Droższa połowa miesiąca


Każdy z  minionych kilku miesięcy oraz każdy z kilku kolejnych wygląda dla mnie tak samo - w ciągu pierwszych dwóch tygodni pozbywam się ogromnej ilości zarobionych pieniędzy na tzw. opłaty stałe. Niby opłaty stałe są stałe, ale dla każdego oznaczają coś innego. W moim przypadku są to - raty za sprzęt, raty kredytów, abonament telefoniczny, opłata za internet oraz wydatki na koty (w tym miesiącu mocne postanowienie nie robienia żadnych dodatkowych zapasów, kupiłam tylko żwirek, bo zostało na najbliższe 2-3 dni). Pierwsza połowa marca jest jednak jednym z najgorszych początków miesiąca od baaardzo długiego czasu. Zmarła moja bliska koleżanka, a osoba z mojej najbliższej rodziny wylądowała w szpitalu w ciężkim stanie. Dla kontrastu z tymi zdarzeniami zbiegła się planowana od pewnego czasu urodzinowa impreza niespodzianka dla innej koleżanki i chociaż wszyscy się uśmiechali, atmosfera była naprawdę ponura i przytłaczająca. Impreza zmieniła się w zwykłą nasiadówkę przy piwie, a początkowe sztuczne uśmiechy szybko zostały zastąpione przez wspomnienia o zmarłej. Niezrozumiała jest dla mnie śmierć w młodym wieku. O ile przy klepsydrze osoby zmarłej w wieku 82 myślę sobie piękny wiek, o tyle przy klepsydrze z liczbą 20 zastanawiam się czy ktoś aby się gdzieś nie pomylił. 

Odsuwając na bok smutne myśli spróbuję skupić się na tym, na czym obiecałam, że się skupię  - finanse, finanse, finanse. Mamy dopiero 14 marca a mnie z lutowej wypłaty za wiele to nie zostało. Lutowej, czyli tej którą otrzymałam 7 marca. Coraz mocniej utwierdzam się w przekonaniu, że jestem finansową idiotką, ale podobno każdy może się zmienić, więc nie tracę nadziei. 

Ile i na co wydałam w ciągu ostatnich 14 dni? 

Rachunki: 30 zł + 40 zł + 50 zł + 80 zł = 200 zł

Koty: 85 zł (zapas żwirku) 

Czas wolny: 163 zł - w tym spontaniczny wyjazd na dwa dni i jedną noc, żeby oderwać się od przytłaczającej atmosfery + oczywiście wypady do barów, bo wiecie już na pewno, że to lubię.

Prezenty: 114 zł - dzień kobiet i urodziny dwóch bliskich osób dały mi po kieszeni. Miałam niezły problem, gdzie umieścić przekąski kupowane bliskiej osobie do szpitala - czy to prezenty? Czy jednak przekąski/słodycze? W efekcie trafiły do słodyczy/przekąsek. Łamana nazwa przez to, że słodycze staram się odstawiać i zastępować np. chrupkami kukurydzianymi. Około 1,5 zł  do 2 zł za paczkę i zjadam je może raz na dwa albo i trzy dni. 

Zdrowie: 30 zł wydane na witaminy na wzmocnienie włosów, bo długa zima dała im w kość. 

Kosmetyki: 20 zł wydane na brakujące kosmetyki dla bliskiej osoby do szpitala (wrzucić do kosmetyków czy raczej do prezentów?)

Ubrania: 16 zł wydane na odświeżacz do butów. 

Przekąski do pracy i sporadycznie kanapki, bo aktualnie skrajnie mało czasu spędzam w domu - 38 zł. Tym razem to nie słodycze a morele, kanapki, chrupki kukurydziane, paluszki.

Jedzenie kupione do domu - 148 zł.

Wydatki na słodycze, tym razem wyłącznie w płynie to 12 zł. 

Łącznie wydałam od 1 marca: 200 zł na rachunki, 83 zł na żwirek dla kotów oraz 541 zł na wydatki bieżące, chociaż jak widzicie mam niezły problem z klasyfikacją wydatków, bo prezenty kojarzą mi się mocno stereotypowo i ciężko wrzucić mi tam przekąski kupowane dla kogoś albo kosmetyki, które akurat muszę podrzucić do szpitala. 

Dodatkowo pochwalę Wam się, że w kwestii kredytów do spłaty pozostało mi jedynie 2800 zł. 



995



Pamiętacie jeszcze ogólne założenie mojego wyzwania 30 dni za 600 zł? Wyzwanie zakładało, że w ciągu 30 dni wydam max 600 zł. Średnio 100 zł na każde kolejne pięć dni. W grudniu wynik był imponujący. 455 zł. Pękałam z dumy. Styczeń zaczął się równie optymistycznie, skończył bardzo pesymistycznie, a potem przyszedł luty. Też pełen niezbyt wesołych niespodzianek i kilku problemów, a przede wszystkim pełny stresu. Tym razem nie dałam się złym emocjom i spełniłam to, co założyłam - sumiennie przez cały luty będę spisywać każdy jeden wydatek. Zaczęło się spisywania co do grosza i wyszczególniania kategorii, następnie zredukowałam kwoty do pełnych złotówek, żeby nic mi się nie pałętało po drodze. Zaokrąglałam w górę, ale zbędnej bez przesady typu z 2 zł zrobi mi się nagle calutkie 5 ;) 

