Ile kosztuje kot, czyli ile wydałam na koty w 2018


Utrzymanie i posiadanie zwierzęcia to sporna kwestia. Jedni nie przywiązują do tego zbytniej wagi, inni zwierząt nie mają, jeszcze inni inwestują w zwierzaka ogromne pokłady pieniędzy, kolejne osoby sięgają po najbardziej reklamowane i jednocześnie słabe karmy, a jeszcze kolejne - robią wszystko zupełnie inaczej. Ja uwielbiam moje koty i nie wyobrażam sobie, że ich nie ma. Są pocieszne, zabawne, każdy z nich jest po sporych przejściach przez co widzieć je teraz szczęśliwe i zadbane - bezcenne. 

Wolontariat w schronisku dał mi w kość bardzo, naprawdę bardzo. Aż tak bardzo, że musiałam z niego zrezygnować, ponieważ przy całej mojej wyrozumiałości i cierpliwości notorycznie trafiałam na ludzi, których miałam ochotę pozabijać. Szczerze mówiąc to moje zapędy w tej kwestii i ogólne poczucie nienawiści do ludzi krzywdzących zwierzęta bardzo zatruły mój umysł i postanowiłam się od tego odciąć. Stale uspokajam się i hamuję powtarzając w myślach i na głos, że nie mam wpływu na to, co w kwestii zwierząt robią inni ludzie. Mogę zareagować telefonem na 112, TOZ albo straż miejską, gdy widzę lub wiem, że ktoś krzywdzi zwierzę; mogę się odezwać, gdy dzieje się to obok mnie na ulicy albo u sąsiada. Nie mam jednak wpływu na wszystkich ludzi, ani nawet na większość, dlatego staram się skupiać na swoich kotach i odsuwaniu negatywnych myśli oraz omijania reportaży, filmików i innych rzeczy dotyczących znęcania się nad zwierzętami. To też irytowało mnie na fb - udostępnianie takich treści na potęgę, które potem bombardowały mnie z każdej strony, a po udostępnieniu działanie znajomego/znajomej kończyło się. Niby uświadamianie ważna sprawa, ale czy rozpowszechnianie takich przykrych treści przekłada się na cokolwiek oprócz umocnienia naszej świadomości, że zwierzęta nadal są i zapewne długo jeszcze będą krzywdzone, bo ktoś nie radzi sobie ze swoją agresją? 

Cieszę się, że w swoim życiu trafiam na naprawdę wiele osób, które nie tylko dbają o swoje zwierzęta, ale również poświęcają swój czas, energię i nierzadko spore fundusze na pomoc bezdomnym zwierzętom. W dodatku robią to bez potrzeby poklasku, pochwały czy innego zachwytu. Trochę szkoda, bo to taki powiew pozytywu w tej sprawie, a trochę nie szkoda, bo dzięki temu mają więcej czasu na niesienie pomocy. Nawet tej drobnej jak wyniesienie ciepłego koca do miejsca, w którym śpi bezdomny kocur. 

Zapewne dziwi Was, że podsumowanie wydatków na koty robię 23 listopada, kiedy do końca roku pozostało jeszcze kilka tygodni. Mnie natomiast w ogóle to nie dziwi, bo mam zapędy do robienia takich zapasów kociego jedzenia, że w razie apokalipsy to chyba ono trzymałoby moją rodzinę przy życiu, bo zapasy żywności ludzkiej mamy mocno ubogie. Niemniej jednak w listopadzie wydałam na moje koty zawrotną jak na ten rok kwotę 650 zł bez kilku złotych na zapas poniższych karm, uzupełnienie zapasu suchej karmy, bo kociastym obecna trochę się nudzi i nie jedzą jej już z takim zapałem jak na początku. Męczą ją już od kilku miesięcy, więc w sumie to się nie dziwię. Postanowiłam więc kupić im jakiegoś kocego fast fooda, w tym wypadku purine one do wymieszania z tym, co mam w domu, bo może dzięki temu będą jeść z większym zapałem. 

