Wyzwanie: 250 zł na jedzenie


Po październiku obfitującym w przyjemności i rozrywkę, postanowiłam trochę się ograniczyć i zdecydowałam, że w ciągu 35 dni wydam na jedzenie 250 zł. Średnio wychodzi to około 7 zł na dzień. Czy mi się uda? Zobaczymy. Przyznam, że sama jestem ciekawa jak mi pójdzie. Mam o tyle komfortową sytuację, że mieszkam z rodziną, więc bazowe produkty typu olej, mąk, cukier, sól, przyprawy, jajka, itp. mam na stanie, nie muszę więc kompletować kulinarnej wyprawki od podstaw. Na to na pewno nie wystarczyłoby mi pieniędzy, ale z tą bazą powinno pójść w miarę dobrze. 

Na chwilę obecną nie jem mięsa ani wędlin, zwyczajnie nie mam ochoty. Wybieram głównie kasze, ryż, makarony, warzywa i owoce. Wyzwanie podzielę na dwie części - jedna będzie dotyczyła wyżywienia w dni pracujące, kiedy nie ma mnie w domu 11-12 godzin; natomiast druga dotyczyć będzie dni wolnych od pracy. Myślę, że to rozróżnienie jest ważne, ponieważ inaczej komponuje się posiłki pod kątem siedzenia w pracy 10 godzin bez mikrofali i lodówki, a inaczej gdy mamy przez kilka dni stały dostęp do swojej kuchni, lodówki i zamrażalki. 

Gdy zakładałam bloga wyzwaniem było dla mnie zamknięcie się z wydatkami w kwocie 600 zł na miesiąc. Udało mi się to może raz, potem spędzałam w pracy wiele godzin, żeby aż tak bardzo nie ucinać wydatków i pozwolić sobie od czasu do czasu na przyjemności. Ograniczałam co prawda wydatki w różnych kategoriach typu ubrania, kosmetyki, ale nadal wydawałam dużo więcej niż zakładało to moje początkowe postanowienie i wyzwanie. 

Na chwilę obecną mam sporo wolnego czasu, bo grafik w pracy ułożył mi się tak, że przez kilka dni mam sporo pracy, potem dużo wolnego, a potem znowu jestem niewolnikiem mojej firmy ;). Dzięki temu mogę w spokoju skupić się na planowaniu posiłków i wydatków na wiele wolnych dni pod rząd. Logistycznie to świetna opcja - jest czas na zakupy, czas na gotowanie, nie ma pośpiechu, nie muszę myśleć, że jeszcze trzeba umyć włosy, wziąć prysznic i że mam coraz mniej czasu, żeby się wyspać, a od rana znowu praca. 

Myślę, że takie dobrowolne ograniczanie się, bez presji w postaci spłacania długów lub odkładania na niespodziewany, ale bardzo pilny wydatek, to dobre doświadczenie. Sprawdzamy samych siebie, badamy nasze granice, uwalniamy kreatywność i mamy to miłe poczucie, że robimy to dla siebie, z własnego wyboru, dla własnej satysfakcji. Bez zewnętrznych wymogów i zobowiązań, które do tego zmuszają. 


15 komentarzy:

  1. jak idzie? wyczekuję relacji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak sobie w sumie. Jakoś mnie to święto pisane na kolanie rozkojarzylo zakupowo i zamiast 50 zł w ciągu tygodnia wydałam 100 zł bez kilku groszy, ale to głównie zapasy, więc powinno mi wystarczyć do końca przyszłego tygodnia ;) 2 dni świat a ja się obkupilam jak ja tydzień ludzie 😂 co za wstyd

      Usuń
    2. rozumiem :). A z ciekawosci-planujesz menu ? Przy tak napiętym budzecie to chyba rozwiązanie ktore mozna rozwazyc. Takim kompulsywnym zakupom na pewno planowanie nie sluzy :).
      Robisz przegląd zapasów, śledzisz oferty promocyjne i na tej podstawie bazujesz plan posilkow na tydzien czy kilka najblizszych dni :). Mega wygodne! pozwala zaoszczedzić kilka zl bo kupujesz tylko potrzebne produkty i nic się nie marnuje :)

      Usuń
    3. Zazwyczaj jak mam dłuższe wolne robię zapas ulubionych produktów i z tego komponuje jakieś menu ;) zazwyczaj planuje tylko dwa posiłki, bo często nie ma mnie w domu po kilka godzin w wolny dzień i ten posiłek może mi wypaść. Jak nie wypadnie to zawsze mam w zamrażarce jakieś warzywka do ryżu albo truskawki, albo jagody albo jakieś świeże warzywa typu brokuł za 1,3 za sztukę i robię ten 3 posiłek. W chwili obecnej mam wstępne menu aż do niedzieli. Na początku tygodnia zjadam to, co nie jest zamrożone/zapuszkowane a w miarę upływu dni planuję posiłki z mrożonek i danie jednogarnkowe z fasolki czerwonej, ciecierzycy i pomidorow, czyli wszystkiego tego, co mam w formie konserwowej. Tylko mięso mielone muszę dokupić w międzyczasie.

      Usuń
  2. Wiem już też, że najtańszy groszek, fasola czerwona, kukurydza, jabłka, batoniki są w biedronce, a po tanie warzywa wpadam po 20-21 do kauflanda, bo można upolować piękne brokuły za 1,30 ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kupuję suchą fasolę czerwoną, moczę, gotuję i mrożę w porcjach. Prażone jabłka jak gotowce w słoikach robię sama w większej ilości i w słoikach trzymam w lodówce. Duuuużo taniej i 0 cukru. Zamiast batoników ciasteczka owsiane. Kukurydza w biedronce, lidlu i kauflandzie mają wg mnie tą sama cenę.

      Usuń
    2. Ciasteczka owsiane mam na liście do wyprobowania ;-)
      Pomysł z czerwoną fasolą bardzo fajny i spróbuję wykorzystać ;-)

      Usuń
  3. dobrze wiedziec :). Podobne akcje z obnizka cen wieczorem robi Lidl.Juz kilka razy kupilam u nich warzywka za grosze.
    Jakies patenty na wykorzystanie brokuła? ja robie sałatke z pomidorem w sosie czosnkowym dodaje do makaronu lub robię zupę- krem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe, że w moim lidlu też są takie obniżki, ale jest do 21 a najczęściej do sklepu trafiam po 21, więc ciężko mi potwierdzić te lidlowskie obniżki. Z brokuły krem, brokul z fetą, pomidorem, prażonym słonecznikiem i prażonymi pestkami dynii. Ponadto doskonale smakuje na domowej pizzy i w zapiekance makaronowej albo ziemniczanej ❤

      Usuń
    2. Podobno można tez2 zrobić pizze na spodzie z brokuła? Ale nigdy nie próbowałam.

      Usuń
  4. slyszalam o spodzie z kalafiora, ale tez nie robilam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Hmm do teraz wydalam 151,50 zł z czego 34 zł pochłonęła rozrywka, a 13 zł wydatki na zdrowie

    OdpowiedzUsuń
  6. W sobotę postaram się wrzucić post o tym ile i na co wydalam przez 20 dni (4.11-23.11.) oraz co jadłam

    OdpowiedzUsuń
  7. Rzeczywiście takie oszczędności są możliwe do momentu jak się nie ma rodziny i dzieci, potem pieniędzy idzie na wszystko po kilka razy więcej :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda - samotne życie a życie rodzinne dzieli finansowa przepaść.

      Usuń

Bardzo dziękuję za Twój komentarz ;)