Posty

Wyświetlanie postów z październik, 2018

Ile wydałam na koty przez 10 miesięcy?

Pamiętacie mój plan budżetu na 2018 rok? Ja też nie. Ostatnie 9 miesięcy przeciekło mi przez palce niesamowicie szybko. Większą część czasu spędziłam w pracy, przez wiele miesięcy moje myśli zajmowała choroba, która dopadła bliską mi osobę i właściwie nadal dużo o tym myślę, ale udało mi się nieco uspokoić i zdystansować w tej kwestii. Pamiętam jednak, że miałam ambitny plan pozbycia się długów, co się udało. Następnie był długotrwały detoks zakupowy nastawiony głównie na kupowanie ubrań. Myślę, że to mi się udało, bo na dzień dzisiejszy wydałam na ubrania niecałe 700 zł (od początku roku!), a potrzebuję jeszcze tylko butów na zimę oraz 3-4 par grubszych rajstop. I pamiętam, że były jeszcze wydatki na koty. 
Wspomniane wydatki na koty zakładały, że na moje sierściuchy wydaję maksymalnie 240 zł na miesiąc, czyli maksymalnie 2880 zł. Cel wówczas wydawał mi się w zasięgu ręku. Dokonałam jakichś obliczeń i wyszło mi, że ta oto kwota będzie adekwatna. Nie do końca pamiętam jednak jak dosz…

Miesiąc bez fb

Miesiąc temu usunęłam swoje konto na fb. Przymierzałam się do tego od wielu miesięcy, głównie dlatego, że fb jako narzędzie przestał być dla mnie użyteczny. Czułam się wręcz zmęczona posiadaniem tam konta oraz konta na messengerze. Ciągłe bycie online nie jest dla mnie. Podejrzewałam to od bardzo dawna, ale dopiero ten miesiąc w pełni potwierdził moje przypuszczenia - nie potrafię być online 24/7. Ba. Dla mnie bycie online nawet przez 12 h dziennie to przegięcie. Oczywiście mówię tylko o sobie, bo moi znajomi bez problemu się w tym odnajdują i bardzo to lubią. 
Przez ostatnie 30 dni byłam niesamowicie spokojna. Nic mi nie wibrowało, a sprawdzenie godziny nie wiązało się z odczytaniem szeregu mnie lub bardziej ważnych informacji. Głównie tych mniej ważnych. Nie myślałam też o tych wszystkich podróżach znajomych, imprezach, na które nie mam czasu lub pieniędzy, ani nie bombardowały mnie sugestie jak powinnam żyć, co kupować. To niezwykle wyzwalające. Stałam się panią swojego czasu, bo …

Zmiany po spłacie długów

Spłata długów była celem, który zajmował mi ostatni rok. Właściwie to zajmowało mnie to przez dłuższy okres czasu, ale na poważnie poświęciłam się temu dopiero po założeniu bloga. Nie wyszło to jednak tak jak chciałam. Miało być idealistycznie, minimalistycznie i zawsze 600 zł na 30 dni, ale życie zweryfikowało moje ambitne plany i wiele razy moje plany rozminęły się z rzeczywistością bardzo bardzo. Guru finansów osobistych nie zostanę nigdy, to już wiem. Za mało jest we mnie dyscypliny i determinacji w dążeniu do celu, a wiedzcie, że to moja bolączka od wielu wielu lat. Myślę, że gdybym była bardziej zdyscyplinowana, zdeterminowana i nie odpuszczała na ostatniej prostej, to dzisiaj byłabym w zupełnie innym, lepszym miejscu. Ale czy aby na pewno? Na pewno nigdy się nie dowiem, ale wiem, jakie mam wady i co mnie w sobie denerwuje. Wiem, nad czym mogę pracować i co może uczynić mnie lepszą wersją siebie dla samej siebie. 
Wiele spośród moich wad odkryłam właśnie podczas spłaty długów -…

Pozbyłam się wszystkich długów!