Karna mokra, która kupuję obecnie: 



Karma Mokra
NazwaGramaturaSztukKwota łączna
Felix Junior100 g 9841 206,80zł
Schmusy 100 g3651,20zł
O'Canis200 g30148,20zł
Catz Finefood200 g30140,00zł
Cosma85 g4848,80zł
Cosma400 g66618,00zł
Concept for life 85 g276550,70zł
RAZEM2 763,70zł


Karma sucha to w moim domu stały element. Jeszcze w poprzednim roku zrobiłam tak niewyobrażalne zapasy, że tej podstawy starczy mi spokojnie do końca stycznia jak nie dłużej. Czasem kociaki mają urozmaicenie w postaci małych paczek karm suchej, którą zamawiam za punkty zbierane w Zooplusie. Moje mocne postanowienie nie robienia zapasów idzie mi niezwykle słabo od początku 2018 roku. Chyba w pewien sposób rekompensuje sobie tymi kocimi zakupami wydatki w innych kategoriach. A może to jakiś nawyk? W każdym razie kolejne zakupy mokrej karmy przewiduję dopiero w momencie, gdy w szafie zostanie mi ostatnie pudełko zwierające 12 sztuk karmy Felix, bo trochę z tym magazynowaniem przesadzam.


Karma sucha
NazwaGramaturaSztukKwota łączna
Purizon400 g 566,40zł
Purina One9 kg3114,62zł
Purina One800 g452,40zł
RAZEM233,42zł

W 2017 roku na koty wydałam 4161,20 zł czyli prawie 350 zł miesięcznie. Z nieznanych dla siebie powodów na początku tego roku założyłam, że na koty będę wydawać 240 zł miesięcznie. Hm... gdzie 240 zł a gdzie listopadowe 650 zł. Zakładając te 240 zł chyba uderzyłam się w głowę albo nie przewidziałam, że moja potrzeba robienia kocich zapasów jest aż tak wielka. W każdym razie na koty w roku obecnym wydałam 3426,77 zł (więcej możecie przeczytać TUTAJ i TUTAJ), czyli jakieś 300 zł miesięcznie. Pozwolę sobie to zaokrąglić nieco w górę, bo zdarza się, że kupując przerośniętą wołowinę dla jednego z moich kotów wrzucam to do spożywki, a czasem wydaję kilka zł na jakieś przekąski z marketu, więc może nawet więcej niż 300 zł. 

Warto zauważyć, że w 2018 roku nie wydałam ani złotówki na weterynarza. W kwestii odrobaczenia korzystałam z tabletek zakupionych jeszcze w 2017 roku, szczepienia i przeglądy zaplanowane mam na rok 2019 na co w chwili obecnej odkładam pieniądze. Powyższe 3500 zł to wydatki wyłącznie na karmę suchą, mokrą i żwirek oraz zakup nowej kuwety narożnej XXL za cenę 60 zł. Ogromna kuweta przy takiej ilości kotów, to genialna sprawa i polecam każdemu, chociaż początkowo taka kuweta wygląda jak basen ;)


Inne
NazwaSztukKwota łączna
Żwirek 14 l16372,96zł
Kuweta 225,60zł
Filtr do kuwety17,80zł
Kuweta XXL159,80zł
RAZEM466,16zł

Jeśli założyć wydatki na weterynarza na poziomie roku 2017, czyli kwota 900 zł + wydatki na karmę i żwirek w kwocie 3500 zł to w 2018 roku wydałabym jeszcze więcej niż w roku 2017. Myślę, że mocno przegięłam z założeniem rocznych wydatków na koty na poziomie 2800 zł. Może gdyby nie moje zapasy to by się udało, ale obkupiłam się jak dziki szympans i nic na to nie poradzę. Mogę jedynie zweryfikować moje założenie na rok 2019 i spróbować nie przekroczyć kwoty 3500 zł na karmę i hamować się od robienia potężnych zapasów. Kwoty na weterynarza nie zakładam, bo na to mam niewielki wpływ. Z kocim przeglądem różnie bywa - szczepienia, odrobaczenia, przegląd uzębienia, być może badania krwi dla orientacji co tam się w kociastych dzieje. W 2018 miały się naprawdę dobrze i chciałabym, żeby ten poziom zdrowia utrzymał się jak najdłużej. Cieszę się, że mają błyszczące futerko, są żywe i mają apetyt. Choroba zwierzaka to zawsze ogromne przeżycie. Stres dla niego, dla mnie, dla rodziny oraz dla innych kociaków. 


