Moje wydatki z 12 miesięcy


Moja przygoda ze spisywaniem wydatków rozpoczęła się około 2011 roku, kiedy to zorientowałam się, że nie wiem, gdzie są moje pieniądze. Przez kilka kolejnych lat z mniejszym lub większym sukcesem spisywałam comiesięczne rozchody, co jakiś czas odpuszczałam to zajęcie, a potem do niego wracałam. Miesiąc w miesiąc zadziwiały mnie kwoty w zestawieniu, ale nie były jakieś horrendalne, dlatego dalej wpisywałam do arkusza kolejne wartości. Początkowo z dokładnością do jednego grosza i z opisem każdego jednego produktu. Następnie zdecydowałam się na zaokrąglenia do 50 gr, później do złotówek, a teraz staram się robić to tak, żeby wychodziły okrągłe kwoty. Robię to ponieważ zaokrąglenia traktuję jako taki margines - czasem zaokrąglam w górę, czasem nieco w dół, żeby dobrze się na to patrzyło, a w dłuższym okresie czasu wychodziło w miarę prawdziwie. 

Dłuższy okres czasu to słowo klucz do tego postu. Tak naprawdę comiesięczne spisywanie wydatków blokowało moje zapędy zakupowe i niektóre szaleństwa udało się zatrzymać zanim doszły do skutku, ale dopiero rok w miarę dokładnego spisywania wydatków dał mi jasny przegląd w kwestii tego ile i na co wydaje. Wierzcie mi, kiedy zobaczycie kwotę ponad 500 złotych w wydatkach na słodycze i wiecie, że ostatnia para zakupionych przez Was butów była za 49 zł, bo więcej nie mieliście, to robi Wam się gorąco i czujecie się źli na siebie. Takie 30-50 zł w skali miesiąca nie wygląda aż tak strasznie, ale 500 zł naprawdę boli. 

Nie jestem pewna czy moje zestawienie jest w 100% zgodne z prawdą, bo mam konkretny problem z płaceniem gotówką. Nawet jak zbieram paragony z transakcji gotówkowych, to potem i tak nie mam pojęcia, gdzie rozeszła się ta kwota bez paragonu. Jest to dla mnie kłopotliwe i, wbrew poleceniom wszystkich, wydawanie gotówki nie boli mnie bardziej niż płacenie kartą. Dzień w dzień dotykam masy pieniędzy, stówki to u mnie standardowe wyposażenie dłoni, dlatego kolejna stówka, nawet moja własna, nie robi na mnie żadnego wrażenia. Wirtualne pieniądze już tak. Dlatego też postanowiłam, że całkowicie porzucam płacenie gotówką. Jedyna gotówka jaką mam w portfelu zarezerwowana jest na kategorię rozrywka. Jak mi z portfela zniknie, to wiem, że z rozrywką w tym miesiącu koniec. Chyba że dostanę w pracy jakiś napiwek ;) A to już takie pewne nie jest ;)

Moje 12 miesięcy spisywania wydatków rozpoczęło się 1 czerwca 2016 roku. W ciągu tych 12 miesięcy kilkakrotnie weryfikowałam kategorie w mojej aplikacji, aby dopasować ją bardziej do siebie i tego, na co wydaję pieniądze. Czasami byłam dla siebie pobłażliwa i wrzucałam wydatek do kategorii wygodniejszej dla mnie, ale ostatnio przeczytałam u Marcina Iwucia zdanie - wydatek wpisuj tam, gdzie zaboli najbardziej - i tego będę się trzymać, bo to faktycznie motywuje, a nie usprawiedliwia. Obecnie nie potrzebuję usprawiedliwień. Potrzebuję pozbyć się długów i odzyskać 100% mojej wypłaty a nie jedynie 50-60%.

Wybrane przeze mnie kategorie oraz wydatki w nich poniesione to:

1. Spożywcze dom (2519 zł)- początkowo nie rozdzielałam kategorii na jedzenie pomiędzy domem, pracą i wyjściami na miasto i wydawało mi się, że wydaje tutaj takie niesamowite kwoty, a później okazało się, że jedzenie w pracy tak bardzo podbija mi wydatki. Dlatego też spożywcze dom to kategoria, która zawiera produkty zjadane w domu oraz składniki na kanapki i przekąski do pracy, bo....