Długo czekałam na ten dzień. Obliczyłam sobie moment, w którym przeleję pieniądze na poczet spłaty wszystkich kredytów i okazało się, że nie bardzo mogę wytrzymać do tego 10 listopada. Głównie przez to, że świadomość posiadania długów zagnieździła się w moim umyśle na tyle, że trochę zaczęłam świrować. Ograniczyłam spotkania ze znajomymi do minimum, w sklepie zastanawiałam się nad każdą wydaną złotówką i czy aby na pewno muszę jeść śniadanie, bo w końcu banany dzisiaj takie drogie... Potem nadszedł czas na rozważania czy aby na pewno potrzebna mi lampa. Bo może jakoś da się żyć w pokoju bez jedynego źródła światła. Chodzić spać z kurami, używać latarki. Trochę mi się odpłynęło. Najgorsze jednak było to tłumaczenie się przed wszystkimi z wszystkiego, które automatycznie ze mnie wychodziło, i to przeliczanie ile jeszcze muszę zaoszczędzić w październiku, żeby w listopadzie być wolną od długów.

Rozumiecie to? Zapieprzam bite 3 miesiące w pracy za każdego niemal dzień w dzień, potem pada…

Moje wydatki z sierpnia i września

Mamy 6 października i szczerze mówiąc, gdzieś umknęły mi spisy wydatków z sierpnia i września. Zbierałam się, żeby je napisać, ale tutaj internetowy detoks, tutaj kilkudniowa przerwa od telefonu, potem nadgodziny i jakoś tak to wszystko zleciało aż do dzisiaj. Dlatego też nadrabiam braki i spieszę wyjaśnić na co i gdzie wydawałam pieniądze od 1 sierpnia do 30 września.

Sierpień Piękny letni miesiąc, który był stanowczo za krótki. Niby aż 31 dni, ale ja miałam w jego trakcie wolnych może z 5, z czego jeden spędziłam na ślubie. Wesele zobaczyłam jedynie na początku, ponieważ musiałam od razu zacząć zbierać się i wracać do domu, bo na drugi dzień praca... Wyrabianie nadgodzin tylko po to, żeby spłacić zadłużenie jest zwyczajnie przykra. Słowo. To takie zapieprzanie po nic. Niby w imię bezpieczeństwa finansowego i pozbycia się balastu, ale kurwa, to życie przemija tak szybko, kasa ucieka jeszcze szybciej i niemal dzień w dzień doskwierała mi myśl o tym ile to mnie omija. A ominęło bardzo …

Najważniejsze czego nauczyło mnie spłacanie długów

Kiedy już na stałe pogodziłam się z tym, że mam długi( i to dość spore w stosunku do zarobków) oraz zdecydowałam, że najwyższy czas się ich pozbyć, popełniłam jeden poważny błąd - nie przepracowałam sobie tego w głowie. Rzuciłam się na głęboką wodę, podjęłam ambitne cele i kilka razy życie spłatało mi figla i po spłacie dużej części, musiałam zapożyczyć się znowu. Ironia, kurwa, losu. Poprzeklinałam sobie wtedy trochę, powkurzałam się na wszystko dookoła na czele z samą sobą i dalej potulnie spłacałam długi wciąż popełniając ten sam błąd. Błąd nie był finansowy. Błąd siedział gdzieś tam w mojej psychice i zdałam sobie z niego sprawę dopiero po wielu miesiącach. 
Wszystko zaczęło się dosyć niewinne. Ograniczałam środki na rozrywkę, podjęłam decyzję o detoksie zakupowym, żeby nie wydawać kasy na ubrania i skupić się na tym, co już mam oraz odłożyłam w czasie wszelkie wycieczki, wyjazdy, eskapady i krótkie wyjazdy. Zaczęłam też brać coraz więcej nadgodzin, co nie uszło uwadze znajomych.…