Ile kosztuje codzienny batonik?


Jestem absolutnym łasuchem, miłośnikiem słodyczy, a w Kauflandzie wybieram tylko kasę bez słodyczy, bo wrzuciłabym ich do koszyka pokaźny stosik. Z całą pewnością w moich żyłach płynie sam cukier i chociaż wyniki badań pod kątem cukru mam bardzo dobre, to jednak wolałabym, żeby moja dieta była wolna od aż  takich jego ilości. Ale oczekiwania sobie, a życie sobie. 

Oprócz moich życzeń, oczekiwań i planów, które zakładają eliminację cukru jest mi zwyczajnie ciężko pokonać ten nawyk i zwalczyć to uzależnienie. Nie potrafię nawet do końca zdefiniować czy aby na pewno jest to uzależnienie, bo miewam w roku takie okresy jak ten teraz, kiedy w ogóle nie chce mi się cukru, bo nie. To taki śmieszny czas, kiedy czekolada nie smakuje czekoladą i zaczynam podejrzewać międzynarodowy spisek skierowany przeciwko moim kubkom smakowym i przeciwko mojej osobie - że niby kochasz czekoladę i jej jedzenie daje Ci ogromne pokłady przyjemności? A masz podróbą! Dalej Ci tak smakuje? Niee? O jak nam przykro.... Zniechęcona więc faktem, że słodkości smakują niczym pomidory z hipermarketu, czyli wcale, bez  zbędnych myśli porzucam je po prostu na jakiś tam czas. Ot życie. I tak się jeszcze spotkamy, ale zanim moja miłość znów przybierze na siłę i batonik stanie się nieodłącznym elementem codziennej rutyny, podzielę się z Wami informacją, ile taki codzienne słodkości za kilka złotych kosztują w skali miesiąca.

W niezbyt precyzyjnym spisie wydatków z 2017 roku  pojawiła się informacja, że od 01.01. do 31.05. wydałam na słodycze 203 zł, co daje wynik około 40 zł/ miesiąc. Żeby jednak nie było tak optymistycznie, bo 40 zł to raptem 8 czekolad i to z niezbyt wysokiej półki, dodam tylko, że kategoria o szumnej nazwie praca również zawiera w sobie sporo słodkości. Tutaj mamy kolejne 281 zł. Załóżmy, że 150 zł poszło na czysty cukier a reszta na coś bardziej wyszukanego. Już mamy dodatkowe 30 zł/ msc z czego bardzo łatwo zrobiło się 70 zł na 30 dni. SIEDEMDZIESIĄT ZŁOTYCH. W mojej ocenie sporo, bo potrafię znaleźć wiele dużo lepszych zastosowań dla takiej kwoty niż przejadanie cukru, ale miłość nie wybiera. 

W bardzo precyzyjnym spisie wydatków z 12 miesięcy, który prowadziłam od 1 czerwca 2016 roku do 31 maja 2017 roku podałam do informacji publicznej, że słodycze kosztowały mnie 513 zł w ciągu 12 miesięcy i były to słodycze kupowane poza pracą i poza zakupami robionymi do domu, czyli takie podjadanie przy okazji przebywania poza domem. A dochodzą do tego jeszcze słodycze kupowane w czasie pracy... Znając siebie jestem w stanie określić, że lekką ręką wydałam grubo ponad 1000 zł na same słodycze w ciągu roku. To jakieś 3 pary świetnych skórzanych butów, na które ciągle mnie nie stać. No ciekawe czemu ;) 

Styczniowe wydatki słodyczowe są dużą niewiadomą. Miałam wtedy sporo problemów i trudnych sytuacji i finanse spadły na dno listy priorytetów o ile były na niej w ogóle, za to w lutym sumiennie do aplikacji trafia każdy jeden batonik, ciasteczko, czekoladka i zaraz zobaczycie coś bardzo fajnego. Patrzcie:

2 zł
2 zł 
2 zł 
2 zł 
2 zł
5 zł 
3 zł 
2 zł 
2 zł
4 zł
4 zł
4 zł 
2 zł 
3 zł 
3 zł 
4 zł 
5 zł
2 zł 
2 zł 
5 zł 
4 zł 
5 zł 
7 zł 
3 zł

Założę się, że wszyscy widzimy to samo - dwójka, dwójka, dwójka, dwójka, moneta, moneta, moneta, potem większa moneta, dwie monety, moneta, dwie monety itp. itd. Jedynie to 7 zł jakoś się odznacza, ale poza tym to drobne, no nie? Małe, malutki kwoty. Mniejsze nominały. Zaledwie damy wśród monetowych kart ;) A kto mi powie ile z tych drobnych i niewielkich kwot wyszło po całym lutym? To co widzicie to tylko same kwoty żywcem ściągnięte z mojej aplikacji wpisywane z zaokrągleniem w górę bez groszy od 1 lutego dzień po dniu jedno pod drugim. Drobiazgi, absolutne drobiazgi niby że nieistotne dla całego budżetu. A ile % wydatków stanowiły te nieistotne kwoty, skoro założyłam sobie, że w lutym wydam 600 zł? 