2. Praca (1244 zł) ... bo kategoria praca to wszystkie te wydatki, które ponoszę w pracy z winy manka w kasie (no czasem mi się zdarzy pomylić) oraz wypadów do pobliskich sklepików po coś na szybko do jedzenia, bo lenistwo uniemożliwiło mi zrobienie kanapek do pracy. Przyznam szczerze, że gdy po roku zobaczyłam jakie to są kwoty i że w większości przypadków to nie jakieś zdrowe produkty, ale zwyczajne słodycze i zapychacze, to zrobiło mi się słabo, przykro i wkurwiłam się na siebie dosłownie. Obecnie staram się zawsze mieć w pracy kanapki, owoce i ewentualnie coś słodkiego, co kupuję taniej w supermarkecie, bo osiedlowe sklepiki i ich ceny to zwykłe zdzierstwo. A jeśli już mi się zdarzy kanapek nie zrobić, to idąc do takiej żabki albo innej piekarni szukam kanapek do kupienia, żeby nie ładować w siebie ton  cukru. 

3. Słodycze to wydzielona kategoria pozwalająca mi wyłuskać spośród wydatków jeszcze takie sytuacje, kiedy to oprócz zapychaczy kupowanych w czasie pracy, również po godzinach kupuję słodycze. Jak widać z takich batoników i czekolad beztrosko spożywanych po cukrowych posiłkach w pracy, udało mi się wyłuskać naprawdę fajną kwotę. Szkoda tylko, że wydałam ją na cukier, a nie na wyjazd, fajne buty, ciepłą kurtkę albo cokolwiek innego, co naprawdę mogłoby mi się przydać na co dzień, a nie tylko na chwilę. W końcu 513 zł to sporo pieniędzy. 

4. Chemia (185 zł) to kategoria nieco dodatkowa, ponieważ zazwyczaj chemię do domu organizuje rodzinka, a to, co kupuję ja ze swoich pieniędzy to jakaś korzystna cenowo okazja na zakup świetnie pachnących płynów do prania albo specyfików do czarnych ubrań. Ewentualnie zakup genialnych chusteczek zapobiegającym farbowaniu ubrań podczas prania. Dla mnie są fenomenalnym produktem.

5. Kosmetyki   to kategoria, na temat której powstał już osobny post. Jeśli ciekawi Was ile wydaje na pielęgnacje zwykła dziewczyna, możecie przeczytać o tym TUTAJ. Póki co zdradzę jedynie, że jest to 1374 zł. Szczegóły poznacie po kliknięciu w odnośnik. 

6. Ubrania, czyli kategoria, która w ciągu 12 miesięcy pochłonęła 2253 zł z mojego konta. Jest to sporo, chociaż jeśli dobrze pamiętam, to Kasia Kędzierska na swoim blogu Simplicite, że statystyczny Polak wydaje na ubrania około 2500 złotych rocznie. Pod odnośnikiem do bloga Kasi znajdziecie ten właśnie artykuł oraz jej spostrzeżenia czy jest do kwota duża czy mała. Post jest niesamowicie ciekawy i naprawdę daje do myślenia. Mnie 2253 zł pozwoliły zakupić obuwie jesienne, zimowe, letnie, wiosenne, grubą kurtkę puchową, dwie kurtki jesienne, sporo ubrań z lumpeksu i, z wyjątkiem kilku niewypałów za gorsze z SH, były to rzeczy naprawdę potrzebne w mojej garderobie. Uzupełniłam tymi zakupami luki, które mnie uwierały, a obecnie prowadzę detoks polegający na niekupowaniu ubrań przez kilka najbliższych ubrań, ale to temat na osobny post.

7. Zdrowie 1079 zł. Zaliczam tutaj zakup wszelkich leków, antygrypów oraz prywatne wizyty u dentysty. 

8. Czas wolny (1148 zł), do którego zaliczają się wyjścia ze znajomymi, wyjazdy, wycieczki, książki, kolorowanki dla dorosłych, notesy itp. W ostatnich miesiącach mojego życia ta kategoria generuje dużo, dużo wyższe kwoty i sumę większą niż ta z 12 miesięcy, wydaję w zaledwie kilka tygodni. To właśnie ta sfera życia jest dla mnie obecnie do przepracowania i przeanalizowania. 

9. Prezenty (819 zł) - uwielbiam robić prezenty bliskim osobom i robię to bardzo często, niestety 819 w skali roku nie pozostawia złudzeń, że jest to miejsce, gdzie będę szukać oszczędności, aby szybciej uporać się z długami.

10. Transport w ciągu 12 miesięcy ze zniżkami kosztował mnie 985 zł. Aktualnie zniżki mi się skończyły i aż mnie skręca, kiedy na kwartalny muszę wydać 358 zł....

11. Dom, czyli 1042 zł dołożone przeze mnie do budżetu domowego z różnych okazji. Głównie były to okazje, kiedy mieliśmy przejściowe problemy z pieniędzmi. Obecnie sytuacja unormowała się i jest na tyle stabilnie, że rodzinka nie chce ode mnie żadnego dorzucania się do rachunków, mimo moich namów. Dlatego też wzięłam na siebie 100% kosztów utrzymania naszych kotów, co kosztuje mnie rocznie...

