Moje wydatki z kwietnia 2019


Moje kwietniowe wydatki dobiegły końca. Początkowo nie miałam zbyt wielu wydatków w planach, jednak w miarę upływu czasu zdecydowałam się zrobić zakupy na rodzinne święta, zabrać babcię na ubrania ciuchowe, kilka razy wyjść ze znajomymi, zabrać babcię do nowo otwartej pierogarni z fantastycznymi pierogami i ani się obejrzałam, a dobiłam do kwoty 1600 zł na wydatki kwietniowe. Właściwie to nie żałuję ani jednej wydanej złotówki, bo chciałam odciążyć rodzinę z okazji świąt oraz pomóc babci skompletować nową garderobę na wiosnę i lato. Lubię też zabierać babcię na spacer i jakieś dobre jedzenie. Sprawia jej to radość, a mnie nie kosztuje, aż tak wiele, żeby z tego zrezygnować. Postanowiłam jednak, że 1600 zł to moja nieprzekraczalna granica w tym momencie. Szczególnie, że staram się aby moje wszystkie wydatki zamykały się w kwocie 1400 zł. Wydaje mi się to i tak wygórowaną sumą jak na wydatki osoby mieszkającej z rodziną, ale póki co nie muszę sobie niczego odmawiać. 

Wydatki znacząco podbił mi zakup zapasu żwirku dla kotów oraz, żeby nie płacić za przesyłkę, zakup karmy suchej. Niby w zooplusie przesyłka poniżej 89 zł to tylko 10 zł dopłaty, ale wolę zamówić drobny zapas karmy suchej lub mokrej i przekroczyć kwotę 89 zł niż tak raz za razem wrzucać dyszkę do skarpety zooplusa. 

Na co poszło mi więc tyle kasy?

Zakupy spożywcze - większość na święta dla rodzinki oraz zakupy dla babci - 363 zł

Koty - zapas żwirku, karmy mokrej oraz worek suchej karmy, który wystarczy mi zapewne do końca maja - 370 zł. 

Internet, rachunek za komórkę moją i babci - 180 zł.

Czas wolny - 160 zł. Trochę kina, wypad na piwo ze znajomymi, pakiet ipla i tvn player, żeby zobaczyć odcinki ulubionych seriali w większej ilości niż jedna sztuka na tydzień.

Ubrania - 140 zł - większość dla babci. Dla mnie jedynie buff do biegania za oszałamiającą kwotę 10 zł.

Jedzenie na mieście - 110 zł. Głównie na przepyszne pierogi. 

Transport - 65 zł - tutaj nieźle popłynęłam, ale część miesiąca spędziłam u mojego partnera i musiałam wydać trochę na dojazdy od niego do pracy i z powrotem. Patrząc na tą kwotę cieszę się, że na co dzień mogę podejść do pracy spacerkiem. Komunikacja miejska, mimo że znacznie tańsza od dojazdów samochodem, ma jednak sporo wad - dużo kosztuje, czasami się spóźnia, a i ostatnio notorycznie spotykam w tramwajach i autobusach mnóstwo mężczyzn w różnym wieku i różnego bogactwa, którzy normalnie legalnie otwierają w środku komunikacji piwko i piją jak w barze. Czemu? Na co? Po co? Nie wiem. Zniesmacza mnie to jednak wybitnie.

Kosmetyki - 51 zł. Maseczki oczyszczające. Cera mi się pogorszyła, a wypadałoby lepiej wyglądać na wiosnę.

Prezenty - 50 zł. Nie poszalałam w te święta. Głównie dlatego, że okres przedświąteczny spędziłam w pracy. Wyszłam z niej w Wielką Sobotę o 18 i z ogromnym zdziwieniem odkryłam, że wszystko jest pozamykane i nie mam gdzie kupić prezentów. Rodzina, bliscy i partner znieśli to podejrzanie dobrze.

Zdrowie - 45 zł - witaminy dla babci.

Słodycze, napoje, przekąski - 40 zł - głównie sok pomarańczowy i nimm2 kwaśne (mmm!)

Inne/utrzymanie domu - żarówki energooszczędne - 26 zł.

Razem 1600 zł, a raczej niecałe 1600 zł, bo zaokrąglam wydane kwoty w górę do pełnych złotówek. 

Cel na maj? Wydać mniej niż 1000 zł. Tak dla równowagi. 

