Styczeń finansową porażką



Styczeń zaczął się naprawdę dobrze, a po krótkim czasie okazał się finansową klapą. 
Machnęłam się w pracy na ponad 200 złotych i musiałam to manko pokryć z własnej kieszeni. Sporo chorowałam i mam kiepskie wyniki badań. Dodatkowo spadło na mnie dużo problemów i stresu w pracy. Moje zadłużenie wzrosło, a koszmarny humor i nastrój zrekompensowałam sobie zakupami. 

Nadal próbuję złapać dystans do styczniowych zawirowań. Przestać wkurzać się na siebie i sytuację w pracy. Odetchnąć, wziąć głęboki i zaakceptować obecną sytuację. Z tą akceptacją idzie mi ciężko. Trochę mi się oberwało w ostatnich dniach od życia i pozwoliłam na to, że własna praca za bardzo rusza mnie po godzinach, kiedy w ogóle nie powinnam się nią martwić. 

Wkurzam się, po prostu się wkurzam niesłownością i fałszem ludzi. Brakiem odwagi do rozpoczęcia i dokończenia tematu. Obiecano mi zmianę miejsca pracy na takie, do którego nie musiałabym dojeżdżać. Cieszyłam się, bo to zawsze ponad 100 zł/msc w kieszeni.  I co? I dupa. A raczej jedna wielka niewiadoma, bo im bliżej terminu, kiedy ponoć miałam zacząć pracę w nowym miejscu, tym bardziej szefostwo zbywa mnie, wykręca się, mąci i odsuwa temat. Temat rozmowy wybitnie unikany. A ja czuję się jawnie oszukiwana, bo skoro to decyzja należąca do ludzi nade mną, to czy nie powinni oni mieć minimum odwagi, żeby powiedzieć - droga pani, potrzebujemy pani tutaj, a tam będziemy szukać kogoś innego? To naprawdę takie trudne dla ludzi dorosłych posiadających, podobno, umiejętności zarządzania ludźmi i zespołem? 

Czuję się mocno przegrana. Miałam silne postanowienia i motywację, a kilka spraw pochłonęło mnie tak, że zupełnie rozkojarzyłam się finansowo. Z dołka wpadłam w dołek większy. Ledwie zrobiłam dwa kroki naprzód, od razu cofnęłam się o kilkanaście w tył. Za bardzo dałam się ponieść emocją. Nie odgrodziłam się od nich na czas. Nie byłam na to wszystko przygotowana i nie wiedziałam jak zareagować. Staram się uspokoić, odpuścić te czarne myśli i wziąć się w garść, bo za dwa dni zaczyna się luty. Taki mały nowy początek. Z czystym kontem i jeszcze większym minusem niż ostatnio, ale może będzie dobrze. Może. 


Komentarze

  1. Bezrobocie w tym kraju już nie istnieje, brakuje rąk do pracy, wszędzie biorą ludzi byleby chcieli pracować... A Ty nadal pracujesz za marne grosze, zrobiłaś jakiś błąd i jeszcze zmniejszasz sobie sama pensję o 200 zł i się na to zgadzasz? Pozostawię to bez komentarza......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A Ty nadal wchodzisz na mojego bloga żeby wylewać na mnie swoje frustracje, wyżwać się, wymądrzać i dowartosciowywać się moim kosztem. Nie wiem kto z nas ma gorzej w życiu.

      Usuń
    2. Dodam jeszcze, że zawsze kiedy widzę komentarze w takim tonie i pisane w taki sposób jak Twoje, wyobrażam sobie komentatora, który ma z kasą tak samo źle jak ja albo i gorzej, i z tej okazji czepia się mnie o moje niepowodzenia zamiast zająć się swoimi błędami. Osoby mające dobre, szczęśliwe życie i pracę dająca spełnienie nie szukają w internecie miejsc i osób, którym mogą dowalić, bo tak.

      Usuń
    3. Dodam jeszcze, że zawsze kiedy widzę komentarze w takim tonie i pisane w taki sposób jak Twoje, wyobrażam sobie komentatora, który ma z kasą tak samo źle jak ja albo i gorzej, i z tej okazji czepia się mnie o moje niepowodzenia zamiast zająć się swoimi błędami. Osoby mające dobre, szczęśliwe życie i pracę dająca spełnienie nie szukają w internecie miejsc i osób, którym mogą dowalić, bo tak.

      Usuń
  2. Nie widzę tu złej woli autora komentarza powyżej. Po prostu takie są fakty. Taka praca miałaby może sens w małej mieścinie na mazurach, ale w większym mieście masz ogromne możliwości. Nikt się nie czepia Twoich niepowodzeń, tylko faktu, że pracując za niskie pieniądze marnujesz sobie życie. Sam pamiętam, jak pracowałem w ochronie za 6 zł na godzinę, pomiatano mną, powiedziałem dość, dziś mam w miarę normalną pracę za znacznie wyższe pieniądze. Trzeba sobie tylko przemyśleć pewne rzeczy i umieć powiedzieć dość. Nie pamiętam, w jakim mieście pracujesz, ale tkwienie w takiej pracy jest jednym z powodów Twojej kiepskiej sytuacji finansowej, a nie była to raczej biedna mieścina na wschodzie Polski. Nie odbierz tego jako jakiś atak, opisuję po prostu jak widzę sytuację jako czytelnik, bardzo lubię Twojego bloga. No chyba, że nie masz ręki, wtedy zrozumiem problemy ze znalezieniem innej pracy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, tylko że dla mnie w chwili obecnej rzucenie pracy i szukanie nowej z wizją kredytu na karku jest sytuacją mocno niekomfortowa. Nie chce przez brak kasy i brak zabezpieczenia utknąc w beznadziejnej pracy tylko dlatego, żeby mieć na przeżycie.
      Cały czas szukam pracy. To nie jest tak, że sobie czekam nie wiadomo na co i czekam i czekam. Niestety nadal nie znalazłam niczego co realnie dawaloby mi większe dochody niż te obecne, bo 1800-1900 zł mogę mieć w obecnej pracy, więc zmiana obecnej pracy na inną pracę za taką samą kasę to tak trochę skórka za wyprawkę. A 2300-2400 na dzień dobry nikt mi dać nie chce. Mgliste obietnice może w przyszłości to dla mnie w chwili obecnej za mało.

      Usuń

Prześlij komentarz

Bardzo dziękuję za Twój komentarz ;)