym farbowaniu ubrań podczas prania. Dla mnie są fenomenalnym produktem.

5. Kosmetyki   to kategoria, na temat której powstał już osobny post. Jeśli ciekawi Was ile wydaje na pielęgnacje zwykła dziewczyna, możecie przeczytać o tym TUTAJ. Póki co zdradzę jedynie, że jest to 1374 zł. Szczegóły poznacie po kliknięciu w odnośnik. 

6. Ubrania, czyli kategoria, która w ciągu 12 miesięcy pochłonęła 2253 zł z mojego konta. Jest to sporo, chociaż jeśli dobrze pamiętam, to Kasia Kędzierska na swoim blogu Simplicite, że statystyczny Polak wydaje na ubrania około 2500 złotych rocznie. Pod odnośnikiem do bloga Kasi znajdziecie ten właśnie artykuł oraz jej spostrzeżenia czy jest do kwota duża czy mała. Post jest niesamowicie ciekawy i naprawdę daje do myślenia. Mnie 2253 zł pozwoliły zakupić obuwie jesienne, zimowe, letnie, wiosenne, grubą kurtkę puchową, dwie kurtki jesienne, sporo ubrań z lumpeksu i, z wyjątkiem kilku niewypałów za gorsze z SH, były to rzeczy naprawdę potrzebne w mojej garderobie. Uzupełniłam tymi zakupami luki, które mnie uwierały, a obecnie prowadzę detoks polegający na niekupowaniu ubrań przez kilka najbliższych ubrań, ale to temat na osobny post.

7. Zdrowie 1079 zł. Zaliczam tutaj zakup wszelkich leków, antygrypów oraz prywatne wizyty u dentysty. 

8. Czas wolny (1148 zł), do którego zaliczają się wyjścia ze znajomymi, wyjazdy, wycieczki, książki, kolorowanki dla dorosłych, notesy itp. W ostatnich miesiącach mojego życia ta kategoria generuje dużo, dużo wyższe kwoty i sumę większą niż ta z 12 miesięcy, wydaję w zaledwie kilka tygodni. To właśnie ta sfera życia jest dla mnie obecnie do przepracowania i przeanalizowania. 

9. Prezenty (819 zł) - uwielbiam robić prezenty bliskim osobom i robię to bardzo często, niestety 819 w skali roku nie pozostawia złudzeń, że jest to miejsce, gdzie będę szukać oszczędności, aby szybciej uporać się z długami.

10. Transport w ciągu 12 miesięcy ze zniżkami kosztował mnie 985 zł. Aktualnie zniżki mi się skończyły i aż mnie skręca, kiedy na kwartalny muszę wydać 358 zł....

11. Dom, czyli 1042 zł dołożone przeze mnie do budżetu domowego z różnych okazji. Głównie były to okazje, kiedy mieliśmy przejściowe problemy z pieniędzmi. Obecnie sytuacja unormowała się i jest na tyle stabilnie, że rodzinka nie chce ode mnie żadnego dorzucania się do rachunków, mimo moich namów. Dlatego też wzięłam na siebie 100% kosztów utrzymania naszych kotów, co kosztuje mnie rocznie...

12. 2958 zł za karmę suchą, mokrą, wizyty u weterynarza, żwirek, zabawki i inne dla 4 kotów. Obecnie te koszty są jednak wyższe, ponieważ podniosłam swoje kwalifikacje w kategorii doboru karm suchych i mokrych, oraz żywienia bezzbożowego i barf, i wybieram nieco inne karmy. W przyszłości opiszę dokładnie co i gdzie kupuję dla moich kotów. 

13. 78 zł na wydatki inne, dla których nie chciało mi się tworzyć osobnych kategorii, bo nie były istotne dla żadnej z głównych utworzonych. Dostały więc osobny worek i tak szczerze mówiąc nie bardzo pamiętam co tam było z wyjątkiem kopert, długopisu i czegoś w ten deseń. Nie chciałam ich jednak pomijać, ponieważ tworzą minus na koncie.

14. Łączność - nazwa taka sobie, ściągnięta z mojej aplikacji, do której zaliczały się rachunki za abonament telefoniczny i internet. Kontakt ze światem z 12 miesięcy kosztował mnie 1641 zł. 

15. Darowizny - 368 zł.


Podsumujmy to wszystko, żeby kwoty były lepiej widoczne

Spożywcze dom: 2519 zł 
Praca: 1244 zł
Słodycze: 513 zł 
Chemia: 185 zł
Kosmetyki:1374 zł
Ubrania: 2253 zł
Zdrowie: 1079 zł
Czas wolny: 1148 zł
Prezenty: 813 zł 
Transport: 985 zł
Dom: 1042 zł
Koty: 2958 zł
Inne: 78 zł 
Łączność: 1641 zł
Darowizny: 368 zł

W ciągu roku ja, czyli osoba, która nie utrzymuje mieszkania, nie ponosi stałych opłat za wynajem ani rachunki w domu, część spożywczych produktów bazowych ma od rodziny, wydałam... 
18 170 złotych. 


Nie ukrywam, że kwoty w kilku kategoriach naprawdę mnie szokują. Kategorie takie jak praca, słodycze, prezenty, czas wolny, kosmetyki i ubrania to moje obecne cele do szukania oszczędności potrzebnych do spłaty kredytów. 

Obecnie wydatki w wielu kategoriach uległy zmianie oraz uległ zmianie ich podział. Nadal jednak monitoruję co i gdzie się rozchodzi, bo jak tylko trochę sobie odpuszczę i nie sprawdzam, to nie wiem, uciekają mi te pieniądze chyba. 

Cieszę się, że wiem ile pieniędzy wydaję w ciągu roku i potrafię zlokalizować na co wydaję najwięcej. To cenna wiedza, którą pomijałam w zestawieniu miesięcznym. Jakoś nie docierało do mnie ile na to wszystko idzie w skali wielu miesięcy i jak szybko drobne kwoty zmieniają się w tysiące.