Weekendowe porządki


Najbliższy weekend, mimo że wolny, zapowiada się deszczowo, dlatego też postanowiłam zrobić to, co od dawna chodzi mi po głowie - pozbędę się książek, których posiadanie mnie uwiera. Od wielu wielu lat mam ogromny problem z pozbywaniem się książek, bo wpojono mi, że książek się nie wyrzuca, je się zbiera, trzyma na regale, sięga po nie w wolnej chwili i pielęgnuje ich posiadanie. No i super, ale problem w tym, że ja każdą pozycję czytam tylko raz. Drugi raz nie potrafię. Próbowałam wiele razy i nic. Męczy mnie to, nie ciekawi, bo przecież wiem, co będzie dalej. Napięcia już doświadczyłam, ponownie to odgrzewany kotlet a nie emocje. Zwyczajna męczarnia, mimo całej mojej miłości do czytania. Niewiele da się z tym zrobić. Zaakceptowałam to i zamiast stale sięgać po to, co mam, wędruje do biblioteki i znoszę nowe tytuły, świeże historie, nieznane postaci. 

Problem jednak zaczyna się na moim regale. Mam tam sporo książek kupionych jeszcze w czasach, kiedy kupowanie wydawało mi się fajne. Trochę zajęło mi zrozumienie, że kupione czytadło nie cieszy mnie właśnie z powodu tego, że to jednorazowa przygoda, a nie większa miłość. Wydawałam więc kolejne monety na nowe tytuły i dalej doświadczałam tego niemiłego uwierania, aż przestałam. Zdecydowałam się na bibliotekę i uwieranie zniknęło. Ten brak pieniędzy powoduje czasem pozytywne zmiany ;) A nawet bardzo często o ile podejdziemy do okrojonego budżetu jak do wyzwania a nie jak do kary. Mnie moja kara nawiedza kilka razy dziennie - a dokładniej za każdym razem, gdy spojrzę na regał. Od naprawdę wielu miesięcy bujam się z zamiarem pozbycia się tych tytułów, które trzymam z przyzwyczajenia, a jest ich sporo - nietrafione zakupy, nietrafione prezenty. Nazbierało się tego. Postanowiłam, że oto teraz biorę się w sobie, zepnę pośladki i wyniosę na akcję bookcrossing wszystko to, co mam z jakiegoś wewnętrznego lub zewnętrznego przymusu typu - prezent od dziadka oddać? Ano oddać, bo polubiłam zasadę posiadania tylko tego, czego używam. A zaleganie na półce w formie ozdoby kurzołapa użyteczne nie jest. Wkurza mnie za to konieczność przecierania, układania, porządkowania i innych zabiegów.

Jest oczywiście wiele tytułów albo papierowych staruszków, którzy zostaną ze mną, bo mam do nich ogromny sentyment, piękne wspomnienia i budzą we mnie ciepłe emocje. Do odstrzału pójdzie tylko to, co uwiera. Brakuje mi tej lekkości po uporządkowaniu przestrzeni i nadszedł właśnie czas, aby odgruzować kolejką sferę ;) Trzymajcie kciuki!


7 komentarzy:

  1. Jeżeli chcesz pozbyć się trochę książek i przy okazji dorobić, sprawdź stronę: skupszop.pl. Wystarczy wpisać ISBN książki i zostanie podana wycena za ile ją od Ciebie odkupią, a po przekroczeniu 40 zł, kurier sam do Ciebie przyjedzie je odebrać :). To oczywiście alternatywa, bo crossbooking to super sprawa :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo dzięki za wiadomość! Mam kilka podręczników akademickich i to dość rzadkich a bardzo nie chce mi się ich nosić do antykwariatu ;-)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Ciężko powiedzieć :D trochę mi się w życiu pozmieniało i próbuję się określić jaki mam do tego stosunek ;) będę pisać o tym, ale pod koniec tygodnia, bo póki co za mało informacji

      Usuń
  3. Też zaglądam z uporem maniaka czy się pojawił nowy wpis ;)
    Czekamy zatem na wieści :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak jest z kupowaniem wszystkiego jak się okazuje, wcale nie jesteśmy bardziej szczęśliwi jak więcej mamy. Lepiej odłożyć i kupić coś porządnego,co naprawdę jest dla nas celem. A jak nie umie się oszczędzać bo i tak bywa to wtedy pożyczki zostają.

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za Twój komentarz ;)