Nowy cykl #bezrobocie

Jak się wali, to się wali wszystko - tak chyba bywa nie tylko w moim życiu. Po ogromnych zawirowaniach w kwestii zdrowia najbliższej mi osoby, które unormowały się na szczęście, przyszedł czas na kolejne trudności w moim życiu - perspektywę rychłej utraty pracy lub przeniesienie się na podobne stanowisko w niezbyt komfortowej lokalizacji. Szczerze? Wypizdów jakich mało. Pomimo niewielkiej odległości na mapie, dojazd wymaga przesiadek i nie jestem pewna czy łączny czas dojazdow do pracy i powrotów zamknie się w 3 (!!!) godzinach dziennie. Sami rozumiecie - 10-11 h pracy + 3 godziny dojazdu za te same, a właściwe niższe pieniądze, bo tam nie ma premii z powodu słabych obrotów. Plus oczywiście koszt dojazdu, który jest niemały.


Ale o tym wszystkim w kolejnym poście.