**** Kwoty z tabelek nie zgadzają się z kwotą jaką podaję za wydatki ze względu na to, że przygotowując tabelkę uwzględniam ceny zakupionych produktów bez uwzględniania rabatów doliczonych do rachunku końcowego danego zamówienia.


Wyzwanie 250 zł na jedzenie cz. I


Czyli ile wydałam na jedzenie przez ostatnie 20 dni. Dokładniej to w ciągu 19 dni, bo do pełnej dwudziestki zostało jeszcze jutro, ale mam już zaplanowane wylegiwanie się brzuchem do góry i nie wyściubiam z domu nosa, więc szans na wydanie pieniędzy nie będzie. Moje konto zostało wyzerowane. Wszystko, co miałam kupić, już kupiłam. Reszta kasy poszła na konto oszczędnościowe, a w portfelu został mi jedynie banknot 100 zł, a że szkoda mi go rozmieniać, to czeka na kolejny etap wyzwania 250 zł na jedzenie, który zacznie się już w sobotę. 

Ten miesiąc pracy to jeden z moich dwóch ulubionych w tym roku. Pierwszy to październik, kiedy to pozbyłam się dług oraz zakończyłam na ten rok moją przygodę z nadgodzinami ku rozpaczy naprawdę wielu osób. W listopadzie natomiast mój grafik jest wprost przecudowny. 5 dni pracy, 16 dni wolnego, 7 dni pracy. Niby takie 5-7 dni w pracy pod rząd po 10-11h nieźle daje w kość, ale takie zagęszczenie wolnych dni rekompensuje wiele, naprawdę wiele i bardzo ułatwia oszczędzanie na jedzeniu. Grudzień nie będzie już tak kolorowy, bo jak to w grudniu - trzeba doliczyć prezenty, święta i sylwestra. Mam ten komfort, że moja rodzina podchodzi do tematu świąt bardzo zdroworozsądkowo - przygotowujemy tylko ulubione potrawy zamiast tradycyjnych 12, w niewielkiej ilości oraz stawiamy na praktyczne prezenty albo w przypadku braku pomysłu na słodycze. Dzięki temu nie mamy potrzeby zapożyczania się. A pamiętam jeszcze czasy, kiedy zapożyczanie się na święta było u nas standardem, bo tak było ciężko z kasą, ale nie ze względu na zarobki, ale na oczekiwania jak święta powinny wyglądać. Cieszę się, że od tego odeszliśmy, bo marnowało się wiele, nerwy były okrutne, a atmosfera świąt była ciężka, bo zaraz po świętach zaczynały się sprzeczki i kłótnie jak pozbyć się zadłużenia. Ach ten świąteczny nastrój z tamtego okresu...


Zanim przejdę do spisu tego, co i za ile kupiłam w ciągu ostatnich dni, zaznaczę, że brakuje mi kilku paragonów. Nie wzięłam ich przez roztargnienie, ale od razu po zakupach zanotowałam w notesie ile i na co wydałam. Gdybyście widzieli mój notes... Prawdziwy brudnopis. Zakres tematyczny od sasa do lasa, różne kolory długopisów, mazaków, listy zadań wymieszane z refleksjami codziennymi. No totalny chaos, ale nawet tak chaotyczne prowadzenie notesu bardzo mi pomaga, gdy w głowie mam zbyt wiele myśli. 

No to ile wydałam od 4.11 do 22.11?

