W dniu wypłaty



10 dzień każdego miesiąca jest dla mnie momentem, który determinuje budżet do kolejnej wypłaty. Najpóźniej do dziesiątego na moim koncie ma pojawić się wynagrodzenie, a dokładnie dziesiątego następuje seria przelewów z mojego konta. Opłacone zostają raty kredytów, internet, raty za zakupiony sprzęt. Najczęściej kupuję też w tym okresie kocie jedzenie, a później uzupełniam ewentualne braki. Przyznaję, że mimo znacznego ubytku funduszy z konta, naprawdę lubię to, że wszystkie stałe wydatki skupione są w jednym dniu. Pozwala mi to w pełni skupić się na wydatkach bieżących bez stresu, że jakiś rachunek nie został opłacony. Niby drobiazg, ale jaki to daje komfort! 

Dzisiejszy dzień naprawdę miło mnie zaskoczył. Otrzymałam wynagrodzenie w szalonej kwocie 1550 zł, a dodatkowo na moim koncie pojawiło się 450 zł zwrotu od przyjaciela. Jakiś czas temu pożyczyłam mu pieniądze i akurat dzisiaj miał mi z czego oddać i oddał. Łącznie moje konto zasiliło 2000 zł. Szału nie ma, ale w chwili obecnej mogę pozwolić sobie na spłatę najniższego z kredytów w całości i jeszcze trochę mi zostanie. 

To trochę jest naprawdę takim TROCHĘ, bo po opłaceniu rachunków, rat kredytów i za sprzęt, kilku wizytach w sklepie, zakupie kociego jedzenia oraz wyjściu ze znajomymi zostało mi... 930 zł. Z tej kwoty muszę jeszcze opłacić abonament telefoniczny w wysokości 80 zł i przeznaczyć 600 zł na najbliższe 30 dni w ramach wyzwania 30 dni za 600 zł. Wolnych środków zostaje mi więc 250 zł. 

Wolne środki niesamowicie mnie cieszą, ale szczerze przyznaję, że są one dla mnie problematyczne. Mam problem z zakupami i lekką rękę do pieniędzy. I to zarówno  lewą jak i prawą. Ta moja lekkość w wydawaniu pieniędzy powoduje dylemat i wewnętrzne rozdarcie - odłożyć te 250 zł czy nadpłacić jakiś kredyt? Wiem, że nadpłacanie kredytów za wszelką cenę w tym także kosztem posiadanych oszczędności to kiepska opcja, ale wiem też, że świadomość posiadania wolnych środków może spowodować we mnie zbyt duże rozluźnienie przez co te 250 zł rozejdzie się nie wiadomo gdzie i na co, bo akurat pojawi się coś super ekstra ważnego i niezbędnego. Albo ta myśl, że tyle już się naoszczędzałam, że trzeba odpuścić, przystopować trochę, zrobić coś dla siebie a nie tylko te długi spłacać i nadpłacać. Podejrzewam, że każdy zadłużony, któremu w ręce wpadają wolne środki ma podobny dylemat. Pytanie - co wtedy robić?




Komentarze

  1. a może odłożyć na fundusz awaryjny?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się, że nawet z funduszu awaryjnego na coś mi się rozejdzie. Nie umiem tak sobie postanowić - tej kasy nie ruszam :(

      Usuń
    2. Jak ma się rozejść, to chyba lepiej nadpłacić jakiś kredyt - przynajmniej będzie pożytek z wolnych środków.
      Pamiętaj też, że praca nad dyscypliną jest stopniowa - jak nie przyzwyczaisz się do "trzymania" tak małych kwot, to tym większy problem będzie z dużymi kiedy się pojawią. Poza tym, duże pieniądze to małe pieniądze zsumowane wiele razy ;)
      Da się oszukać podświadomość - jest dostępnych kilka rachunków bezwarunkowo darmowych - możesz założyć jeden z nich i nadwyżki przelewać na niego (bez karty, żeby środki nie były za łatwo dostępne). Konta oszczędnościowe też na ogół są darmowe i dodatkowo pozwalają najczęściej tylko na jeden bezpłatny przelew w miesiącu - to skutecznie powinno powstrzymać Cię od "podbierania" małych kwot na bieżące wydatki, udostępniając jednocześnie możliwość przelania pieniędzy na konto, do którego masz kartę w razie gdybyś rzeczywiście potrzebowała srodków. Oprócz tego załapiesz się na symboliczne odsetki (choć przy niewielkich kwotach oprocentowanie nie ma aż tak dużego znaczenia). Uważaj tylko, żeby nie nadziać się na rachunek oszczędnościowy, którego prowadzenie coś kosztuje albo taki, w którym opłata jest pobierana już za pierwszy przelew.

      Usuń
    3. Skoro nie jesteś pewna, to też uważam że po prostu wypadałoby nadpłacić jakiś kredyt. A jeśli masz dużą potrzebę się nagrodzić to może część wykorzystać na zachciankę? W końcu jest taka ogólna, nazwijmy to zasada ;) - gdy pojawi się premia - część na przyjemności, część na oszczędności/kredyty. Nie jest to może premia, ale też niespodziewana nadwyżka finansowa, więc pasuje ;))

      Z własnego doświadczenia - dzielenie kasy na kilka kont bardzo pomaga ;)

      Usuń

Prześlij komentarz

Bardzo dziękuję za Twój komentarz ;)