Moje wnioski po niemal miesiącu wyzwania


Wyzwanie 30 dni za 600 zł podjęłam z myślą o ograniczeniu wydatków na sprawy bieżące oraz codzienne. Postanowiłam ograniczyć się kwotą 100 zł na 5 dni, aby zapanować nad beztroskim wydawaniem pieniędzy na sztucznie wykreowane potrzeby oraz zaoszczędzone w ten sposób pieniądze przeznaczyć na szybszą spłatę zadłużenia w wysokości ponad 4000 zł. Właśnie zakończyłam pierwsze 30 dni wyzwania i postanowiłam podzielić się z Wami moimi wnioskami z minionych kilku tygodni.

1. Pomyliłam się w budżecie
I to już na samym początku, bo źle określiłam kwotę przeznaczoną na spłatę kredytów. Miało być 540, a ja wpisałam 300 zł i z myślą o tej kwocie ułożyłam budżet. Budżet rozjechał się niemal od razu po tym jak z mojego konta zniknęły pieniądze na raty kredytów, a ja zrozumiałam jak bardzo się pomyliłam. Nagle okazało się, że z idealnego budżetu, w którym wszystko uwzględniłam, muszę wyłuskać ekstra 240 zł. Ta świadomość mocno mnie zabolała, dlatego też planując budżet na styczeń wszystko sprawdzę dokładniej i najlepiej kilka razy, żebym nie miała ponownie takiej wpadki.

2. Przyłapałam się na izolowaniu 
Kiedy zorientowałam się, że przegapiłam te 240 zł, musiałam je skądś wziąć. Padło oczywiście na rozrywkę, na którą w planie przeznaczyłam 100 zł. Brak pieniędzy na wyjścia gdziekolwiek oraz brzydka pogoda spowodowały, że dość mocno zaczęłam się izolować i kontakt ze znajomymi ograniczyłam do tego wirtualnego. Nie podobało mi się to. Wiele razy musiałam odmówić spotkania właśnie przez to, że z założenia było ono w jakiejś knajpce albo barze, co wiązało się z wydaniem pieniędzy. Nie było to dla mnie komfortowe, bo planowałam ograniczenie wyjść ze znajomymi, a nie redukcję spotkać do zera, a raczej do jednego, bo na jedno się wybrałam. 

3. Zszokowała mnie ilość magazynowanego przez nas jedzenia
Zachęciłam całą moją rodzinę do opróżnienie lodówki, szafek i zamrażarki z jedzenia przed świętami i wykorzystania tego, co mamy. Wszyscy byliśmy w szoku ile mamy pochowane po szafach. Sporo kasz, ryżu, masa makaronu, tony mrożonych warzyw i owoców, mięso, ryby, pieczarki, zamrożone porcje sosów i gulaszu. Do czasu świąt wydaliśmy naprawdę grosze na jedzenie. Tyle co na chleb i rzeczy do kanapek do pracy, ewentualnie jakieś drobiazgi. Zostało nam sporo pieniędzy, czyściutka lodówka, którą żal było zapychać, więc na święta kupiliśmy niewiele i postanowienie, żeby przestać gromadzić na zapas. Super doświadczenie. 

4. Za szybko i za dużo
Czyli o nadpłacie kredytów. Wiadomo, chciałabym już mieć to z głowy, więc nadpłacałam drobnymi kwotami tak często, że w pewnym momencie zrozumiałam, że może mi zabraknąć na codzienne wydatki. Za bardzo zapaliłam się do szybkich efektów. W pewnym momencie na 3 tygodnie zostało mi 200 zł na koncie. Wyobrażałam sobie, że będzie nieciekawie, ale byłam zmotywowana dać sobie radę, mimo tej niewielkiej kwoty. Oczywiście moje własne szczęście mnie zadziwiło i przyjaciel postanowił oddać mi 470 zł, które pożyczyłam mu jakiś czas temu i które miał mi oddać po nowym roku. Zaskoczył mnie bardzo i ucieszył, bo mój napięty budżet odsapnął, a 70 zł powędrowało na nadpłatę jednego z kredytów. Standardowo u mnie - więcej szczęścia niż rozumu ;)