4 listopada 
13,46 zł -> baton twix Xtra 1,89 zł; truskawki mrożone 450 g 5,99 zł; zioła prowansalskie 1,59 zł; warzywa na patelnie 750 g 3,99 zł;

5 listopada 
3,8 zł -> zakupy na śniadanie do pracy. Dwie kajzerki 1,40 zł oraz serek śmietankowy 2,00 zł

6 listopada
6,89 zł -> zakupy na śniadanie do pracy. Moje trzy ulubione bułeczki z ziarnami, jogurt pitny, batonik. Paragonu nie ma, bo pani kasjerka zamiast oddać mi paragon schowała go do szufladki. Po co? Na co? Nie wiem. Zauważyłam jednak, że robi tak z każdym paragonem. Praktyka dziwna i dosyć podejrzana, bo finalnie nie wiem co i ile kosztowało, a najgorsze jest to, że zakupiony jogurt, mimo że ważny jeszcze kilka dni, dosłownie wypłynął mi z butelki po otwarciu, tak bardzo był zepsuty.... 
7,81 zł -> kukurydza konserwowa 1,99 zł; groszek zielony konserwowy 1,59 zł; baton twix Xtra 1,69 zł; jabłka 0,65 zł; fasola konserwowa czerwona 1,99 zł; 

7 listopada
20,94 zł -> zakupy rossmannowskie tym razem. Dwa batoniki kinder country 2,98 zł; peeling do twarzy 4,98 zł; tampony i plastry na odciski 12,98 zł

8 listopada
13,30 zł -> 5 zł mięso mielone, 1,39 zł śmietana 12%; 2,56 zł cukinia; 2,84 pomarańcze; 1,51 zł jabłka

9 listopada
21,70 zł -> warzywa na patelnie 750 g 3,99 zł; bułka z dynią x3 2,07 zł; ryż brązowy 2,15 zł; truskawki mrożone 450 g 4,99 zł; cukinia 1,52 zł; jogurt naturalny 250 g 0,99 zł; ser camembert 5,99 zł 

10 listopada
9,80 zł - brak paragonu z powodu roztargnienia. Kupiłam pomarańcze, batona, oliwki czarne, pomidory. 

11 listopada 0 zł 

12 listopada - 20 zł wydane na alkohol podczas spotkania ze znajomymi. Te 20 zł wędruje do kategorii rozrywka. 

13 listopada 
14 zł bilet do kina (rozrywka)
6 zł słodycze
2 zł woda (zaokrąglone w górę)
5 zł wydane na peeling do twarzy (zaokrąglone w górę)

14 listopada
3,10 zł chleb żytni
3,70 zł majonez mały kupiony w sklepie osiedlowym. Drogo jak nie wiem!

15 listopada
10 zł bilet do kina (rozrywka)
4,60 zł dwa precle 

16 listopada - 18 listopada byłam poza domem i nie wydałam ani grosza na jedzenie. Bycie gościem zawsze spoko ;)

19 listopada 
41,73 zł -> kapusta pekińska 3,34 zł; 2xjogurt naturalny 150 g 1,34 zł; 2xjogurt pitny mullermilk 5,58; płatki owsiane 2,49 zł; gumy orbit 1,89 zł; śmietana 400 g 12 % 2,89 zł; migdały 5, 49 zł; pieguski 3,99 zł; jabłka 1,09 zł; pomidory 1,53 zł; śliwki 1,68 zł; papryka zielona 0,65 zł; wiórki kokosowe 1,99 zł; płatki orkiszowe 3,99 zł; makaron 3,79 zł

20 listopada 
28 zł - kino (rozrywka) 

21 listopada
2,5 zł - kanapka. Wiele godzin poza domem i dosłownie zassał mnie głód. Kiedy już z bólem serca postanowiłam wydać 7 zł na dużą kanapkę delux pani poinformowała mnie, że o tej godzinie są już przecenione i jedna kosztuje 2,5 zł. Moje szczęście nie miało granic! 