12. 2958 zł za karmę suchą, mokrą, wizyty u weterynarza, żwirek, zabawki i inne dla 4 kotów. Obecnie te koszty są jednak wyższe, ponieważ podniosłam swoje kwalifikacje w kategorii doboru karm suchych i mokrych, oraz żywienia bezzbożowego i barf, i wybieram nieco inne karmy. W przyszłości opiszę dokładnie co i gdzie kupuję dla moich kotów. 

13. 78 zł na wydatki inne, dla których nie chciało mi się tworzyć osobnych kategorii, bo nie były istotne dla żadnej z głównych utworzonych. Dostały więc osobny worek i tak szczerze mówiąc nie bardzo pamiętam co tam było z wyjątkiem kopert, długopisu i czegoś w ten deseń. Nie chciałam ich jednak pomijać, ponieważ tworzą minus na koncie.

14. Łączność - nazwa taka sobie, ściągnięta z mojej aplikacji, do której zaliczały się rachunki za abonament telefoniczny i internet. Kontakt ze światem z 12 miesięcy kosztował mnie 1641 zł. 

15. Darowizny - 368 zł.


Podsumujmy to wszystko, żeby kwoty były lepiej widoczne

Spożywcze dom: 2519 zł 
Praca: 1244 zł
Słodycze: 513 zł 
Chemia: 185 zł
Kosmetyki:1374 zł
Ubrania: 2253 zł
Zdrowie: 1079 zł
Czas wolny: 1148 zł
Prezenty: 813 zł 
Transport: 985 zł
Dom: 1042 zł
Koty: 2958 zł
Inne: 78 zł 
Łączność: 1641 zł
Darowizny: 368 zł

W ciągu roku ja, czyli osoba, która nie utrzymuje mieszkania, nie ponosi stałych opłat za wynajem ani rachunki w domu, część spożywczych produktów bazowych ma od rodziny, wydałam... 
18 170 złotych. 


Nie ukrywam, że kwoty w kilku kategoriach naprawdę mnie szokują. Kategorie takie jak praca, słodycze, prezenty, czas wolny, kosmetyki i ubrania to moje obecne cele do szukania oszczędności potrzebnych do spłaty kredytów. 

Obecnie wydatki w wielu kategoriach uległy zmianie oraz uległ zmianie ich podział. Nadal jednak monitoruję co i gdzie się rozchodzi, bo jak tylko trochę sobie odpuszczę i nie sprawdzam, to nie wiem, uciekają mi te pieniądze chyba. 

Cieszę się, że wiem ile pieniędzy wydaję w ciągu roku i potrafię zlokalizować na co wydaję najwięcej. To cenna wiedza, którą pomijałam w zestawieniu miesięcznym. Jakoś nie docierało do mnie ile na to wszystko idzie w skali wielu miesięcy i jak szybko drobne kwoty zmieniają się w tysiące.


Komentarze

  1. 18 170 w ciągu roku to tyle niektórzy nawet nie zarabiają co mają rodziny i mieszkania a i tak żyją „jako tako”. Wychodzi około 1514 zł miesięcznie. Znam osoby, które z tego spłacają kredyty (tu akurat rodziny nie ma z tych mniej zarabiających a z kredytami).

    Na ubrania Kobiety wydają znacznie więcej ale musiałem ostatnio sam kupić garnitur i kosztowało to za komplet prawie 1800 zł (koszula, krawat, buty też). Kurtka na zimę nowa prawie 300 zł. Na prezenty na gwiazdkę już przekroczyliśmy 1000 zł dla najbliższej rodziny.

    Pozdrawiam i powodzenia w oszczędzaniu :)
    Michael Straus z Faraon24

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, masz rację, niektórzy nawet tyle nie zarabiają, a trzeba jeszcze wziąć poprawkę na wydatki gotówkowe, które gdzieś mi mogły umknąć i podwyższyć tę kwotę. Ale w ciągu tych 12 miesięcy zarabiałam całkiem przyzwoicie, teraz te zarobki spadły, więc będę musiała obciąć wydatki z kilku kategorii i dostosować je do obecnych przychodów, bo na zmianę pracy na razie nie ma szans.

      Te męskie garnitury mają naprawdę kosmiczne ceny. Podobnie jak casualowe marynarki męskie. Pamiętam jak kiedyś szukaliśmy takiej fajnej, która jest zarazem elegancka, ale codzienna i nie jest bardzo formalna. Ceny od 500 zł w górę. A to zaledwie jedna rzecz. Gdzie jeszcze koszula, buty, krawat, jakieś spinki do mankietów, okrycie wierzchnie, gdyby było potrzebne. Faceci mają naprawdę ciężko z wydatkami tego typu. Ale akurat na zimową kurtkę z puchu też wydałam 300 zł, wiec chociaż ten wydatek w miarę podobny dla obu płci.

