Jestem na minusie



Moja finansowa klapa roku 2018 zaczęła się niedługo po Sylwestrze. Wszystko szło dobrze przez kilka dni, byłam pełna entuzjazmu, miałam ogromne plany finansowe, cieszyłam się, że czeka mnie udane kilka tygodni podczas których zaoszczędzę sporo i dorzucę trochę gorsza do mojego własnego finansowego dołka. Niestety plany poszły się.... Wiecie co. Zaczęły się zawirowania w pracy, w domu, opcja zamiany miejsca pracy na inne, brak konkretnych informacji ze strony pracodawcy, zbywanie, problemy zdrowotne, kilka nieplanowanych wydatków i wszystkiego mi się odechciało. W kategorii zawirowań moje finanse spadły gdzieś na samo dno. Zupełnie przestałam się nimi interesować, wydawałam na co musiałam i na co chciałam, a potem moje długi powiększyły się jeszcze bardziej, bo myślami byłam przy sprawach, które wtedy wydawały mi się najważniejsze. Po kilku tygodniach widzę, że niepotrzebnie zawracałam sobie tym wszystkim głowę. Niepotrzebnie pozwoliłam sobie na to, żeby kilka spraw tak mocno zburzyło cały mój spokój i wprowadziło taki chaos w moim życiu. Przestałam działać racjonalnie, wodzę przejęły moje emocje i w pewnym momencie zrobiło się bardzo nieprzyjemnie. Kilka dni zajęło mi przepracowanie problemu, uspokojenie wszystkich moich emocji i ponowne narzucenie sobie dyscypliny finansowej choć w moim przypadku to zbyt szumne określenie. Po prostu zaczęłam się pilnować dużo bardziej niż pilnowałam się w styczniu, pobrałam na telefon prostą aplikację i skrupulatnie przez cały luty spisuję każdy wydatek. Wiem dokładnie ile i na co wydałam, wiem jakie błędy popełniłam, wiem, że za często pozwalam sobie na wydatki typu energetyk, baton, czekolada, bo dobre i lubię, a przecież miał to być czas cięć i odmawiania sobie tego, co nie jest niezbędne. Ten mój nadrzędny cel spłaty długów spadł mocno w hierarchii i próbuję go obecnie wyciągnąć na szczyt listy priorytetów, bo mam do siebie ogromny żal. Żal o to, że pojawił się u mnie jakiś słomiany zapał, żal o to, że za szybko poddałam się z walką i zamiast od razu zweryfikować, że zadłużenie się powiększa, odpuszczałam sobie z myślą, że zacznę od następnego miesiąca. Co z tego, że zostały do niego długie dni podczas których mogę wydać krocie. Spokojnie. Będzie dobrze. Nie ma się co szczypać. I inne takie myśli. Znów biorę oddech, głęboki oddech, jeden, drugi i trzeci. Patrzę w mój telefon i na 610 zł na minusie. Miałam wydawać maksymalnie 600 zł w 30 dni. Takie podjęłam wyzwanie. A tu w ciągu 22 dni mam minus w wysokości 610 zł. Niefajnie i nieciekawie, ale nie robię sobie dużych pretensji. Poprawię się. Widzę dokładnie czarno na białym gdzie uciekły mi spore kwoty, gdzie zadziałało lenistwo, gdzie zgubiła mnie pokusa i łatwy dostęp do pieniędzy. Znowu nauczyłam się czegoś o sobie w różnych sytuacjach. Wyciągnęłam wnioski i dostrzegłam jak małe i drobne kwoty zmieniają się w duże sumy rozwalające budżet. 


Komentarze

  1. Najważniejsze, że masz świadomość swoich błędów, analizujesz je i wyciągasz wnioski. To jest klucz do sukcesu, cała reszta przyjdzie z czasem. Życzę dużo siły - i pisz dalej, to również motywuje i skłania do przemyśleń. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przede wszystkim widzę kwoty i głupio mi przed samą sobą, bo mogłam wydać te kwoty lepiej

      Usuń
    2. Co było a nie jest... wiesz co dalej. Tamtych decyzji już nie zmienisz, nie zawrócisz czasu, a masz chyba jeszcze trochę życia przed sobą, żeby zbudować coś fajnego, w czym na pewno wnioski z przeszłości Ci pomogą.

      Usuń
    3. Mi pomaga myślenie "czas i tak upłynie"... Nie patrz za daleko.
      A może pogą Ci jakieś mechaniczne metody? Pisałaś chyba, że używasz karty. Ja też. Korzystam ze zwrotów (np. 5% z TWMUB). Może jednak lepiej gotówka, skoro zdarzyła się taka duża wpadka?
      Mocno Ci kibicuję. Świetnie piszesz i myślę, że dużo osób może w tym odnaleźć własne rozterki, uczucia.
      Podoba mi się, jak wyciągasz wnioski. Nie machnęłaś ręką, ale przeanalizowałaś. Super z Ciebie dziewczyna! Powodzenia. Fajnie, że Wolny też tu zagląda. Lubię też jego blog.

      Usuń
    4. Płacenie gotówką odpada u mnie na 100%, bo właśnie przez kilka miesięcy płacenia gotówką dorobilam się największych długów na konsumpcję, bo nijak nie mogłam ustalić na co to idzie i gdzie. Niby brałam paragony, ale i tak paragony rozjezdzaly mi się z pozostaloscia kasy w portfelu a potem zrobiłam najgorsze co mogło być - przestałam to wszystko monitorować, bo pojawiły się w moim życiu różne problemy i długi były coraz większe... I tak dalej i tak dalej... Tylko gorzej i bardziej żałośnie, bo jednak długi na konsumpcję.... No wiadomo, że idiotyzm i głupota.
      Z kartą i aplikacją jest mi dużo łatwiej. Wchodzę w historię a tam -12,10 zł i delikatesy xyz obok domu więc wiem, że to tam kupiłam tonic, przyprawy, batona i słoneczniki. Latwiej mi w tej sposób :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Bardzo dziękuję za Twój komentarz ;)