16,24 zł -> 2 x takie paluchy biedronkowe - jedne z sezamem, drugie z oliwą z oliwek 2x3,99 zł; jabłka 1,76 zł; banany 2,62 zł; jogurt 400 g 1,89 zł; jogurt 350 g 1,99 zł. Nie wiem dlaczego te jogurty mają tak różną cenę nieadekwatną do wielkości, ale biedronka rządzi się swoimi prawami. Podpowiem, że jeden był morelowy, drugi o smaku kiwi ;)

Podsumowując powyższe zapiski:

Rozrywka kosztowała mnie: 72 zł 
Kosmetyki oraz zakupy rossmannowskie: 22,96 zł; liczmy 23 zł dla równego rachunku. 

Słodycze: 24,40 zł batoniki bezparagonowe liczyłam po 2,5 zł za sztukę. 

Jedzenie właściwe ;) -> 254,57 minus 72 zł na rozrywkę minus 23 zł na kosmetyki minus 24,57 na słodycze dla równego rachunku daje nam... 135 zł 

A co ja jadłam za te 135 zł? 

4.11 (praca) 
banany, jabłka, chrupkie pieczywa kupione przed rozpoczęciem wyzwania, znalezioną w szafce pikantną zupkę chińską oraz wypiłam dwa jogurty pitne również zakupione przed wyzwaniem; po pracy placki z cukinii + sos czosnkowy

5.11 (praca) 
przed pracą: koktajl z mleka, kakao, banana; w pracy: dwie kajzerki z serkiem śmietankowym, jabłka, po pracy placki z cukinii z sosem czosnkowym;

6.11 (praca) moje ulubione bułeczki z ziarnami sztuk 3, dwa batony - jeden zakupiony przeze mnie, drugi w prezencie od klienta, miał być też jogurt pitny, ale okazał się zepsuty i poszedł do kosza, po pracy zjadłam ryż z warzywami z paczki. W dni pracujące wybieram ryż biały, bo gotuje się znacznie szybciej, w dni wolne staram się sięgać po ryż brązowy. 

7.11 (praca) zrażona wpadką z zepsutym jogurtem, postanowiłam przygotować dnia poprzedniego więcej ryżu i warzyw i zabrać w pojemniczku do pracy. Na zimno też nie jest złe. Niestety nie posiadam w pracy ani lodówki ani mikrofali, a co przy zmianach po 9-11 godzin jest dosyć uciążliwe. 

To byłoby tyle, jeśli chodzi o część pracującą. Część wolna ze swobodnym dostępem do własnej kuchni, lodówki oraz zapasów typu olej, mąka, cukier, sól, ocet, jajka itp. dało sporą oszczędność.

8.11 
danie jednogarnkowe z mięsa mielonego, cebuli, kukurydzy, groszku, ostrej papryki, suszonych pomidorów oraz koncentratu pomidorowego. Zjadłam na późne śniadanie oraz na obiad. Kolacja to bułka z wiśniami zakupiona przez moją babcię :)

9.11 danie jednogarnkowe z dnia poprzedniego, 3 bułki z dynią oraz camembertem, pomarańcze, ciasto i kawa z babcią

10.11 ryż brązowy z warzywami, krokiety, ciasto z morelami i kawa u babci;

11.11 wsparcie babci w oszczędzaniu nieocenione - obiad w jej wykonaniu oraz ciasto na deser, na kolacje placki z cukinią oraz śmietana 12%

12.11 racuchy ze śmietaną, makaron z truskawkami, kolacja na mieście z partnerem

13. 11 bułka słodka + kawa, placki z cukinii + sos czosnkowy na dwa posiłki, kanapka z pasztetem z gęsi, dwa batoniki, 

14.11 kanapki z chleba żytniego i pasty jajecznej, frytki. 

15. 11 kanapki z chleba żytniego i pasty jajecznej, mała jogobella, sałatka z pomidora i papryki, dwa precle, pomarańcze

16.11-18.11 poza domem

19.11 - dwa jogurty pitne mullermilk, racuchy ze śmietaną na dwa posiłki oraz makaron z truskawkami na kolację

20.11 danie jednogarnkowe z mięsa mielonego, cebulki, pomidorów z puszki, fasoli czerwonej, cieciorki, soczewicy czerwonej oraz jabłko i pomarańcz

21.11 danie jednogarnkowe; 2 razy sałatka z kapusty pekińskiej, pomidora, papryki czerwonej, oliwek czarnych

22. 11 reszta dania jednogarnkowego z poprzednich dni - takie już trochę wmuszanie w siebie oraz kanapka. 

