Moje wydatki 1.02-8.02



Po styczniowych zawirowaniach powróciłam do skrupulatnego spisywania wszystkich wydatków, bo tylko to pomaga mi opanować swoje finanse. Jak na chwilę się rozkojarzę z wydatkami, to niezwykle ciężko dojść mi potem do ładu z tym gdzie i na co wydałam. 


Wydatki z 1 lutego znajdziecie w tym pościeA kosztowały mnie one.... 66,39 zł.
2 lutego nie wydałam nic, co bardzo mnie cieszy. 
3 lutego kosztował mnie: 8,26 zł za dwa serki danio kupione na szybko na śniadanie w pracy i dwa energetyki. Nie lubię sytuacji, gdy nagle ściąga się mnie do pracy i rano muszę wydać z tej okazji trochę pieniędzy, bo albo jest to kolejny długi dzień w pracy i na samej kawie nie dam rady. Albo w lodówce nie znajduję niczego sensownego na kanapki. Musicie wiedzieć, że w kwestii zakupów na kanapki do pracy kompletnie leżę. Prowadzę bardzo nieregularny tryb życia, z pracy mam daleko do sklepów i w efekcie zakupy robię od przypadku do przypadku i nigdy nie potrafię ocenić ile mam kupić tego jedzenia do kolejnych zakupów. Efekt jest taki, że albo w lodówce mam potem za mało, albo za dużo i wyrzucam. Ogólnie nieciekawa sytuacja. Oprócz serków i energetyków kupiłam również makaron, koncentrat, cukier i przyprawy za 11,76 zł oraz dorzuciłam 5 zł do kasy, bo się pomyliłam.

W ciągu kolejnych 5 dni moje konto wzbogaciło się o 1860 zł wypłaty z czego 360 zł od razu powędrowało na nadpłatę kredytu. Dokładnie tak jak to sobie postanowiłam kilka tygodni temu - wszystko ponad 1500 zł wędruje na nadpłatę. Jeśli chodzi o ubytki to - 11,40 zł na minusie z tytułu zakupu biletów. 26 zł zakupy spożywcze - ryba, sałatka, serki homogenizowane, jabłka, czipsy (tak, wiem, puste kalorie i zbędny wydatek). 20 zł dorzucone do pracowej kasetki na wypadek ewentualnego manka, żebym nie musiała biegać do bankomatu w razie braku kilku złotych. Ponadto 7 zł wydane na jogurt naturalny i czekoladki, bo dopadło mnie cukrowe ssanie i nie mogłam wytrzymać bez słodkiego. Znacie jakieś sposoby na ograniczenie spożycia cukru? Przydałoby mi się, bo na słodycze w ostatnich kilku dniach wydałam wszystkie zaskórniaki z konta w innym banku założonego dla pewnej promocji. Jakiś niedobór kaloryczny mam czy co. Nie wiem. Nie znam się na odżywianiu kompletnie.

Z innych wydatków, które jeszcze mi się nasuwają to 2,50 zł za wypłatę z bankomatu. Jakoś tak nie mogłam skojarzyć czy w tym bankomacie wypłacę pieniądze z prowizją czy bez prowizji. Okazało się, że z prowizją.

Sumując te wszystkie wydatki oraz 49 zł opłaty za internet mamy minus w wysokości.... 49 zł + 360 zł + 158, 31 zł na wydatki tzw. codzienne...  567,31 zł wydane w 8 dni.

Opłaty stałe i nadpłaty kredytu to dla mnie ta część budżetu, której nie analizuję zbyt wnikliwe. Opłaty mam jakie mam, póki co nie ma jak na nie podziałać. Nadpłaty to mój wybór. Manewrować mogę moimi codziennymi wydatkami. 158,31 zł na 8 dni daje średnio 19,41 zł na dzień i 441,69 zł na resztę miesiąca.

Muszę Wam się przyznać, że najwięcej wydaję na głupoty i pierdoły typu baton, czekolada, słonecznik, kiedy siedzę pod rząd w pracy przez kilka dni (więcej niż pięć dni) i mocno rozregulowuje mi to odżywianie, spanie i cały rytm życia. Nie wiem od czego dokładnie to zależy, może od zmęczenia, ale łapię się na większej ochocie na słodycze i inne przekąski.



Komentarze

  1. Pierwsze co to zmiana banku, za 2,50 masz prawie dwa serki Danio : ) MBank, konto Plus masz wszystkie bankomaty za darmo dla wypłat od 100 zł, 5 transakcji kartą i 1000 zł wpływu miesięcznie ma konto masz darmowe konto; Nest Bank, tam chyba wszystko jest darmowe. Opłaty bankowe to coś, co przy takiej konkurencji nie powinno mieć miejsca. Jeszcze bank będzie Ci płacił za korzystanie z ich konta, poczytaj blog Bankobranie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo chętnie poczytam ;-)
      Te 2,50 zł to tak do przeżycia, bo naprawdę bardzo rzadko wypłacam pieniądze w bankomatach w nieznanych mi okolicach. Obecnie i tak staram się możliwie najmniej płacić gotówką, bo zwyczajnie tego nie cierpię i jak mogę płacić kartą to płacę kartą. Gotówka mocno mnie obrzydza.

