Do 1 kwietnia nie kupuję ubrań



Takie mam oto postanowienie. Podyktowane przede wszystkim chęcią pozbycia się zadłużenia oraz nabyciem świadomości, że mam nie tylko to, czego potrzebuję, ale o wiele, wiele więcej. I chociaż niektóre rzeczy są na wykończeniu np. moje zimowe buty oraz jedyne dwie pary dżinsów na zimę, to zdecydowanie czuję się jak prawdziwy bogacz ze swoją wypchną po brzegi szafą. 

Właśnie z tej okazji zdecydowałam się, że do 1 kwietnia nie kupuję nowych ubrań. Oczywiście nie będzie to 100% detoks wykluczający zakupy wszelkiej odzieży, ale detoks rozsądny, który dopuszcza wyjątki w postaci:

1. Nowe dżinsy - moje są na wykończeniu i jeśli jedna z dwóch par przejdzie do krainy niebieskich szaf, zdecyduję się na zakup nowych spodni, ponieważ jedna para przy niemal codziennych wyjściach to za mało. Wystarczy jakakolwiek plama i będę miała poważny problem, co zrobić. O ile mogę chodzić w jednych spodniach non stop, o tyle chcę, aby spodnie te były czyste, a nie w plamy.

2. Rajstopy
Zakochałam się w sukienkach. Są ultrawygodne i czuję się w nich niesamowicie dobrze, ale żeby nosić je o tej porze roku w Polsce potrzebuję rajstop. Najlepiej grubych i czarnych. Nie zamierzam ograniczać się w kwestii zakupu rajstop, bo wystarczy, że gdzieś się o coś zahaczę i jeśli rajstopy nie wytrzymają i zrobi się dziura, no to cóż... Żegnajcie stare, witajcie nowe.

3. Buty
Tak jak pisałam powyżej - moje buty są na wykończeniu. W ramach zastępstwa mam jedną nieidealną parę, która niezwykle łatwo przemaka, dlatego też będę szukać dla nich dobrego i nieprzemakalnego towarzystwa, żeby przetrwać tę zimę. Nie muszę mieć pięknych i drogich butów, chcę jednak, żeby chroniły mnie dobrze przed zimnem i wodą. Obecne mam 3 zimę. A raczej 3 długi sezon, bo chodzę w nich od 3 lat po około pół roku. Jesienią wkładam do nich wkładki skórzane, zimą grube z filcu i czasem dodatkowo jeszcze jedne. Genialne buty za 69 zł ze sklepu noname typu tanie obuwie. Nie mogę przeboleć, że pękają i nie da się ich naprawić, ale może znajdę dla nich parę godnych następców. 


Detoks wprowadzam też dlatego, że chcę jak najbardziej eksploatować moją obecną garderobę. Aktualnie składa się z masy kilkuletnich t-shirtów, które w niedługim czasie będą wymagały wymiany. Nie lubię jednak wyrzucać ubrań z kategorii całkiem ok/w porządku. Dlatego też zdecydowałam się nosić je stale przez zimę i na wiosnę wyrzucić je z czystym sumieniem. Chociaż znając mnie to wyrzucić będzie oznaczało raczej przejście na emeryturę i pełnienie funkcji odzienia w domu ;) 

Cieszę się na myśl o wiośnie i lecie, bo jest to czas, kiedy w obecnym życiu i pracy mogę spokojnie funkcjonować z 5-7 górami, jakimiś sukienkami, i dwoma dołami. Wystarcza mi niewiele, cieszę się ciepłem, pranie szybko schnie i wszyscy zadowoleni. Gorzej z jesienią i zimą, kiedy to noszę na sobie 3-5 koszulek każdego dnia + gruby sweter. Estetyka i dobry wygląd schodzą u mnie wtedy na dalszy plan. Liczy się ciepło i przetrwanie. Zabrzmiało górnolotnie, ale życie zmarzlucha nie jest łatwe. 

Mam nadzieję, że wytrwam w tym detoksie zakupowym. Już teraz mocno korcą mnie zakupy, wypad na ciuchy i szperanie w lumpeksie, ale no długi. Sama sobie nabrałam kredytów to teraz mam. Odbiję sobie w przyszłości. A póki co życzcie mi powodzenia. 


Komentarze