Na jutro na pewno też coś się znajdzie, bo z zakupionych przeze mnie rzeczy została jeszcze paczka truskawek, paczka warzyw na patelnie, pomidor, pół słoiczka majonezu i 3/4 słoika czarnych oliwek, papryka zielona, dwa jogurty naturalne, 2 jogurty owocowe 350 g i 400 g, cały zapas płatków owsianych i gryczanych, wiórki kokosowe, migdały, jabłka, banany, cały makaron, sporo ryżu. 

Jak widzicie jem dość monotonnie i jak coś mi posmakuje, to potrafię to jeść na kilka posiłków pod rząd. Nie odczuwam potrzeby jedzenia 5 różnych posiłków dziennie, choć na pewno wyszłoby mi to na zdrowie. Z tego, co mi zostało mam w planach zrobić ryż z warzywami, pastę jajeczną jak dokupię dobry chleb, sałatkę, mieszankę śniadaniową do jogurtów z płatków owsianych i gryczanych, migdałów oraz wiórek kokosowych. Myślę, że warto wspomnieć o tym, że od pewnego czasu jem znacznie mniej pieczywa. Głównie zjadam je w pracy kupione chwilę przed rozpoczęciem pracy, jakieś dobre do pasty jajecznej lub bułki z dynią, gdy już mnie naprawdę najdzie. 


Kolejne zestawienie po 30 listopada.

Sporo pieniędzy wydałam w listopadzie na kino, ale dawno już nie było w kinowej ofercie tylu filmów, które by mnie zaciekawiły, dlatego też, korzystając z obniżki cen do 14 zł, postanowiłam trochę się rozpieścić i wybrać do kina kilka razy. Uwielbiam chodzić do kina sama, mogę wtedy w 100% skupić się na filmie, moich odczuciach i w spokoju wyrobić sobie zdanie na temat obejrzanego filmu. Chociaż nie ukrywam, lubię chodzić do kina w towarzystwie, ale muszę mieć na to ochotę i zawsze pojawia się kwestia dogadania, ustalenia terminu pasującego każdemu i inne zawirowania, których nie ma, gdy postanawiam iść sama ;)




Wyzwanie: 250 zł na jedzenie


Po październiku obfitującym w przyjemności i rozrywkę, postanowiłam trochę się ograniczyć i zdecydowałam, że w ciągu 35 dni wydam na jedzenie 250 zł. Średnio wychodzi to około 7 zł na dzień. Czy mi się uda? Zobaczymy. Przyznam, że sama jestem ciekawa jak mi pójdzie. Mam o tyle komfortową sytuację, że mieszkam z rodziną, więc bazowe produkty typu olej, mąk, cukier, sól, przyprawy, jajka, itp. mam na stanie, nie muszę więc kompletować kulinarnej wyprawki od podstaw. Na to na pewno nie wystarczyłoby mi pieniędzy, ale z tą bazą powinno pójść w miarę dobrze. 

Na chwilę obecną nie jem mięsa ani wędlin, zwyczajnie nie mam ochoty. Wybieram głównie kasze, ryż, makarony, warzywa i owoce. Wyzwanie podzielę na dwie części - jedna będzie dotyczyła wyżywienia w dni pracujące, kiedy nie ma mnie w domu 11-12 godzin; natomiast druga dotyczyć będzie dni wolnych od pracy. Myślę, że to rozróżnienie jest ważne, ponieważ inaczej komponuje się posiłki pod kątem siedzenia w pracy 10 godzin bez mikrofali i lodówki, a inaczej gdy mamy przez kilka dni stały dostęp do swojej kuchni, lodówki i zamrażalki. 

