995



Pamiętacie jeszcze ogólne założenie mojego wyzwania 30 dni za 600 zł? Wyzwanie zakładało, że w ciągu 30 dni wydam max 600 zł. Średnio 100 zł na każde kolejne pięć dni. W grudniu wynik był imponujący. 455 zł. Pękałam z dumy. Styczeń zaczął się równie optymistycznie, skończył bardzo pesymistycznie, a potem przyszedł luty. Też pełen niezbyt wesołych niespodzianek i kilku problemów, a przede wszystkim pełny stresu. Tym razem nie dałam się złym emocjom i spełniłam to, co założyłam - sumiennie przez cały luty będę spisywać każdy jeden wydatek. Zaczęło się spisywania co do grosza i wyszczególniania kategorii, następnie zredukowałam kwoty do pełnych złotówek, żeby nic mi się nie pałętało po drodze. Zaokrąglałam w górę, ale zbędnej bez przesady typu z 2 zł zrobi mi się nagle calutkie 5 ;) 

Po tłuściutkim styczniu chciałam od razu przerzucić się na ascetyczne 600 zł na 30 dni, ale postanowiłam, że będę spisywać wydatki i obserwować siebie - co, kiedy, w jakich okolicznościach kupuję i jakie korelacje dostrzegam. Na pewno widzę silną korelację pomiędzy czasem spędzanym w pracy a wydatkami na puste kalorie i zapychacze - im więcej pracy tym więcej zapychaczy. Luty, który początkowo miał być przyjemnym i krótkim miesiącem szybko okazał się niezłą męczarnią - 23 dni pracy z dojazdami, czyli +/- 12h/dzień nieźle dało mi w kość. Pocieszam się tym, że nie często tak wiele osób na raz ma problemy ze zdrowiem, ale pocieszenie działa krótko, a zmęczenie kiedyś przeminie albo i nigdy nie przeminie, nigdy nie przeminie.... ;) 

Przeminie na pewno moja beztroska w wydawaniu drobnych na batoniki i inne słodkości, co nazywa się efektem latte. Piękna nazwa, prawda? Niestety w moim przypadku pod tą piękną nazwą kryje się kwota 81 zł.... Dobrze, że Michał napisał o tym na swoim blogu, bo dzięki niemu wiem, że mój codzienny nawyk, a może i uzależnienie ma własną nazwę i mogę poczytać o tym w sieci w wolnej chwili. Z pewnością będzie to dodatkowa motywacja, a póki co motywuje mnie zakład z moim parterem o to komu zostanie więcej % pensji. Wynik z dzisiaj? U mnie wydane 0 zł, u niego ponad 30 zł. Zobaczymy jak będzie dalej, bo musicie wiedzieć, że oboje jesteśmy wybitnie nieogarnięci finansowo i leka ręka to drugie imię każdego z nas. Wróżę nam świetlaną finansową przyszłość. W dole, jak tak dalej pójdzie.


Moja lekka ręka kosztowała mnie w tym miesiącu 995 zł. Tak, te tajemnicze cyferki w tytule to moje finansowe grzechy, do których ciężko było mi się przyznać. Cały dzień myślałam czy warto to publikować? Czy znowu strzelić sobie w stopę i ogłosić światu jak wielką finansową idiotką jestem? Jak lekkomyślnym stworzeniem okazuje się Askadasuna? A może coś ubarwić, podkoloryzować, zataić?  Uwierzą, że po szalonym styczniu nagle potulnie wróciłam do 600 zł? 

Miałam dzisiaj w głowię mnóstwo sprzecznych myśli, bo naprawdę nie jest łatwo publicznie przyznawać się do swoich błędów, które zostaną mocno skrytykowane. Gryzłam się z tym w każdej wolnej chwili, aż w końcu odpuściłam i zdecydowałam się na szczerość. Najwyżej otrzymam słowny lincz, który nieco mnie otrzeźwi i sprowadzi na ziemię, bo stale, stale odlatuję i rozmył mi się z oczu mój przyziemny cel - zakopanie finansowego dołka. Ciężko jednak zakopywać, kiedy fruwa się w powietrzu. Skrzydeł nie stworzono po to, żeby kopać nimi doły, ale obecne skrzydła są tylko złudzeniem i czas odłożyć je na bok i wrócić do codzienności. 

Owa codzienność zaowocowała ubytkiem w postaci 995 zł. A gdzie dokładnie powędrowały? Zacznę od najbardziej obciążających mnie kategorii:

Słodycze i przekąski: 81 zł

Praca: 126,73 zł, czyli jedzenie kupowane w drodze do pracy. Starałam się, aby nie były to puste kcal, trafiło tu głównie pyszne pieczywo z nowo otwartej piekarni (kompletnie w niej przepadłam), trochę owoców, twarożki i serki do smarowania. 

