Moje wydatki z ostatnich 5 dni cz. VI



Pierwsze zestawienie w tym miesiącu, czyli początek kolejnego etapu wyzwania 30 dni za 600 złotych. W grudniu poszło mi zaskakująco dobrze. Wydałam 455,06 zł + 18,30 zł za rajstopy + 5,60 zł za słonecznik i batony + 3,49 zł na czekoladę + 3,99 zł na vip dostęp do platformy z filami, żebyśmy mogli pooglądać sobie z rodzinką, czyli w ciągu 30 dni wydałam.... 486,44 zł! 

Uważam to za prawdziwy sukces, mimo że pod koniec miesiąca złapał mnie niezły dół z powodu rezygnacji z kilku sylwestrowych wyjazdów. Okazało się jednak, że na miejscu również da się spędzić niezapomnianą noc. Ponownie potwierdziło się, że nieważne gdzie, ważne z kim. 

Ogromnym zaskoczeniem było dla mnie to, że niezwykle wiele osób pamięta o mojej życzliwości przy pokrywaniu rachunków za alkohol i kiedy to na mnie nadeszły chude miesiące, mam nadzieję, że nie lata, i wprost przyznałam się, że jestem bez kasy, to tu mi ktoś coś postawił, to tam. Bez najmniejszego problemu. Może z wyjątkiem tego w mojej głowie - dumy. Czuję się naprawdę dobrze, kiedy mogę spędzić czas z ważną dla mnie osobą i niemal automatycznie pokrywam wtedy rachunki, bo to dla mnie najmniej istotna kwestia całego spotkania i szkoda mi cennego czasu na rozważania kto ile i za siebie. Nigdy nie robię tego z myślą, że wkrótce to ta osoba ma mi się odwdzięczyć w ten sam sposób. Nic z tych rzeczy. Nigdy nie oczekiwałam i nie oczekuję żadnych zwrotów i wzajemności, i ciężko mi się odnaleźć w sytuacji, kiedy ktoś chce za mnie zapłacić. Postanowiłam jednak trochę przystopować z dumą i odważyć się głośniej mówić o moich problemach z finansami. Nie na zasadzie dokładnej publicznej analizy. Raczej krótkie wyjaśnienie, że finansowo to u mnie posucha na kilka miesięcy i z pewnych rzeczy muszę zrezygnować. O dziwo spotykam się z wyrozumiałością. Bardzo bałam się drwin i dogryzania. Głupio tak przyznać się do własnych błędów i potknięć, gdy inni nawet nas o nie nie podejrzewali. Obok tej głupoty i wstydu, trzeba też wykrzesać mnóstwo odwagi, żeby przyznać się do własnych błędów, ale będę dobrej myśli, że już wkrótce przyznam Wam się do moich kolejnych sukcesów.

Styczeń zaczął się dla mnie owocowo. Wydałam 20 zł na spory zapas owoców, które przerabiam na pyszne koktajle. Kolejne 9,99 zł wydałam na lody. Drogo. Bardzo drogo, ale nie sprawdziłam ceny. Moja wina. Mogłam kupić taniej albo wcale. Ta kwota za lody nie robiące szału to przesada. Dodatkowo 0,33 zł za jednorazówkę. 3 zł z groszami  za ukochane somersby. I dalej trochę popłynęłam. Poszłam do pracy na 3 godziny, nie wzięłam kanapek, bo miałam zamiar raz dwa wrócić do domu i.... stało się tak, że musiałam zostać calutki dzień. 12 godzin poza domem, a w pracy żadnych zapasów jedzenia. Wybrałam się więc do sklepu i poszło z górki - 6,40 zł w piekarni, potem 5,08 zł na słodycze. A wieczorem zakupy spożywcze za 18,24 zł - ser żółty, pieczywo, pieczarki, jabłka, śmietana, pepsi, ryż prażony, pomidory, serki homogenizowane. Tym sposobem z konta ubyło mi 63,52 zł w zaledwie 3 dni robocze. 



Komentarze