Komentarze

  1. 79? Niezły wynik ;) Obstawiam że to jednak uzależnienie... Ale spokojnie wszystko małymi krokami. Jak sobie przypomnę to kiedyś podobnie wyglądały moje zakupy i odżywianie. Codziennie słodka bułka, wafelek do kawy, czekolada, ciastko... Z hipermarketu wychodziłam z torbą wafelków, drugą słodkich serków i jogurtów, słodkich napojów i kto wie jeszcze czego... Sam syf i zbędne wydatki. Stopniowo rezygnowałam z kolejnych rzeczy, najpierw bułek, potem od wafelka do wafelka, starałam się wytrwać dzień bez wafelka, potem coraz dłużej, nie jeździć do hipermarketu i nie kupować po prostu, nauczyłam się pić wodę... i teraz jak na to patrzę to nie wyobrażam sobie takiej kwoty na same słodycze... kupuję w tej kwocie przegryzki, np. migdały, nasiona słonecznika, itp. ale to już zdrowa przekąska, a tylko zapychacz po którym chcesz więcej. Może spróbuj mieć przy sobie jakieś orzechy czy coś żeby zjeść jak chce się batonika... Może taniej nie wyjdzie ale patrząc długofalowo zdrowie ważniejsze. Albo sama piecz jakieś zdrowe ciastka czy ciasto?

    OdpowiedzUsuń
  2. Zostań krwiodawcą. Dostają chyba 8 czekolad :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gorzkich :-D i kawę i zwrot za przejazd i wolne w pracy :-D
      Oddawalam przez kilka lat krew, ale obecnie mam w tym przerwę z powodu zbyt niskiej hemoglobiny :) może za jakiś czas uda mi się do tego wrócić, chociaż zastanawiam się czy warto - mam najbardziej powszechna grupę krwi. Żaden ze mnie zysk :P

      Usuń
    2. Ja dostaje tylko dwie gorzkie (RCKiK Poznań), reszta to mix bakaliowe/biała/mleczna, do tego mały soczek w kartoniku. Na miejscu kawa/herbata/gorąca czekolada w ilości, jakiej się chce. Nigdy nie brałem za zwrot dojazdów, ale na koniec roku odliczam sobie ulgę podatkową z tytułu darowizny na RCKiK.

      Co do moich słabości... to też słodycze. I fast foody. Rekord tych ostatnich padł w maju zeszłego roku (470 PLN), teraz staram się nie przekraczać 120 PLN na miesiąc.

      Usuń
    3. Ty burżuju :-D
      Ale mnie teraz zazdrość zżera za te bakalie ;-) chociaż od dzisiaj staram się nie wydawać na pierdoly, bo mam zakład z partnerem :-D

      Usuń
    4. W Małopolsce co jakiś czas są komunikaty, że brakuje krwi. Wszystkich grup. Myślę, że warto. Ja niestety nie mogę oddawać. Oddaje za to mój mąż. U nas te czekolady są paskudne, ale że mój mąż jest łasuchem, to i tak dziwnie szybko znikają.
      Ja sobie radzę z chęcią na słodycze ustawianiem szlabanu w ciągu tygodnia. W weekend staramy się coś upiec albo gdzieś wyjść na jakiś deser. Trochę to pomaga w łagodzeniu uzależnienia od cukru. Na pewno nie możemy mieć słodyczy w domu. Zjedlibyśmy natychmiast. Jak dostajemy jakieś ogromne ilości parę razy do roku, to zanoszę je do piwnicy. Tam moga sobie leżeć. W domu nie.

      Usuń
    5. Nie wyobrażam sobie, że mielibyśmy tyle co Ty wydawać na same słodycze. Przy trzech osobach to pewnie wyszedłby budżet dorównujący temu na żywność w ciągu miesiąca. Nie próbowałać ustaliś sobie z góry, że taka a taka kwota w miesiącu idzie na słodycze? Mója mąż i ja mamy kieszonkowe tylko na przyjemności. On swoje "przejada" (większość idzie na słodycze), ja kupuję za nie kosmetyki, książki albo kwiaty.

      Usuń
    6. W lutym starałam się nie ograniczać w wydatkach, bo rozpoczęłam spisywanie wydatków w aplikacji i byłam ciekawa jak moje wybory wyglądaja w liczbach i gdzie popełniam błędy. Już wiem gdzie, więc teraz mogę to zmieniać. Mam na marzec żelazne postanowienie wydania jak najmniej i unikania słodyczy. Ba. Nawet się o to założyłam *hazard hazard*

      Usuń
  3. Może, gdy najdzie Ciebie ochota na jakieś słodycze, to zamiast batonika kup owoc lub orzechy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owoce w zabce to rzadkość, ale już zrobiłam zapas przekąsek na najbliższy dzień :-) tym razem mniej słodko - suszone morele i pestki dyni

      Usuń

Prześlij komentarz

Bardzo dziękuję za Twój komentarz ;)