Studia - za i przeciw


Jak wiecie rozważam podjęcie od października studiów stacjonarnych na kierunku, który bardzo mnie interesuje. Niestety nie ma opcji studiowania zaocznie akurat tego kierunku. W dodatku musiałabym zacząć zupełnie od zera, ponieważ studia są na wydziale filologicznym, a ja skończyłam kierunek ścisły. No nie da rady przeskoczyć na magisterkę, trzeba zacząć licencjat. Przyznam, że mam w głowie ogromny chaos. Im więcej myślę, tym bardziej nie umiem się zdecydować, dlatego też podrzucam Wam moje za i przeciw. Może Wy zobaczycie coś więcej niż ja :)

Za: 
+ rozwój osobisty i inwestycja w siebie
+ studiowanie tego, co mnie interesuje
+ dodatkowe, inne wykształcenie dające więcej możliwości
+ praca nad warsztatem pisarskim - może tego nie widać, ale uwielbiam pisać
+ nowe znajomości
+ nowe wyzwania oraz wyjście poza strefę komfortu, w której nieźle się zasiedziałam
+ darmowe studia niedaleko mojego miejsca zamieszkania
+ kiedy jak nie teraz? 


Przeciw: 
- mniej czasu dla rodziny, bliskich i partnera 
- mniej czasu wolnego
- studia dzienne -  koniecznością ogarnięcia IOS, ponieważ na co dzień pracuję w systemie poniedziałek, wtorek, sobota, niedziela, następny tydzień - środa, czwartek piątek i tak na przemian 
- czasem zdarzają się w pracy choroby, różnego rodzaju L4 na dzieci i inne sytuacje, które wymagają, żebym była w pracy ekstra
- koszt dojazdu na uczelnię komunikacją miejską
- studia dzienne od zera w wieku 26 lat - reszta rocznika zapewne 19-20 lat
- konieczność przeorganizowania 
- dojazdy, od których mocno się odzwyczaiłam i za którymi nie przepadam
- wejście w tryb nauki, egzaminów, różnego rodzaju projektów
- zapewne sporo żonglerki - odrabianie zajęć, pisanie kolokwiów i egzaminów w innych terminach
- musiałabym na nowo założyć fb ;)

Muszę przyznać tak szczerze sama przed sobą i przed Wami, że najbardziej przed podjęciem studiów blokuje mnie myśl o bliskiej mi osobie, która walczy z rakiem i dla której miałabym przez studia dużo mniej czasu. To mnie wręcz paraliżuje. To najważniejsza osoba w moim życiu i fakt, że będziemy mieć tego czasu jeszcze mniej niż teraz wzbudza we mnie smutek i ogromne rozdarcie - jak nadać priorytety? Na czym się skupić? Jak zorganizować? Czy za kilka miesięcy/parę lat nie będę żałowała, że nie spędziłam z nią wystarczająco dużo czasu? I ile czasu to wystarczająco dużo czasu? To bardzo bolesne myśli, które wywołują u mnie potok łez. Świadomość nieuchronnej utraty najważniejszej osoby powoduje taką ogromną bezsilność, takie okrutne poczucie, że robienie czegoś dla siebie jest nie na miejscu. 



4 komentarze:

  1. Zamknij oczy, wyobraź sobie, że skończyłaś te studia. Co byś czuła? Bardziej ulgę czy dumę? Czy kilka lat bardzo dużego wysiłku ma szansę przełożyć się na większy komfort w dalszych latach życia? Jeśli traktujesz studia jako przygodę, rozwinięcie zainteresowań to moim zdaniem nie warto. Jeśli natomiast jest to inwestycja w siebie i wg Twojego rachunku się opłaca - śmiało, próbuj. Zawsze można zrezygnować!
    Polecam rozmowę z bliską osobą i wysłuchanie tego co o tym sądzi. Odniosłam wrażenie, że utrata jest "nieuchronna". Być może temu komuś łatwiej będzie odejść z myślą, że jesteś na właściwym torze w życiu. A Tobie może być łatwiej przeżyć później czas żałoby rzucając się w wir obowiązków. Przepraszam jeśli to zabrzmiało zbyt dosadnie.
    Nie katuj się proszę niepotrzebnymi wyrzutami sumienia. Robienie czegoś dla siebie to na prawdę nic złego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te studia bezpośrednio łączą się z tym, co chciałabym robić w życiu i na czym mi zależy. Dodatkowo mają dużo wiedzy praktycznej i związanej z obecnym rynkiem pracy oraz tym w jaką stronę zmierzają media oraz internet. Myślę, że mogą mi wiele dać w przyszłości, dlatego poważnie rozważam ich podjęcie. To faktycznie może mieć dla mnie wiele korzyści.
      Gdyby to było studiowanie biologii, co naprawdę mnie fascynuje, głównie zoologia, ale nie wiąże z tą dziedziną przyszłej pracy, to w ogóle bym tego nie rozważała. Byłoby jak ze zwierzakami - kocham je, uwielbiam zdobywać o nich nowe informacje, pasjonują mnie programy o nich oraz poznawanie ich zwyczajów, ale jednak nie jest to coś, na co chciałabym poświęcić 3-5 lat swojego życia. Informacje zdobywam na bieżąco, jednak nauka całej systematyki i innych zawiłości nie jest mi do życia i szczęścia potrzebna.

      Usuń
  2. Rzeczywiście jest nad czym się zastanawiać, ja radzę próbować. A jak po pierwszym roku, miesiącu dwóch zdasz sobie sprawę, że jednak nie da rady, nie wyrabiasz, nie masz czasu to zrezygnujesz. Nikt na siłę Cię tam trzymał nie będzie przecież :)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za Twój komentarz ;)