Ile na kosmetyki wydaje zwyczajna dziewczyna?


Określenie zwyczajna jest mocno ogólne i według słownika języka polskiego oznacza zgodna ze zwyczajem, pospolita, przeciętna, niewyróżniająca się, codzienna. Z całej gamy pojęć pobocznych najbardziej podoba mi się codzienna oraz niewyróżniająca się, które oddają moje podejście do pielęgnacji i kosmetyków w 100%. 

Na co dzień nie lubię się malować. Sięgam po krem matujący lub rozświetlający, tusz do rzęs, pomadkę w odcieniu lekkiej czerwieni i to właściwie tyle. Posiadam jeszcze takie bajery jak kilka cieni do powiek, bazę pod owe cienie, pędzelek do nakładania tychże oraz korektor do maskowania cieni, którego stale zapominam użyć. Zabłąkany lakier do paznokci zerkający do mnie z regału pełnego książek, cienie do brwi i z kolorówki do w sumie tyle. Dalej mamy płyn micelarny do makijażu, żel do twarzy, dezodorant, żel pod prysznic, balsamy i kremy do ciała, lakier i spray na objętość do włosów, perfumy, pastę do zębów, szampony, maski i odżywki do włosów, preparaty zabezpieczające końcówki, pojedyncze maseczki do twarzy. Wydaje mi się, że jeśli chodzi o spis kosmetyków to jest to wszystko, co mam, być może pominęłam jakieś drobiazgi kurzące się w otchłani szafki w łazience. W dni, kiedy absolutnie nie mam ochoty na cokolwiek na twarzy, najzwyczajniej w świecie myję ją żelem i tak sobie funkcjonuję naga i bez odzienia chemii, co podobno ma jakąś osobną nazwę w dziedzinie makijażu. Saute? 

Być może niezorientowanego faceta taki arsenał może nieco przybić, ale kobietki dbające o siebie wiedzą, że jest to naprawdę niewiele rzeczy i posiadając jedną, maksymalnie dwie sztuki z danej kategorii moja łazienka wygląda pospolicie, a nie jak łazienka stereotypowej kobiety. 

Mój brak sympatii do makijażu pozwolił mi na stworzenie koszyka produktów kosmetycznych, których faktycznie używam i zawsze staram się mieć w łazience. Oprócz tej bazowej listy pozwalam sobie od czasu do czasu na jakieś szaleństwo czy wypróbowanie czegoś, co mnie zaciekawi np. dezodorant w krysztale albo krem przeciw uczuciu ciężkich nóg (nie wiem na co, ale ma milutką żelową konsystencję). 

Koszyk z kosmetykami zwyczajnej dziewczyny zawiera:
1. Szampon do włosów (5-100 zł)
2. Odżywka (6-20 zł) 
3. Maska do włosów (10-20 zł) 
4. Jedwab na końcówki (poniżej 10 zł)
5. Żel do twarzy (5-20 zł)
6. Płyn micelarny (micel z Biedry zawsze da radę 5-6 zł) 
7. Płatki do demakijażu (3-4 zł) 
8. Krem matujący (15-20 zł) 
9. Krem rozświetlający (20-30 zł) 
10. Tusz do rzęs (15-30 zł) 
11. Pomadka (10 zł) 
12. Dezodorant (6 do 20 zł) 
13. Żel pod prysznic (3 do 20 zł) 
14. Pasta do zębów (3 do 30 zł) 
15. Nitka dentystyczna (10 zł) 
16. Krem nawilżający do całego ciała (10-30 zł) 
17. Perfumy - najczęściej w prezencie od kogoś 

W nawiasie umieściłam widełki cenowe dla lepszej orientacji z jakiej kategorii cenowej wybieram produkty. Jest to o tyle istotne, że o ile w poprzednim roku używałam zwyczajnych szamponów, o tyle obecnie używam szamponów przeciwko wypadaniu włosów, które mają horrendalne niestety ceny. A czy działają... okaże się. 

Z tym skromnym koszykiem oraz okazjonalnymi wariacjami typu maseczki do twarzy, trymery do brwi, olej kokosowy do włosów, szampon do włosów brązowych, mój budżet z okresu 12 miesięcy, kiedy szczegółowo notowałam każdy wydatek w tej kategorii wyniósł - 1374 zł.

1374 zł - tyle rocznie kosztują mnie kosmetyki, których używam. Bez pilnowania się i ograniczania. 

Podejrzewam, że gdybym nagle postanowiła zacząć się malować albo zostać aktywną włosomaniaczką, wydatki skoczyłyby mocno w górę, ponieważ w chwili obecnej nie dysponuję żadnym kosmetycznym zapleczem, żeby zająć się na poważnie wdrażaniem kolorówki w moje życie ;) Lubię jednak prostotę i minimalizm, które towarzyszą mi na co dzień. To, czego używam jest dla mnie w zupełności wystarczające, a drobne kosmetyczne szaleństwa rekompensują codzienne nieświadome ograniczanie się. 

Mam nadzieję, że podzielicie się ze mną informacją ile wydajecie na kosmetyki i jak wygląda Wasza codzienna pielęgnacja. Nie ukrywam, że jestem ciekawa jak to jest z wydatkami na kosmetyki u innych kobiet. 

Komentarze

  1. Zaintrygował mnie Twój blog, gdyż minimalizm wcale nie jest mi obcy, a nawet zakrawa o ascetyzm. Przynajmniej w porównaniu z większością.
    W ogóle się nie maluję, nawet na wielkie okazję. Oszczędność? Pewnie jest, ale to nie powód. Po prostu stawiam na naturę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nawet nie chcę wiedzieć ile wydaję na kosmetyki miesięcznie :D To znaczy - nie tak dużo, przede wszystkim kupuję szampony, maski i odżywki, bo te u mnie szybko schodzą :) z kolorówki to paletka raz na rok, róż, rozświetlacz i ot, wszystko :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Bardzo dziękuję za Twój komentarz ;)