5. Większe skupienie podczas zakupów
Pamiętam jak postanowiłam uzupełnić zapas herbaty do pracy i standardowo skierowałam się po zielone liptony, ale widząc cenę 6,99 zł za pudełko postanowiłam wybrać coś innego i sięgnęłam po minutkę. Również jest dobra. Oszczędność kilku złotych ;) 

6. Głupio mi się przyznawać do niektórych moich wydatków
Nie ukrywam, że moim podstawowym postanowieniem przy pisaniu bloga jest uczciwość w spisywaniu wydatków, czyli nie ukrywam gdzie popłynęły moje pieniądze, nie wybielam, nie upycham ich do przyjemnych kategorii, żeby być lepiej odebraną. Czasem mam z tym spory problem. Było tak w momencie, kiedy musiałam przyznać się do wydania 60 zł na nożyczki do włosów i farbę. Długo kombinowałam czy nie ukryć tego pod ogólną nazwą prezenty, żeby zatuszować mój wydatek, ale ostatecznie zwyciężyło pierwotne postanowienie - szczerość. To naprawdę trudne, ale wierzę, że tylko 100% szczerości pozwoli mi na uporanie się z moimi problemami.

7. Walka z długami to rezygnacja
I to rezygnacja z wielu rzeczy w różnych kategoriach. Zaczyna się od drobiazgów typu wybór tańszej herbaty, rezygnacja z batonika, zwracanie uwagi na promocje, ograniczenie wypadów do barów, aż po... rezygnację z sylwestrowego wyjazdu w góry. Od lat marzyłam o takiej opcji - spędzić sylwestra w pięknych górach, wśród znajomych i przyjaciół. W tym roku wiele czynników złożyło się na to wydarzenie - genialna ekipa, ciekawe i dość tanie miejsce, świetny dojazd, mój idealny do wyjazdu grafik, ale... brak mi pieniędzy i musiałam zrezygnować. Zabolało. Naprawdę zabolało, mimo że to przecież skutek moich decyzji - zadłużyłam się, sporo pieniędzy po prostu się rozeszło, a teraz pozostał mi do spłacenia dług, a spłata długów wiąże się z rezygnacją i mam tego świadomość. To po prostu boli, kiedy raz po raz trzeba z czegoś rezygnować.

8. Nie mogę doczekać się wiosny i lata
Z niecierpliwością odliczam czas do ciepłych dni, kiedy życie towarzyskie jest tańsze. Knajpy zamieniamy na ogniska i wypady w plener. Sączenie piwa przy barze na spacery w słońcu i siedzenie nad rzeką. Jest milej i taniej. Nie trzeba pić kiepskiego piwa z kilkuset procentową przebitką, można po prostu cieszyć się życiem i naturą bez odmrażania tyłka ;)

9. Blog naprawdę pomaga
Początkowo moje wyzwanie miało być pisane do szuflady lub raczej do pliku na komputerze, bo uwielbiam pisać na klawiaturze, kartka to dla mnie za mało. Próbowałam i wychodziło mi różnie. Dopiero kiedy postanowiłam upublicznić moje zmagania, wydatki oraz wpływy na konto, poczułam, że to jest to - silna, zewnętrzna motywacja do tego, aby być szczerą, uczciwą i wytrwałą w dążeniu do wyznaczonego celu. Wierzcie mi, że zupełnie inaczej wydaje się pieniądze, kiedy wiem, że za kilka dni opublikuję posta z dokładnym zestawieniem gdzie mi ta kasa poszła. To bardzo mocno wpływa na nastawienie do wydawania pieniędzy.



Komentarze

  1. Ciekawe wyzwanie, dzięki któremu można wiele osiągnąć. Kiedyś byłem niemal zmuszony do przejścia na taki oszczędny tryb, ale jeśli człowiek musi to jest w stanie się znacząco ograniczyć i liczyć niemal każdą złotówkę, na każdym kolejnym kroku.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawe, widać że głęboko przemyślane wnioski. Sam miałem okres życiu kiedy borykałem się ze spłatą kredytów.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Bardzo dziękuję za Twój komentarz ;)