Z czego rezygnuję w tym kwartale?


Daleka jestem od snucia idealistycznych całorocznych planów. Za słaba jestem w tym temacie, żeby tak beztrosko rzucać sobie wyzwania na tak długi okres czasu. Trzy miesiące wydają mi się w kwestii oszczędzania optymalnym okresem, który jako tako mogę przewidzieć. Wiadomo, że jak coś się zawali to konkretnie popłynę, ale nie mam wpływu na zdarzenia nieprzewidziane. Mam wpływ na swoje decyzje. A skoro mam wpływ, mogę sobie coś narzuć na czas od teraz do 31.03.2018 roku. Nie będą to jakieś karkołomne rezygnacje, które znacząco zmienią moje życie. Są to raczej rzeczy z życia codziennego, których eliminacja da mi dodatkowe oszczędności i pomoże jasno określić co zamierzam kupować, a czego zdecydowanie nie. Z czego zatem rezygnuję do końca marca?

1. Rezygnuję z kupowania ubrań, o czym szerzej pisałam tutaj.

2. Rezygnuję z wizyt u fryzjera. I tak rzadko kiedy jestem zadowolona, a nadgorliwe fryzjerki skutecznie cięcie po cięciu oddalają mnie od wymarzonej długości włosów. Zainwestowałam więc w nożyczki, posiłkuję się filmikami z YT i działam. Mam z tego frajdę, bo wreszcie mogę skrócić włosy o tyle, ile chcę, ściąć jak chcę i kiedy chcę. Może nie jest idealnie, ale własne błędy łatwiej mi przełknąć niż błędy osoby, której wszystko dokładnie tłumaczę, a ona i tak robi swoje, bo ma pani zniszczone więcej niż 2 cm. Wiem. Dobrze mi z tym. Oszczędność? Ponad 50 zł. Chodzę do fryzjera 4-5 razy w roku, a każda wizyta kosztuje mnie własnie 50 zł.

3. Rezygnuję z farbowania włosów. W ostatnim roku nieźle poszalałam. Byłam blondynką, rudowłosą i posiadaczką skrajnie czarnych włosów. A potem znów je rozjaśniłam. Zaowocowało pogorszeniem stanu włosów oraz wypadaniem, dlatego robię przerwę. Dodatkowym powodem przerwy jest to, że stęskniłam się za moim naturalnym kolorem włosów. Oszczędność? Około 50 zł na kwartał.

4. Rezygnuję z kupowania kosmetyków. Program denko nadal trwa, a ja nadal mam spore zapasy. Co prawda w pewnym momencie może skończyć mi się tusz do rzęs, ale nie będzie z tym tragedii, jakoś wytrzymam kilka tygodni bez. Nawet jak skończy mi się dezodorant to nie będzie tragedii, gdyż mam taki eko coś jak dezodorant w krysztale, który czeka na półce na swoją kolej. Chyba w końcu nadejdzie ;)

5. Rezygnuję z kupowania suplementów diety. Ostatnio raz po raz obija mi się o oczy i uszy info, że suplementy diety to zwykła ściema i nasz kraj mocno przegina z ich spożyciem. Nie wiem czy to prawda czy nie. Lubię tą autosugestię, która daje mi poczucie, że biorąc różne tabletki robię dla siebie coś dobrego. Z używania suplementów nie rezygnuję. Po prostu będę konsumować te zmagazynowane w domu.

6. Rezygnuję z wyjazdów - aktualnie wszelkie wyjazdy są poza moim zasięgiem finansowym. Najeździłam się w 2017, chociaż i tak uważam, że mogłam podróżować dużo taniej. Jest co prawda jeden wyjazd, dla którego zamierzam zrobić wyjątek, ale o tym napiszę w osobnym poście. 

7. Rezygnuję z robienia zapasów kociego jedzenia - aktualnie internetowe sklepy zoologiczne są w stanie dostarczyć mi kocie jedzenie na pojutrze. Nie ma więc potrzeby, żebym urządzała w domu magazyn i gromadziła w nim jedzenie na zapas. Nie zabraknie. Oczywiście możliwe, że ominie mnie jakaś promocja, ale na szczęście wybór karm jest tak duży, że bez problemu wybiorę coś dobrego na moją kieszeń.


Komentarze