Gdy zakładałam bloga wyzwaniem było dla mnie zamknięcie się z wydatkami w kwocie 600 zł na miesiąc. Udało mi się to może raz, potem spędzałam w pracy wiele godzin, żeby aż tak bardzo nie ucinać wydatków i pozwolić sobie od czasu do czasu na przyjemności. Ograniczałam co prawda wydatki w różnych kategoriach typu ubrania, kosmetyki, ale nadal wydawałam dużo więcej niż zakładało to moje początkowe postanowienie i wyzwanie. 

Na chwilę obecną mam sporo wolnego czasu, bo grafik w pracy ułożył mi się tak, że przez kilka dni mam sporo pracy, potem dużo wolnego, a potem znowu jestem niewolnikiem mojej firmy ;). Dzięki temu mogę w spokoju skupić się na planowaniu posiłków i wydatków na wiele wolnych dni pod rząd. Logistycznie to świetna opcja - jest czas na zakupy, czas na gotowanie, nie ma pośpiechu, nie muszę myśleć, że jeszcze trzeba umyć włosy, wziąć prysznic i że mam coraz mniej czasu, żeby się wyspać, a od rana znowu praca. 

Myślę, że takie dobrowolne ograniczanie się, bez presji w postaci spłacania długów lub odkładania na niespodziewany, ale bardzo pilny wydatek, to dobre doświadczenie. Sprawdzamy samych siebie, badamy nasze granice, uwalniamy kreatywność i mamy to miłe poczucie, że robimy to dla siebie, z własnego wyboru, dla własnej satysfakcji. Bez zewnętrznych wymogów i zobowiązań, które do tego zmuszają. 


Październik miesiącem rozrzutności



Październik był punktem zwrotnym w moim życiu - pozbyłam się wszystkich długów, zaczęłam życie z czystym kontem i postanowiłam wprowadzić kilka zmian na najbliższe tygodnie w postaci m.in. rezygnacji z brania nadgodzin, co pozwala mi spędzać więcej czasu z bliskimi oraz zwyczajnie wypocząć, bo na początku września czułam się jak prawdziwy wrak. 

Początkowo obawiałam się tego miesiąca, bo po spłaceniu zadłużenia zostało mi niewiele pieniędzy. Przyjęłam to jednak z godnością i wzięłam na klatę, bo lepiej mieć mało własnych niż dużo cudzych, które trzeba potem zwrócić. Ktoś, kogo bardzo szanuję, powiedział mi zresztą ostatnio rządź się za własne, a jak masz nadwyżki, to zrób z nimi, co chcesz, ale unikaj jak ognia pożyczek i cudzych pieniędzy; ile mam, tyle wydaję, nic ponad to. Nie mam, nie wydaję. W dobrym momencie usłyszałam te słowa, bo wzbudziły we mnie sporo entuzjazmu. A jeszcze więcej entuzjazmu i radości wzbudził we mnie zwrot pożyczki. W lepszych czasach pożyczyłam bliskiej osobie pieniądze i oto wróciły one do mnie w chwili, gdy zastanawiałam się, co zrobiłabym, gdyby nagle pojawiło się więcej kasy. I wiecie, co? Postanowiłam je zwyczajnie przejebać ;) Roztrwonić, wydać na co chcę i gdzie chcę. Bo mogę, bo chcę, bo ciężko pracowałam przez ostatnie miesiące, a 500 zł oszczędności na dzień 1 października było wystarczającym buforem. 

Finalnie październik zubożył moje konto o kwotę 1300 zł. Czy to wiele? Nie, ale u mnie poszło to na rozrywkę, słodkości, ukochany sok pomarańczowy w ilościach hurtowych, jedzenie na mieście z bliskimi, bo dobrze tak po prostu zjeść coś pysznego i nie stać przy garach, a potem myśleć jeszcze o zmywaniu. 

Szeroko rozumiana rozrywka pochłonęła w październiku 300 zł, spożywka nieco mniej, bo 291 zł. Słodycze, napoje i przekąski, czyli kategoria wydzielona przeze mnie jakiś czas temu, bo zaburza wydatki na jedzenie - 180 zł. Kwota horrendalna jak na mnie. A uzbierało się z kompletnych drobnostek. 