Po tłuściutkim styczniu chciałam od razu przerzucić się na ascetyczne 600 zł na 30 dni, ale postanowiłam, że będę spisywać wydatki i obserwować siebie - co, kiedy, w jakich okolicznościach kupuję i jakie korelacje dostrzegam. Na pewno widzę silną korelację pomiędzy czasem spędzanym w pracy a wydatkami na puste kalorie i zapychacze - im więcej pracy tym więcej zapychaczy. Luty, który początkowo miał być przyjemnym i krótkim miesiącem szybko okazał się niezłą męczarnią - 23 dni pracy z dojazdami, czyli +/- 12h/dzień nieźle dało mi w kość. Pocieszam się tym, że nie często tak wiele osób na raz ma problemy ze zdrowiem, ale pocieszenie działa krótko, a zmęczenie kiedyś przeminie albo i nigdy nie przeminie, nigdy nie przeminie.... ;) 

Przeminie na pewno moja beztroska w wydawaniu drobnych na batoniki i inne słodkości, co nazywa się efektem latte. Piękna nazwa, prawda? Niestety w moim przypadku pod tą piękną nazwą kryje się kwota 81 zł.... Dobrze, że Michał napisał o tym na swoim blogu, bo dzięki niemu wiem, że mój codzienny nawyk, a może i uzależnienie ma własną nazwę i mogę poczytać o tym w sieci w wolnej chwili. Z pewnością będzie to dodatkowa motywacja, a póki co motywuje mnie zakład z moim parterem o to komu zostanie więcej % pensji. Wynik z dzisiaj? U mnie wydane 0 zł, u niego ponad 30 zł. Zobaczymy jak będzie dalej, bo musicie wiedzieć, że oboje jesteśmy wybitnie nieogarnięci finansowo i leka ręka to drugie imię każdego z nas. Wróżę nam świetlaną finansową przyszłość. W dole, jak tak dalej pójdzie.


Moja lekka ręka kosztowała mnie w tym miesiącu 995 zł. Tak, te tajemnicze cyferki w tytule to moje finansowe grzechy, do których ciężko było mi się przyznać. Cały dzień myślałam czy warto to publikować? Czy znowu strzelić sobie w stopę i ogłosić światu jak wielką finansową idiotką jestem? Jak lekkomyślnym stworzeniem okazuje się Askadasuna? A może coś ubarwić, podkoloryzować, zataić?  Uwierzą, że po szalonym styczniu nagle potulnie wróciłam do 600 zł? 

Miałam dzisiaj w głowię mnóstwo sprzecznych myśli, bo naprawdę nie jest łatwo publicznie przyznawać się do swoich błędów, które zostaną mocno skrytykowane. Gryzłam się z tym w każdej wolnej chwili, aż w końcu odpuściłam i zdecydowałam się na szczerość. Najwyżej otrzymam słowny lincz, który nieco mnie otrzeźwi i sprowadzi na ziemię, bo stale, stale odlatuję i rozmył mi się z oczu mój przyziemny cel - zakopanie finansowego dołka. Ciężko jednak zakopywać, kiedy fruwa się w powietrzu. Skrzydeł nie stworzono po to, żeby kopać nimi doły, ale obecne skrzydła są tylko złudzeniem i czas odłożyć je na bok i wrócić do codzienności. 

Owa codzienność zaowocowała ubytkiem w postaci 995 zł. A gdzie dokładnie powędrowały? Zacznę od najbardziej obciążających mnie kategorii:

Słodycze i przekąski: 81 zł

Praca: 126,73 zł, czyli jedzenie kupowane w drodze do pracy. Starałam się, aby nie były to puste kcal, trafiło tu głównie pyszne pieczywo z nowo otwartej piekarni (kompletnie w niej przepadłam), trochę owoców, twarożki i serki do smarowania. 

Czas wolny/rozrywka: 152 zł 

Opłaty bankowe za wypłatę w nie swoim bankomacie: -2,50 zł - mój błąd, moja nieuwaga, myślałam, że to bankomat bez opłat. 

Ubrania: 19 zł, czyli rajstopy, czarne i kryjące do ciepłych zimowych sukienek. 

Kosmetyki: 30 zł - uzupełniłam to, co najpotrzebniejsze, czyli maseczki oczyszczające, waciki, maskę do włosów + jako zachcianka wpadł tu lakier do paznokci 

Koszt dojazdów do pracy w lutym to 40 zł i 40 gr, głównie za sprawą babci, która podarowała mi masę biletów, bo akurat była przy okazji obok kiosku. W ramach wdzięczności za to, że chciało jej się specjalnie wybrać po bilety wykupiłam jej recepty na kwotę 70 zł oraz podarowałam prezent urodzinowy za 59 zł. Moje wspomagacze w walce z przeziębieniem kosztowały mnie w lutym 59,79 zł. Praktycznie cały miesiąc jechałam na antygrypach, bo co rusz ktoś mnie czymś zarażał. 

Chemia i żarówki energooszczędne do domu kosztowały mnie 139 zł, a jedzenie kupowane stricte do spożycia w domu 215,60 zł.

W marcu na celowniku słodycze. Zdecydowanie.