Czas wolny/rozrywka: 152 zł 

Opłaty bankowe za wypłatę w nie swoim bankomacie: -2,50 zł - mój błąd, moja nieuwaga, myślałam, że to bankomat bez opłat. 

Ubrania: 19 zł, czyli rajstopy, czarne i kryjące do ciepłych zimowych sukienek. 

Kosmetyki: 30 zł - uzupełniłam to, co najpotrzebniejsze, czyli maseczki oczyszczające, waciki, maskę do włosów + jako zachcianka wpadł tu lakier do paznokci 

Koszt dojazdów do pracy w lutym to 40 zł i 40 gr, głównie za sprawą babci, która podarowała mi masę biletów, bo akurat była przy okazji obok kiosku. W ramach wdzięczności za to, że chciało jej się specjalnie wybrać po bilety wykupiłam jej recepty na kwotę 70 zł oraz podarowałam prezent urodzinowy za 59 zł. Moje wspomagacze w walce z przeziębieniem kosztowały mnie w lutym 59,79 zł. Praktycznie cały miesiąc jechałam na antygrypach, bo co rusz ktoś mnie czymś zarażał. 

Chemia i żarówki energooszczędne do domu kosztowały mnie 139 zł, a jedzenie kupowane stricte do spożycia w domu 215,60 zł.

W marcu na celowniku słodycze. Zdecydowanie. 


Komentarze

  1. Rozumiem że pracujesz na etacie. Dlaczego w takim razie nie pójdziesz na zwolnienie jak jesteś chora i nie wyleżysz tej choroby tylko wydajesz 60 zł na ten syf jakim są te antigripy? Poza tym kasa to pikuś, takie chodzenie w trakcie choroby jest bardzo szkodliwe dla organizmu i możne kiedyś się zemścić poważna chorobą. A przede wszystkim: po co? Skoro inni chorują i nie przychodzą to ty tez chyba możesz?

    OdpowiedzUsuń
  2. Przyznam szczerz że gdybym nie miał codziennych obowiązków związanych głównie z dzieciakami, to pewnie poszedłbym na taki eksperyment. Wyjechałbym na domek na wsi i siedziałbym tam przez 30 dni, mając do dyspozycji jedynie 600 zł. Myślę że dałbym radę tylko musiałbym z góry zaplanować na co konkretnie mogę to wydać, co kupować żeby nie wyjść poza ramy. Oczywiście mówię tu wyłącznie o mnie czyli o 1 osobie, bo nie wyobrażam sobie by ktoś jeszcze mógł za to się utrzymać ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez przesady, autorka mieszka z rodzicami i tam też je większość posiłków. Jej zakupy to głównie zachcianki, bilety plus raty i utrzymanie kotów. Nie utrzymuje mieszkania, dziecka, nie musi się za to wyżywić całkowicie więc to zupełnie inna sytuacja niż faktycznie się utrzymać za 600 zł. To raczej walka z pokusami, zachciankami, słodyczami, kupowaniem kolejnych ubrań i kosmetyków.

      Usuń
    2. A może zrobisz listę tego na co wydasz w marcu? I potem zweryfikujesz, co pominęłaś? No i dlaczego.
      Nie możesz brać z domu jedzenia do pracy? Kanapka, owoc, sałatka makaronowa, koktail, kawa z kubku termicznym czy co tam lubisz. 139 na chemię i żarówki niewiele mówi. Równie dobrze żarówka mogła być za 39, wtedy 100 na chemię wygląda inaczej. Byłaby spora kwota, z którą można coś zrobić.
      Mocno trzymam kciuki i nadal zamierzał do Ciebie zaglądać.

      Usuń
    3. Akurat w lutym większość jedzenia spożywam w pracy, nie w domu. Stąd też takie wysokie kwoty :-) w grudniu miałam normalny grafik i mnóstwo wolnego, więc przygotowanie jedzenia nie stanowiło problemu :) teraz cóż.... Padam na twarz.

      Usuń
  3. a nie możesz sobie kupić biletu miesięcznego, na pewno byłoby taniej? chyba, że z tymi biletami to wyjątkowa sytuacja

    OdpowiedzUsuń
  4. W tym miesiącu nie opłacało mi się kupować miesięcznego, bo miałam w planach przenosiny do innej pracy, a że nie wiedziałam czy w obecnej popracuje tydzień czy trzy z obecnego miesiąca, więc zdecydowalam się na bilety jednorazowe. W przeliczeniu na ilość przejazdów w tym miesiącu wyszło taniej. Miesieczny 144 zl.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Bardzo dziękuję za Twój komentarz ;)