Ubrania - 146 zł. W tym miesiącu to nieco przekłamana kwota, bo większa część to wydatki na ubrania dla babci. Robiłyśmy zakupy w lumpku razem i po prostu zapłaciłam za wszystko, ale zakupy w SH nieco ciężko podciągnąć mi pod kategorie prezenty, więc zostały po prostu ubrania.

Zwierzyniec 106 zł .

Jedzenie na mieście 105 zł. 

Zdrowie 77 zł. Wydane głownie na babcie.

Praca, czyli to co kupuję w drodze do pracy w celu zjedzenia, w pracy ;) Nie mylić z kosztami przygotowania jedzonka do pracy. Pewnie nieco dziwne rozróżnienie, ale wolę mieć to wydzielone, żeby mieć jasność ile wydaję przez lenistwo, bo nie chciało mi się zrobić po pracy zakupów albo przygotować rano śniadania do pracy. 51 zł

Kosmetyki - 32 zł. Standard - szampon, dezodorant, żel pod prysznic. Chyba zostałam kosmetyczną minimalistką albo to po prostu lenistwo połączone z brakiem chęci do czegokolwiek oprócz szybkiego prysznica ;) Totalne zmęczenie materiału.

Transport 12 zł. 

Rozpusta, prawdziwa rozpusta. Zjadłam wiele pyszności, wypiłam sporo alkoholu, byłam w kilku ciekawych miejscach, nadrobiłam kino i poczułam, że żyję. Akurat w dobrym momencie, bo po Wszystkich Świętych włączył mi się jesienny marazm i chęć spędzenia najbliższego miesiąca w łóżku ;) Tym razem w wersji szczęśliwej, bo miałam fantastyczny październik,  a teraz potrzeba mi czasu dla siebie. 

Po miesiącach tłustych czas na miesiąc chudy. Wczoraj wpadłam na genialny pomysł-wyzwanie, który zakłada, że w ciągu 5 tygodni (od 4.11 do 7.12) wydam jedynie 250 zł. Tyle plus kilka złotych zostało mi w portfelu po październiku, dlatego też postanowiłam spróbować, bo czemu nie? Kocie jedzenie kupione, garderoba jesienno-zimowa uzupełniona, żadnych wydatków na horyzoncie, pozostaje mi kupować jedynie jedzenie, bo po szalonym październiku w listopadzie mam ochotę jedynie na koc, film, książkę, herbatę i spędzanie czasu z moimi kotami. Chyba potrzeba mi trochę czasu na wyciszenie i wsłuchanie się w siebie, bo od pewnego czasu czuję się taka rozchwiana? nieokreślona? W niewielu kwestiach umiem się ze sobą dogadać. Brakuje mi porozumienia z samą sobą, jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało. 

250 zł na 5 tygodni to niewiele, ale warto zaznaczyć, że sporo produktów mam w domu - kasze, ryż, makaron, jajka, mąka, olej, kawa, herbata, przyprawy. Mieszkanie z rodzinką ma swoje plusy, bo zawsze ktoś kupić coś z tej bazy i jest dla wszystkich, nie trzeba kompletować składników na dany posiłek od absolutnych podstaw i kupowania wszystkiego. To bardzo komfortowa sytuacja, dlatego mogę spróbować jak to będzie zmieści się w tej kwocie. Oczywiście podzielę się z Wami moimi doświadczeniami. Nie od razu jednak, bo w międzyczasie planuję kolejny detoks internetowy. Dobrze mi to robi. Naprawdę dobrze. 



________________________________________________

Korzystając z okazji chciałabym Wam podrzuć link do bloga godne życie , który ostatnio podczytuje i można na nim znaleźć sporo wartościowych treści dotyczących oszczędzania, rozsądnego wydawania pieniędzy i tego, co lubimy najbardziej, czyli można zajrzeć do czyjegoś portfela ;)