      Za powodzenie dziękuję, przyda mi się bardzo :))
      Tobie również wszystkiego dobrego :))

      Usuń
    2. Na zmianę pracy na lepszą zawsze są szanse, więcej optymizmu. Zawsze doradzałem każdemu, że jak już znajdzie pracę to niech szuka i tak dalej lepszej, może mniej intensywnie ale dalej.

      Co do ubrań to warto kupić coś dobrego jak to jest na zimę. Mam buty za około 500 zł i już 4 lata chodzę w tych samych bo są super, wygodne i nic się nie dzieje (mało znana marka z Włoch). Ale ubrania dla dzieci to jest dopiero wydatek – tak na marginesie.

      Usuń
    3. Tak, posiadanie dzieci to wydatek, ale to jednak całkiem inna kategoria wydatków i w tym momencie zupełnie mnie to nie dotyczy, także nie umiem nic na ten temat powiedzieć. Chociaż jeśli dobrze pamiętam to na blogu Wolnym Być było sporo postów o tym, że dziecko nie jest skarbonką bez dna i można wychowywać dziecko bez wydawania na nie majątku.

      Usuń
    4. Dzieci to na ogół największy wydatek w życiu człowieka ale po wielu dziesiątkach tysięcy wydanych na własne dzieciaki wiem, że z góry warto odrzucić 99% zabawek ze sklepów. Mam całe pudło gratów za grube pieniądze, które parę dni posłużyły a potem trach – o ścianę, o podłogę albo do muszli klozetowej ;) Jak mają po 3-4 lata już jest lepiej ale młodsze (przynajmniej u mnie) to totalni destruktorzy. Torebka foliowa warta około 2 grosze daje więcej frajdy niż nowy transformers za 50 zł, który rękę stracił w 15 sekund.

      Usuń
  2. W końcu jakiś blog, gdzie zwierzaki są odpowiednio karmione! Jak czytałam różne zestawienia, to mnie przerażało, jak mało ludzie wydają, nawet na 1 kota miesięcznie! Ja kota nigdy nie miałam, no ale kwoty były przerażające :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Ludzi wydają grosze na karmy typu Purina, Feliks, KiteKat, Whiskas, kot zjada tego masę, bo zanim się naje tymi 4% mięsa to mijają kilogramy jedzenia i suma summarum trzeba co chwilę kupować to suche jedzenie. A taka dobra karma z wysoką zawartością mięsa często jest w cenie porównywalnej albo niewiele wyższej niż reklamowane karmy w zoologicznym, kociak zjada mniej, najada się i wychodzi dużo taniej niż karmienie puriną czy RC.
      Zresztą obserwuje moje koty od czasu gdy były karmione tymi 4% karmami, a takimi z wysoką zawartością mięsa i niebo a ziemia - teraz są zdrowe, piękne, mają lśniące futro i w ogóle na nich nie chorują. Bardzo mnie to cieszy, bo wolę wydawać krocie na dobre jedzenie niż setki złotych u weterynarza, bo słaba karma wyniszczyła ich organizm.

      Usuń
  3. Wydaje mi się że przy tak niskich zarobkach utrzymywanie 4 kotów i kupowanie dla nich drogiego jedzenia to nieporozumienie... Na starość jak nie będziesz mieć nic odłożone i dostaniesz 600 zł emerytury, to będziesz się pocieszać, że latami utrzymywałaś 4 koty i na to szły spore pieniądze?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po pierwsze - to moja sprawa na co wydaję taką niską pensję. Niektórzy z taką kasą robią sobie dzieci i nikt im słowa na to nie powie, a to jest dalekie od rozsądku i odpowiedzialności.
      2. Moja sprawa na co wydaję moją pensje. Ktoś inny wydaje taką kasę na alkohol/fajki/auto/cokolwiek i jest dobrze.
      3. Do emerytury mam 40 lat co najmniej. Mam czas na oszczędzanie.

      Usuń
    2. Po 4 i najważniejsze- posiadanie zwierząt to duża odpowiedzialność i nigdy nie zgodzę się na to, abym karmiła je słabą karmą. Szczególnie że są karmy dobre i zdrowe w cenach porównywalnych do whiskasa kupowanego w osiedlowym sklepie zoologicznym.
      Totalnym idiotyzmem jest dla mnie adopcja zwierzęcia z założeniem, że utrzymuje je najniższym kosztem. A jak ze słabego żywienia zachoruje i trzeba będzie znaleźć setki złotych na leczenie to co wtedy? Uśpienie? Schronisko? Rzeka? Las?

      Usuń

Prześlij komentarz

Bardzo dziękuję za Twój komentarz ;)