      Usuń
  2. Hej, twój blog znalazłam przypadkiem i śledzę twoje zmagania z finansami od grudnia. Uważam, że dobrze robisz nadpłacając kredyty, aczkolwiek w ogóle nie rozumiem twojego podejścia do odżywiania i wydawania dużej części swojego ograniczonego budżetu na głupoty - batoniki, serki danio i energetyki. Odżywiając się w ten sposób nastajesz na swoje zdrowie (nadmierne spożycie zwłaszcza energetyków jest bardzo niebezpieczne) i generujesz dodatkowe koszty. Spróbuj podobnie jak planujesz budżet - zaplanować jadłospis. Nawet gdy musisz dodatkowo iść do pracy i nie jesteś na to przygotowana lepiej mieć w domu np. puszkę tuńczyka, kukurydzy, trochę kaszy kuskus, dodać paprykę i trochę majonezu i zrobić sałatkę na obiad do pracy, bądź też nawet kupić gotową sałatkę z tuńczyka z warzywami, zamiast żywić się słodką bułką i serkiem danio. To właśnie to jak jadasz powoduje to, że masz napady głodu i zachcianki na słodycze.
    Postaw sobie teraz nowe wyzwanie i zamiast słodkich napojów i energetyków pij wodę, nawet jeśli jej nie lubisz, a gwarantuję, że odniesiesz większe korzyści niż tylko więcej kasy w portfelu:).
    Trzymam kciuki i pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drobne przyjemności ;-) Odżywiam się bardzo dobrze czego po prostu nie da się zauważyć na blogu. Pisałam o tym chyba w jakimś poście, ale nie jestem pewna - większą część jedzonka mam ze strony rodziny. Często jem ryby, treściwe zupy, otręby, płatki owsiane, jogurty naturalne, gulasze, leczo, kasze, brązowe makarony, regularnie jem owoce, sałatki, piję koktajle i smoothie. Wiadomo że jak w domu są składniki to nie lecę do sklepu kupić sobie własnych tylko korzystam z tego co jest ;-)

      Usuń
  3. Przyjemność przyjemnością ale czy warto ryzykować zdrowie pijąc energetyki dla chwilki przyjemności? Zgadzam się z przedmówca w kwestii odżywiania... Zamiast energetyków, serków, słodkich bułek weź do pracy kaszę z warzywami, sałatkę z ziarnami, orzechami, albo kawałek zdrowego ciasta, np marchewkowe. W domu jesz zdrowo, ok, ale po treściwym posiłku (i bez energetyków) w pracy nie masz wilczego głodu i napadu na cukier. Nawet bez kawy mozna żyć. Ciężkie jest pierwsze parę dni i odzwyczajenie się a potem jest nawet lepiej ;). Poza tym jak już to kawę pij swoją, w cenie 2 kaw masz całą paczkę niezłej kawy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to moje wsuwanie śmieci bierze się ze znudzenia w czasie pracy. Wszystko mam zrobione, klientów nie ma i cóż... Zajadam a dupa rośnie. Z tym podjadaniem śmieci muszę przystosować, bo tak jak piszesz - zdrowie. Cukier jest bardzo szkodliwy a ja wsuwam go na potęgę. Teraz będę pracować w innym miejscu i łatwiej będzie mi zapanować nad porządnymi posiłkami.
      Poza tym... Przytylo mi się i przestalam się mieścić w niektóre rzeczy więc słodycze z diety out :D talio osy wróć :-D

      Usuń
    2. Wiem co to znaczy, praca za biurkiem to masakra, sama tak pracuję i staram się walczyć nawet z kawą, bo zrobię kawę, trzeba posłodzić, zaraz się do kawy chce coś słodkiego, a po słodkim szybki wzrost cukru i jeszcze szybszy spadek i ssanie na więcej. Ale wiem że to wszystko łatwo powiedzieć, a zwalczyć te drobne przyjemności jest najtrudniej. Ja teraz piję cykorię, a dochodziło juz do 3 kaw dziennie. Najgorsze te pierwsze dni, no i potem trzeba się pilnować :) Aha no i przystopowanie z cukrem przynosi też wymierne oszczędności na ciuchach ;) kolejny powód dla którego warto to zrobić ale zdrowie najważniejsze, bo teraz wydajesz na słodycze i energetyki ale za parę lat byc może duużo więcej na leki i leczenie.

      Usuń
    3. Z tym slodzeniem to chociaż mam spokój, bo nie kupuję do pracy cukru i siła rzeczy piję nieslodkie mimo że mnie krzywi :P

      Usuń

Prześlij komentarz

Bardzo dziękuję za Twój komentarz ;)