Dlaczego nie płacę gotówką


Od wielu miesięcy przeglądam blogi finansowe oraz wątki na forach związanych z finansami i niezmiennie w każdym niemal miejscu przejawia się ta sama porada - płać gotówką.  
Niezmienne w tym wszystkim jest również moje zdziwienie, bo gotówka jako taka kojarzy mi się, szumnie nazywając, z poprzednią epoką i ludźmi z innego pokolenia. Nie jest to żaden przytyk, ani krytyka, po prostu najzwyczajniej w świecie uważam, że ludziom przyzwyczajonym do płacenia gotówką łatwiej jest nią operować. Ludziom młodym z ciągłym dostępem do smartfona, aplikacji bankowych, możliwością na każdym kroku zalogowania się do swojego banku i sprawdzenia historii konta, gotówka jako taka nie ułatwia życia w ogóle. Jak potem przypomnieć sobie gdzie trafiło 3 złote, którego nie ma nigdzie w portfelu? 

Płacenie gotówką bardziej boli 
Możliwe, że tak, ale mnie nie boli wcale. Codziennie przez moje ręce przechodzą dziesiątki tysięcy złotych i potem takie 100 zł w ręce, nie ważne czy moje czy nie moje, nie robi na mnie żadnego, absolutnie żadnego wrażenia. Środek płatności, tyle. Dużo większe wrażenie robi na mniejsza wartość pieniężna widoczna przy stanie konta po zalogowaniu do bankowości internetowej. 

Gotówka jest obrzydliwa
Podstawowy i pierwotny powód, dla którego przestałam płacić banknotami i monetami, a wybrałam pieniądz wirtualny - pieniądze mnie obrzydzają. Są brudne, wstrętne, miały je w rękawach najdziwniejsze persony, nie da się ich wyczyścić, a po zaledwie kilku godzinach przy kasie moje ręce są niemal czarne i okropnie pachną. Nie ma żadnej siły na świecie, która spowodowałaby, że w czasie wolnym od pracy świadomie zdecydowałabym się na płacenie gotówką. Żadnej.

Niewygoda
Wszelkie te pytania przy kasie - ma pani drobniej? Ma pani 20 groszy? Będzie ta końcówka? Sama mam okazje je zadawać i wiem, że mało jest ludzi, którzy wykazują chęć pogrzebania w kieszeni/portfelu i poszukania drobnych. Czasem też po prostu przychodzą celowo z banknotami o nominale 100/200 a nawet 500 zł, żeby sobie rozmienić, bo czemu by nie? Ludzkie prawo, ale nie przepadam za całą tą okołokasową otoczką ze zgodnymi, drobnymi, rozmienianiem itp. 

Muszę być bardziej skupiona
Żeby dobrze odliczyć należność i przeliczyć resztę. Nie przepadam za tym. Wolę sprawdzić zgodność kwoty na terminalu z wysokością należności na kasie, przyłożyć kartę i gotowe.

Nie lubię kiedy inni widzą ile mam pieniędzy w portfelu
Wyjdę na paranoika, ale wiedza innych na temat zawartości mojego portfela jest mi nie w smak. Wiadomo - są i tacy, którzy w portfelu noszą na luzie 12 tysięcy złotych, znam takich osobiście, ale wiem też, że dla nich te 12 tysięcy to strata jak 12 złotych dla mnie. Odczuwalne, ale nie rozwali budżetu. Mimo to nie chcę, żeby inni widzieli co ja tam mam, bo jestem małą i drobną kobietką i niezwykle łatwo pozbawić mnie torebki/portfela. 

Nieważne czym płacisz, ważne czy kontrolujesz swoje wydatki 
To moja stała myśl, kiedy widzę te porady o gotówce. Porada sama w sobie neutralna, ani dobra, ani zła. Mam jednak wrażenie, że stała się ogólnikiem powtarzanym zbyt często i bez zagłębiania się w temat, bo tak jak wspomniałam na początku - wszystko zależy od człowieka. Mojej babci sto razy łatwiej byłoby panować nad wydatkami wracając do gotówki niż dalej płacąc kartą, bo to jej nawyk. Płaciła tak przez większość swojego życia, zna to doskonale i odnajduje się w tym jak nikt. Dla mnie? Czarna magia, bo od kiedy mam pierwsze pieniądze płacę kartą. Paradoksalnie najwięcej moich długów pojawiło się w okresie, kiedy postanowiłam, że zacznę płacić gotówką. Nagle pojawił się problem zgubionego/ niezabranego paragonu, jakiś napiwek, jakieś reszty nie trzeba a po kilku tygodniach dziura w mózgu gdzie, kiedy, na co wydałam, komu co dałam. Do tej pory nie mogę przypomnieć sobie gdzie wyparowało grubo ponad kilkaset złotych z poprzedniego roku, a i nie mam pewności czy to na pewno kilkaset złotych czy może już kwoty w tysiącach, bo sprawdziłam ile zarobiłam, sprawdziłam ile wydałam kartą i gdzieś umknęły mi naprawdę spore kwoty, które na koncie beztrosko wiszą sobie jako gotówka. 


Komentarze

  1. Też nie popieram płacenia gotówką. Zwykle nawet nie mam żadnej w portfelu, co czasem jest problematyczne.
    Dopiero co dzisiaj słyszałam historię o facecie, który żebrał pod parkomatem, bo zabrakło mu złotówki, żeby móc wyjechać z parkingu ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja wlasnie siedze i czytam sobie "Blackout" Marca Elsberga. Lepiej oswoic sie z gotowka, bo polska siec energetyczna to trup w stanie rozkladu.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Bardzo dziękuję za Twój komentarz ;)