A w kwietniu nie wydaję już nic. Wszystko mam. Najbliższe 4 dni spędzam na wydatkowym detoksie. 


Ile jedzą moje koty?


Ta kwestia męczyła mnie od dobrych kilkunastu miesięcy. Jako miłośniczka magazynowania kociego jedzenia, bo przecież kupując więcej kupuję taniej, posiadałam ogromne i nieprzebrane ilości suchej karmy wszelkiego rodzaju. Karmę jadły moje koty, okoliczne bezdomniaki oraz bezdomniaki będące pod opieką znajomej. O ile wydawanie na obce koty w ogóle mi nie przeszkadza, bo uwielbiam pomagać zwierzętom, o tyle brak wiedzy ile zjadają moje koty jest dosyć dotkliwy. Próbowałam to zweryfikować na wiele sposobów jednak ciągle utrudniali mi to domownicy, bo zawsze znalazła się dobra dusza, która dosypała do misek, odsypała trochę z worka dla bezdomniaków i finalnie dalej byłam w lesie z wiedzą. W końcu jednak nadarzyła się okazja - poznałam panią, która opiekuje się kociakami żyjącymi w okolicy sądu rejonowego i podrzuciłam jej całą suchą karmę jaką miałam w domu. Grubo ponad 10 kg. Wyzerowałam stany. 

Odetchnęłam z ulgą i zadowolono zamówiłam nową partię karmy suchej. Niewiele, bo raptem 4 kg w małych paczkach kilku firm tak, żeby kociaki spróbowały czegoś nowego i obserwowałam na ile starcza im 900 g suchej karmy. Trochę to trwało, ale udało mi się określić, że moje koty zjadają 900 g jedzenia w mniej więcej 11 dni. Dużo zależy od tego czy karma je zapycha czy muszą dojadać, ale przyjęłam, że średnio wychodzi tego 100 g/dzień na 3 koty. Lubię równe liczby ;)

Pewnie niektórych z Was dziwi po co ja w ogóle obserwuje takie rzeczy i tracę czas na to, aby wyliczyć dzienne zużycie karmy suchej. Ma to jednak sens. Przede wszystkim świadomość, że moje futrzaki zjadają 100 g suchej karmy na dzień, daje mi jasny komunikat, że na 30 dni potrzebuję jej 3 kg. To bardzo duże ułatwienie, bo wiem na jaką pojemność zwracać uwagę, jeśli chcę zamówić karmę od razu na 30 dni, mogę wyszukiwać korzystnych promocji związanych z interesującą mnie karmą. A przede wszystkim mogę wreszcie rozdzielić kupowanie lepszej karmy dla moich kotów od kupowania słabszej karmy dla kotów wolnożyjących. To pewnie może kogoś zaskoczyć, ale tak, mając do wykarmienia blisko 20 kotów w różnych lokalizacjach miasta trochę zwraca się uwagę na koszt karmy, bo potrzeba jej dosyć sporo. Poza tym staram się nie obdarowywać ludzi dokarmiających koty wolnożyjące karmami z wyższej półki, bo chociaż znam tych ludzi i im ufam, to znałam też wielu wolontariuszy ze schroniska dla zwierząt, którzy dobrą karmę, finansową ze środków fundacji, kradli i sprzedawali na lewo. A każdego z tych złodziei znałam i miałam za dobrego człowieka... Trochę nauczyło mnie to nieufności w stosunku do ludzi. I mimo że minęło wiele lat nadal w głowie nie mieści mi się, że można okradać schroniskowe zwierzęta, żeby napchać sobie kieszenie. Ponadto myślę, że purina one, porta 21, feringa, concept for life to całkiem niezłe karmy i bezdomniaki na pewno się z nich ucieszą. 

Często żałuję, że moje możliwości pomocy bezdomnym zwierzętom są takie ograniczone. Chciałabym robić dużo więcej, ale póki co ograniczam się do zakupu karmy, dokarmiania oraz opłacenia sterylizacji kilku kotów wolnożyjących. Dzięki temu, że mam zaprzyjaźnioną panią weterynarz udało mi się zorganizować sterylizację aż 8 kotów za raptem 200 zł. Mieliśmy w planach sterylizację 10, ale dwa nadal nie dają się załapać. Może z czasem. Mam nadzieję, że uda się to szybko, bo to kocury, a nie chcę, żeby zaczęły robić kolejne bezdomne koty. I tak tych wyrzucanych z domów jest coraz więcej :(